Glenn Gould... Od dawna miał być tu o nim artykuł, ale nigdy jakoś nie wiedziałam jak zacząć.
Glenn Gould
Dla niewtajemniczonych: Glenn (1932-83) był kanadyjskim pianistą, szczególnie znanym ze swych interpretacji dzieł Jana Sebastiana Bacha (szczególnie Wariacji Goldbergowskich) oraz ekscentrycznego zachowania. Np. śpiewał i mruczał podczas grania, nawet w czasie nagrywania w studiu, ponadto zawsze zajmował przy klawiaturze bardzo niską pozycję, inną niż większość pianistów. Siedział wtedy na krześle, które zrobił dla niego ojciec.
Znany jest też jego "ujemny entuzjazm" dla muzyki Chopina, Liszta, Schumanna i innych romantyków, których prawie wcale nie grał.
Swój ostatni koncert dał w wieku 32 lat, potem nagrywał tylko płyty oraz nagrania wideo. W ogóle, był prawdziwym nagraniowym pedantem. Za życia już stał się legendą, a jego przedwczesna śmierć (z powodu udaru w wieku 50 lat), jeszcze bardziej tę legendę umocniła.
Jest uważany za jednego z najwybitniejszych pianistów wszechczasów. Do dziś na całym świecie przybywa mu fanów, którzy spierają się czy te jego dziwactwa były autentyczne czy stanowiły tylko sposób zwrócenia na siebie uwagi...
W świadomości wielu istnieje on jako genialny muzyczny... świr, postać uwielbiana przez jednych i budząca niechęć u drugich... i nic poza tym...
Dlatego dziś pokażemy go trochę z innej strony. Pokażemy, że zainteresowanie twórczością Jana Sebastiana Bacha może dawać bardziej wesołe rezultaty.
***
W wyemitowanym 4 marca 1963 roku programie pt. Anatomia fugi, Glenn postanowił zachęcić widzów do napisania fugi i udzielił cennych rad kompozytorskich. Oczywiście wszystko w formie... fugi właśnie. Jego kompozycja pt.So you want to write a fugue?, napisana na cztery głosy solowe i kwartet smyczkowy (lub fortepian) to parodia stylu Bacha i różnych technik kompozytorskich. Zawiera różne muzyczne cytaty, np. słynny motyw B-A-C-H, motyw z II Koncertu branderburskiego i ze Śpiewaków Norymberskich Wagnera.A tekst - wnosząc z licznych komentarzy na YouTube - naprawdę potrafi zachęcić do napisania fugi...
Oryginalne wykonanie:
Pisząc tę fugę, Glenn popisał się naprawdę niesamowitą wiedzą... i oczywiście poczuciem humoru. Np. w momencie, gdy słyszymy zdanie "just ignore the rules and try" ("zignoruj zasady i spróbuj"), tenor i bas śpiewają w równoległych kwintach, a równoległe kwinty to rzecz ZAKAZANA w klasycznej fudze :)) A po linijce "John Sebastian must have been a very personable guy" ("Jan Sebastian musiał być naprawdę przystojnym facetem", OMG!!), słyszymy króciutki quodlibet czyli kilka melodii JS Bacha granych jednocześnie!
Krótko mówiąc, szacun dla Glenna rośnie z każdą chwilą!
***
A na koniec coś jeszcze, mianowicie najdziwniejsza rzecz z Glennem w roli głównej, na którą trafiłam w internetach. Façade- z muzyką Williama Waltona, do wierszy awangardowej poetki Edith Sitwell. Odlot na poziomie.
W sieci jest sporo ciekawych filmików o nim... ale ten jest chyba najbardziej zwariowany.
Chyba sobie sprawię jakąś lekturkę o Glennie do poczytania, bo zainteresował mnie ostatnio. Ale to dopiero jak będę mieć już spokój z innymi sprawami...
Dziś pierwszy dzień kalendarzowej wiosny.
Oczywiście nie może się obyć bez pakietu wiosennych utworków. Przed państwem chyba najprzyjemniejsza lista jaką robiłam w czasie całego mojego blogowania. ;D
Uwaga: Vivaldi u mnie nie istnieje, jeśli chodzi o pory roku.
Wiosna, pora wybrać się z dziewczynami i chłopakami do Parku Łazienkowskiego i poudawać Chopina :)
1.Ludwig van Beethoven - Sonata skrzypcowa F-dur op.24 Wiosenna (1801)
Czy może być coś cudowniejszego niż pierwsza część tej sonaty? I ta melodia grana na skrzypcach, a potem na fortepianie? Zapada w pamięć od pierwszego posłuchania, potwierdzam... nawet gdy nie od razu wiemy co to za utwór. Przydomek Wiosenna, jak zwykle zresztą, nie pochodzi od Beethovena (tak samo jak Księżycowa, Patetyczna), ale co nas to obchodzi...;D
2.Robert Schumann - I Symfonia B-dur op.38 Wiosenna (1841)
Od pierwszego posłuchania non stop gra mi w głowie. Schumann napisał to cudo krótko po ślubie z Clarą Wieck, to ona zachęciła go do stworzenia dzieła symfonicznego. Tu mamy już autentyczną inspirację wiosną, a konkretnie poematem Adolfa Böttgera Frühlingsgedicht.
3.Feliks Mendelssohn - Pieśń wiosenna (1842-44)
Najpopularniejsza z wszystkich Mendelssohnowskich Pieśni bez słów, niesamowicie eksploatowana w starych kreskówkach; dziś odeszła trochę w zapomnienie. A przecież jest cudowna, sama lekkość, elegancja, powiew wiosny... Ehh, Feliksie, Feliksie! ✿❤❀❤
4.Edvard Grieg - Do wiosny (1886)
A tu Chopin północy i jeden z jego Utworów Lirycznych. Lubię te fantastyczne elementy u Edvarda, w ogóle muzyka Skandynawów zazwyczaj niesie w sobie tyle niesamowitości. Dlatego dziś tu mamy dwóch Norwegów.
5.Mieczysław Karłowicz - Z nową wiosną (1895)
Jedna z młodzieńczych pieśni Karłowicza, do słów Czesława Jankowskiego. Znowu wiosna i znów ktoś kogoś przestał kochać... a raczej chyba nigdy nie kochał. Urocza pieśń, jedna z moich ulubionych, i chyba ulubiona z całego Mieczysława.
6.Christian Sinding - Odgłosy wiosny (1896)
To już tu kiedyś było jesienią, bo wtedy poznałam ten utwór i nie mogłam się powstrzymać, żeby go tu nie zamieścić. Christian jest kompozytorem jednego przeboju, ale za to jakiego! Ta miniatura jest po prostu genialna. Kojarzy mi się z pękającym lodem na wielkich rzekach, z przebiśniegami i krokusami wystawiającymi płatki zza śniegu, wiosennym wiaterkiem i z taką prześliczną pogodą jak u mnie dzisiaj!... Cudo, po prostu cudo!
7.Zygmunt Noskowski - III Symfonia F-dur Od wiosny do wiosny (1903)
Ta symfonia też już tu była, w zimie. Ale przecież Od WIOSNY do WIOSNY, prawda? Ona jest najważniejsza. Posłuchajmy dziś choć uroczej części pierwszej. Lub całej symfonii. Żeby naprawdę posłuchać, jak można muzycznie opowiedzieć o końcu zimy i powrocie wiosny.
8.Aaron Copland - Wiosna w Appalachach, suita(1944)
A na koniec to amerykańskie arcydzieło. Balet Wiosna w Appalachach został napisany dla słynnej tancerki Marthy Graham i opowiada o młodym małżeństwie traperów, którzy rozpoczynają wspólne życie w tych przepięknych górach. Mamy mnóstwo fajnych efektów, wariacje na temat popularnej piosenkiSimple Gifts... Obecnie ten utwór brzmi dość filmowo, tak westernowo. To dlatego, że Aaron wciąż ma grono naśladowców... Tu mamy suitę, trochę krótszą od oryginalnego baletu.
*** No i to by było na tyle, proszę państwa. Wróciliśmy po przerwie nie po to, żeby znowu zniknąć ✿❀✿❀
Lista utworów na Walentynki. Oczywiście uważam, że to "święto" puste, komercyjne i naciągane. A św. Walenty, choć dokładnie nie wiadomo kim był, jest głównie patronem osób chorych na choroby nerwowe i umysłowe.
Św. Walenty przedstawiany jest często w chwili uzdrawiania chorego z epilepsji
Ale muzyki warto jest posłuchać.
Zawsze warto jest posłuchać muzyki, bo zawarte są w niej prawdziwe emocje, a nie tylko cukier i sztuczny barwnik, jak w lizaczku.
******
Zaczynamy.
Lista z poprzedniego roku ⏩ TUTAJ
----- 1. Fryderyk Chopin - I Koncert fortepianowy e-moll: Romanza-Larghetto (1830)
Słuchałam tego dziesiątki razy. A zakochałam się w tym dopiero ostatnio. Przecudowne "dumanie przy księżycu", jak to określił sam Chopin. Fortepian i dyskretny akompaniament orkiestry. Tak, dyskretny, po prostu...
2.Piotr Czajkowski - Romeo i Julia (1880- ostateczna wersja)
Uwertura fantastyczna.Jeden z największych szlagierów Czajkowskiego, cudownie zinstrumentowana historia.Temat miłosny, którego nie możemy się doczekać już od pierwszych taktów utworu, to jest chyba najbardziej romantyczna melodia na świecie... Czajka potrafiła.
3. Franciszek Liszt - Romans (1880)
Właściwie to jest to transkrypcja pewnej pieśni Liszta. Utwór o prostej budowie, z melancholijną melodią, powracającą do nas jak smutne wspomnienie... i z iskrą nadziei, i piękną harmonią.
4. Johannes Brahms - II Koncert fortepianowy B-dur: Andante (1883)
Orkiestra, wiolonczela i fortepian. Niektórzy uważają, że Brahms zainspirował się tu koncertem fortepianowym Clary Schumann - u niej w drugiej części też wiolonczela ma partię solową. A to nie tajemnica, że Johannes był w Clarze zakochany przez całe życie...
5. Ignacy Jan Paderewski - Koncert fortepianowy a-moll: Romanza-Andante (1888)
Tu odpływamy w zupełnie inny, fantastyczny świat. Fragment, którego mogę słuchać bez końca i odkrywać w nim nowe rzeczy. Paderewski to cudowny, utalentowany kompozytor, nie tylko pianista!!!
6.Pietro Mascagni - Rycerskość wieśniacza: Intermezzo (1890)
Okres wielkanocny, Sycylia i skomplikowana operowa historia. Miłość, zazdrość, zdrada... Za chwilę nastąpią tragiczne wydarzenia. Ale przedtem orkiestra zagra Intermezzo - utwór pełny takiego spokoju, miłości i piękna, że jedyne co można zrobić, to się po prostu rozpłakać.
7. Aram Chaczaturian - Adagio Spartakusa i Frygii z baletu Spartakus (1954)
Jak nazywała się żona Spartakusa? Chyba nie wiadomo. W balecie Chaczaturiana, luźno osnutym na historycznych wydarzeniach, jest nią Frygia. A to Adagio, perła XX wieku uwielbiana przez filmowców, to scena ich wspólnego tańca.
8. Wojciech Kilar - motyw z filmu Smuga cienia (1976)
A tu mamy jeden z najpiękniejszych tematów z całej muzyki filmowej. Ten wspaniały utwór z fortepianem, którego melodię przejmuje orkiestra, jest niczym wyciągnięty z jakiegoś wspaniałego koncertu fortepianowego. Myślę, że nawet taki kolos jak Rachmaninow miałby tu czego pozazdrościć...
9.Alfred Schnittke - Deklaracja miłości z filmu Сказка странствий (1983)
Tchnie trochę "kinematograficznym" duchem i rosyjskim sentymentalizmem, ale i tak jest bardzo ładne. I zawiera charakterystyczne dla Alfreda elementy, jak np. klawesyn.
Leonardo da Vinci, znany człowiek renesansu, tak kiedyś powiedział:
Muzyka nie może być zwana inaczej niż młodszą siostrą malarstwa,
zważywszy, że jest przedmiotem słuchu, zmysłu pośledniejszego niż oko...
malarstwo jest doskonalsze i przewyższa muzykę, gdyż nie umiera ono
bezpośrednio po swym powstaniu...
Co? Malarstwo lepsze od muzyki? Ha ha, śmieszne, Ostatnia wieczerza pana Leonarda spada ze ściany i za niedługo może jej nie być, a muzyka nawet starsza niż renesans istnieje i jest grana. Muzykę możesz śpiewać, grać, nucić sobie w głowie zawsze - obraz wisi i co? I nie ma z niego pożytku, ha ha ha.
No ale jednak Leonardo trochę się muzyką zajmował. Zaprojektował np. instrument, o nazwie viola organista.
Projekt Leonarda, ok.1488-89
O co w tym chodzi? O koła zębate nachodzące na siebie, które kręcą się i pociągają smyczek po strunach. Koła wprawia się w ruch pedałem.
Da Vinci nigdy tego nie zbudował, pierwszym instrumentem o podobnej mechanice był Geigenwerk (klawiolin) Hansa Heidena z 1575 roku.
Geigenwerk Heidena
W1625 roku Raymund Truchado, z Hiszpanii, zbudował swoją wersję. Dotrwała do naszych czasów, choć niesprawna, i znajduje się w Brukseli.
Instrument Raymunda Truchado
Pierwszy współczesny instrument tego typu skonstruował Japończyk Akio Obuchi w 2004 roku.
Małe to trochę, ale zawsze coś :)
Viola organista Akio Obuchiego
A w 2012 roku, Sławomir Zubrzycki, pianista z Krakowa, zbudował swoją violę, czym wzbudził nie małą sensację, bo zaczął na niej koncertować i nawet wydał płytę Viola organista – The da Vinci Sound. Jest to pierwsza w historii płyta z muzyką nagraną na tym instrumencie. Znajdziemy na niej utwory różnych kompozytorów epoki renesansu i baroku, m.in. Marina Marais, Adama Jarzębskiego, Carla Emanuela Bacha a nawet jeden utwór Leonarda da Vinci. Jednak od muzyki nie da się uciec, Leonardzie!
Viola organista Zubrzyckiego
Pan Sławomir uważa, że projektując ten instrument Leonardo da Vinci wyprzedził swoje czasy - i dlatego też viola organista nie zyskała na popularności.W XVI i XVII wieku nie było zbytnio takich materiałów, które pozwoliłyby takiemu instrumentowi dobrze grać, i bardzo szybko rozstrajał się.
Posłuchajmy, bardzo ciekawy dźwięk. :)
Tu pierwszy koncert na którym użyto violi - w Krakowie, 18 października 2013 roku.
W 6:40 bardzo fajna niespodzianka. 😎
Faktycznie brzmi trochę jak hybryda skrzypiec i organów, więc nazwa się zgadza...
Ciekawe, ciekawe!
Źródła ilustracji:
Wikimedia Commons
violaorganista.com
obuchi.music.coocan.jap
js-bach.pl
Zima na całego. Zasypało mi śniegiem cały komputer, siedzę sobie teraz wygodnie w zaspie i się popisuję.
Lista "zimowych" utworków. Zimy Vivaldiego nie będzie, bo nie i już.
***
1.Stanisław Moniuszko - Bajka. Opowieść zimowa (1848)
Uwertura koncertowa Bajka Moniuszki (1848) to jedno z nielicznych jego dzieł symfonicznych (które nie są operami). Nie mamy tu konkretnej historii. Utwór rysuje przed nami mglisty obraz czegoś niesamowitego... Co to będzie, już sami zdecydujemy.
2.Claude Debussy - Tańczący śnieg (1908)
Jedna z części słynnego fortepianowego zbioru Children's Corner (tak, po angielsku, ten Francuz nazwał swój utwór po angielsku!). Cóż rzec, typowy impresjonizm... Ciekawa alternatywa dla "ciężkiej" muzyki neoromantycznej. No i dzieci to lubią, bo to przecież była dla nich napisane.
3.Claude Debussy - Kroki na śniegu (1909)
Znów Debussy. Tym razem szósta pozycja z jego pierwszego zeszytu Preludiów. Tym razem scenerię mamy zdecydowanie mroczniejszą niż w poprzednim utworze, gdzie podziwialiśmy tańczące na wietrze płatki śniegu. Tu przedzieramy się przez śnieg, być może jesteśmy daleko i od nas tylko zależy czy nie zostaniemy tam na zawsze?
4.Franciszek Schubert - Podróż zimowa (1828) Podróż zimowa, czyli
Winterreise, to cykl 24 pieśni skomponowany przez Schuberta w 1827 roku
do wierszy Wilhelma Müllera. Ich bohaterem jest młodzieniec
nieszczęśliwy z powodu zawodu miłosnego. Czas akcji to oczywiście zima.
Tu macie pieśń pierwszą, Gute Nacht, w wykonaniu angielskiego tenora Iana Bostridge'a i pianisty Juliusa Drake'a. Chłopcy się postarali i zrobili ekranizację (tak!) całego cyklu pieśni. Ian, ucharakteryzowany na romantycznego, smutnego młodziana, snuje się po opuszczonych, mrocznych wnętrzach i śpiewa... Genialny pomysł, polecam obejrzeć każdemu, TUTAJ playlista z całością.
5.Zygmunt Noskowski - III Symfonia Od wiosny do wiosny, cz.IV (1903)
Jest
to moim zdaniem najpiękniejsza polska symfonia. W części czwartej mamy
zimową melancholię, smutek - wszystko ubrane w bardzo ciekawą i barwną
orkiestrację (nawet dzwoneczki są). Potem jest zimowa burza i...
nadchodzi wiosna, a wraz z nią pogodne, radosne i niezwykle urocze
motywy z pierwszej części. Oczywiście, polecam posłuchać całej symfonii -
ale dziś pora roku nas usprawiedliwia, możemy słuchać tylko Zimy. To
moim zdaniem znacznie lepsze od jego Stepu, muzyka najwyższych lotów,
sami zobaczcie! Zima zaczyna się od 26:40 - kliknijcieTUTAJ, a pięknie Was przekieruje :)
6.Franciszek Liszt - etiuda b-moll Chasse-Neige (1852) Chasse-Neige to po francusku pług śnieżny. Jednak w przypadku etiudy Liszta znaczy co innego, a mianowicie ostry, zimny wiatr porywający ze sobą masy śniegu. Znów możemy sobie wyobrazić, ze jesteśmy gdzieś daleko, jedziemy dyliżansem, albo idziemy na piechotę... i ten śnieg, wszędzie śnieg! Wieje nam w twarz, nic nie widzimy, nogi po kolana w śniegu już odmawiają posłuszeństwa, a tu trzeba iść..
Wersja bardziej pogodna - gapimy się na to, co wiatr wyprawia ze śniegiem przez okno naszego ciepłego mieszkanka.
7.Erich Wolfgang Korngold - Serenada z baletu Bałwan (1908)
A tu mamy zdolnego małolatę. Erich Wolfgang Korngold pojawił się tu raz bardzo dawno temu, w przypadku koncertów skrzypcowych. Tu mamy Serenadę z baletu Bałwan. Który nasz artysta skomponował w wieku 11 lat. Zdolny dzieciak. Na szczęście nie zmarnował talentu i przydał się w Hollywood.
8.Aleksander Głazunow - Pory roku (1899)
Rosyjski kompozytor, rosyjska instrumentacja, trochę rosyjskiej groteski. Aleksander Głazunow jest autorem baletu Pory Roku, z którego potem "wykroił" piękną suitę. Tu mamy część zimową.
Szykujcie sanki!
9. Josef Strauss - Winterlust, Polka Schnell op.121
Wesoła polka autorstwa mniej znanego przedstawiciela wiedeńskiej dynastii Straussów. Miły akcent na koniec. Z górki na pazurki.
Ilustracja - to oczywiście nie jestem ja. To Ryszard Strauss, autor Symfonii Alpejskiej, która jednak jest cosik za długa by mogła być na tej liście... Przepraszam Rysiu. Ale za to jesteś na zdjęciu i naprawdę pięknie wyglądasz w tym śniegu :)
Już dawno wspominałam tu, ze dam artykuł o Zygmuncie Noskowskim. Było już o nim przy okazji jego genialnego poematu Step w marcu 2015 roku, ale moim zdaniem o wybitnych ludziach nie wystarczy napisać raz... zwłaszcza o takich jak Noskowski.
****** Zygmunt był naprawdę ważną postacią w swojej epoce i w swoim kraju.
Zygmunt Noskowski
Nie lubił Chopina?
Urodził się w 1846 roku w Warszawie, w rodzinie notariusza Józefa Łady-Noskowskiego i Amelii de Salis-Noskowskiej. Miał dziesięcioro rodzeństwa, oprócz tego jego rodzice utrzymywali także piątkę dzieci Andrzeja Towiańskiego (tego, co miał wpływ na
Mickiewicza...). Pani Amelia była wielką entuzjastką jego nauk, stąd też dom Noskowskich był jednym z głównych ośrodków towianizmu na
ziemiach polskich.
I tu ciekawe - ponieważ Fryderyk Chopin nie lubił Towiańskiego, to Noskowscy nie lubili Chopina i w ogóle nie słuchali jego muzyki! Młody Zygmunt był przez to wychowanie zupełnie anty-chopinowski - dopiero potem docenił dokonania Frycka i stał się jednym z najzagorzalszych jego propagatorów. I przestał być towiańczykiem.
Naukę muzyki (fortepianu i skrzypiec) rozpoczął w 1851 roku w gimnazjum realnym w Warszawie.Talent muzyczny Zygmunta odkrył nasz inny romantyczny kompozytor - Ignacy Feliks Dobrzyński, kolega Chopina ze szkoły i autor Symfonii Charakterystycznej. Obok Stanisława Moniuszki, stał się jednym z idoli i mistrzów młodego kompozytora.
Podobno wziął udział w powstaniu styczniowym, ale nie wiadomo.
Ciekawe, że w 1871-72, gdy uczył muzyki w Instytucie Głuchoniemych i Ociemniałych, stworzył system zapisu nutowego dla niewidomych. Co to było dokładnie - nie dowiemy się, bo niestety nie zachowało się do naszych czasów.
Berlin, Konstancja, Weimar
No tak, studiował też w Berlinie, gdzie skomponował swoje pierwsze ważne utwory i zaczął tworzyć symfonię. Miał też czteroletni epizod w Konstancji (1876-80), gdzie jego nauczyciel z Berlina, Fryderyk Kiel, załatwił mu posadę dyrygenta w Towarzystwie Śpiewaczym Bodan.
W 1880, w Badan-Baden, Zygmunt spotkał się z muzyczną gwiazdą tamtej epoki - Franciszkiem Lisztem, któremu bardzo podobały się krakowiaki Zygmunta i jego kwartet fortepianowy op.8. Wziął nawet udział w prawykonaniu tego kwartetu w Weimarze.
Resursa Obywatelska w Warszawie. Tu 10 XI 1875 odbył się koncert kompozytorski Noskowskiego.
Powrót do Warszawy
W tym samym 1880 roku, Noskowski powrócił do Warszawy i postanowił odbudować tam życie muzyczne. Nie było u nas stałych orkiestr ani tak naprawdę szkół muzycznych, strasznie byliśmy muzycznie zacofani, przez te okropne zabory i prześladowania. Rusyfikacja, bieda, dziadostwo, zamykanie polskich ośrodków kulturalnych. A w Petersburgu - działa pan Czajkowski, panowie z Potężnej Gromadki, muzyka sobie kwitnie i pięknie się rozwija. Naszym kosztem? Tak, naszym kosztem.
Noskowski zaczął od rekonstrukcji chóru Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, udzielania bezpłatnych lekcji śpiewu. Potem jego celem były cotygodniowe koncerty symfoniczne w Warszawie. Chciał powołania stałej orkiestry symfonicznej, bo dotychczas bywały tam tylko orkiestry przyjezdne i grały tylko hity kompozytorów zagranicznych, podczas gdy dzieła naszych kompozytorów zalegały w szufladach. Orkiestra została założona w 1881 roku, ale rok później niestety już jej nie było. Upadła. Podobnie jak dwie inne orkiestry założone później przez Noskowskiego. Nie było funduszy...
Organizował też koncerty kameralne, razem ze znakomitym pianistą Aleksandrem Michałowskim i Stanisławem Barcewiczem. Sam często występował podczas nich jako skrzypek,
altowiolista, pianista, a nawet śpiewak - i ludzie uważali, że on się w ten sposób po prostu po chamsku reklamuje. A to nie była prawda. On po prostu nie miał pieniędzy by płacić innym muzykom.
Dzięki Noskowskiemu, po pewnym czasie warszawskie życie muzyczne zaczęło być regularne i wreszcie zaczęto grać dzieła naszych kompozytorów.
Od roku 1886 prowadził klasę kompozycji w Instytucie Muzycznym w Warszawie. Jego najsłynniejsi uczniowie to Karol Szymanowski, Ludomir Różycki, Mieczysław Karłowicz, Grzegorz Fitelberg, Apolinary Szeluto... To on ich wszystkich wykształcił.
Zmarł w 1909 roku w Warszawie. Miał 63 lata.
*** Jego najpopularniejszy utwór to śpiewana do dziś piosenka Zima zła do słów Marii Konopnickiej. Tak, moi państwo. Jako smarkacze śpiewaliśmy piosenkę Noskowskiego i nawet o tym nie wiedzieliśmy!
Skomponował pierwszy polski poemat symfoniczny - Step. Miała być to uwertura do opery na podstawie Ogniem i mieczem, no ale niestety... ta opera nie powstała. Za to powstał poemat. Jedno z najlepszych naszych dzieł symfonicznych epoki romantyzmu, wspaniale oddające atmosferę książki Sienkiewicza.
Oprócz tego trzy symfonie, z których niezwykle urokliwą jest III symfonia Od wiosny do wiosny (1903).
Morskie Oko - uwertura koncertowa, tym razem inspiracją było słynne tatrzańskie jezioro. Przeważająca większość kompozytorów lubiła góry, hehehe, takie skrzywienie zawodowe? ;)
No i dzieło kameralne - kwintet fortepianowy op.8, w którym partię fortepianu podczas prawykonania zagrał Liszt.
Część I
Części II i III
Część IV
------------------------------------- Szczęścia w Nowym Roku! Jakoś się rozkręcimy, obiecuję! :)
Dziś mamy 31 grudnia, pora wreszcie podsumować 365 dni naszej pracy!
W roku2016, drugim roku istnienia tego bloga, zostały tu opublikowane 62 wpisy (ten też się liczy).
Z ogromną radością muszę przyznać, że naprawdę dużym zainteresowaniem cieszyły się artykuły związane z muzyką polską. To naprawdę wspaniały i bardzo budujący fakt. Nasza rodzima sztuka zawsze powinna być dla nas priorytetem!🎵😀
2016... 2017...
Oto 12 najpopularniejszych postów napisanych przeze mnie w 2016 roku.
Zobaczcie, w co najchętniej klikaliście i co, mam nadzieję, czytaliście ;)