wtorek, 4 września 2018

Dobiegł końca pierwszy dzień przesłuchań I Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych. Nawet nie ukrywam, że interesuję się tym głównie za względu na fakt, że w programie znajdują się dwa polonezy Karola Kazimierza Kurpińskiego 💕

Przedpołudniowe wykonania jego utworów mnie rozczarowały, bo... pianiści dodawali stanowczo za dużo od siebie. Mam na myśli ornamenty i różne takie inne improwizacje, których nie ma w nutach. Nie lubię, kiedy się tak improwizuje, melodia w tym się gubi, łeee. Nawet sam Kurpiński pisał w swoim Wykładzie systematycznym zasad muzyki na klawikord żeby tak nie robić.

Na szczęście po południu pojawiło się śliczne wykonanie poloneza d-moll, grał pan Łukasz Byrdy. Bez zbędnych przeróbek ( z wyjątkiem jednego taktu na koniec, ale to akurat może być xD), za to z uczuciem  i wyczuciem :) Oglądałam na żywo i byłam zachwycona, buźka mi się nie chciała przestać uśmiechać. Jak to miło gdy ktoś ładnie gra Karolka, ach, serce rośnie! 💕

Polecam Wam to bardzo, od 11:30 :)


To tyle na dziś. Zobaczymy, czym jeszcze uraczą nas uczestnicy, konkurs trwa wszakże do 14 września.

Wiem, że ten blog to ostatnio czysta kurpińskofilia, no ale cóż, nadrabiam za innych, hahaha :)

Pozdrawiam!

piątek, 31 sierpnia 2018

Polonez G-dur

Mam dla Was kolejnego poloneza  :)

Czyż nie jest śliczny? Mój ulubiony fragment to drugi temat w triu, od 1:32, sama słodycz i miłość i w ogóle... <3 Kocham to grać i mam nadzieję że KK się w grobie nie przewraca jak mnie słyszy, chociaż kto go tam wie...

Mam wydrukowane już dwa kolejne polonezy, których się nauczę tak szybko jak to tylko możliwe i nieśmiało Wam zaprezentuję... też są bardzo ładne, bo już je trochę grałam.

NUTKI

Drukować i uczyć się, nietrudne :)

wtorek, 31 lipca 2018

Polonez :)

Pierwszy raz w życiu nagrałam cały cudzy utwór i wrzuciłam do sieci, nie tylko na SoundClouda ale na Tumblra też...

To Polonez f-moll Kurpińskiego z 1814. Kocham ten utwór i jest jednym z moich ulubionych utworów do grania. Kocham te mroczną, melancholijną atmosferę pierwszych dwóch tematów i to, jakie Trio jest urocze i "mazurkowe", aww <3

Wiem, żem amator i nie umiem, ale się starałam i wyszło nie tak najgorzej.
Mam nadzieję, że Karol by mi głowy za to nie urwał jakby usłyszał.

Nutki są tutaj, zapraszam do grania:

https://imslp.org/wiki/3_Polonaises%2C_Book_2_(Kurpi%C5%84ski%2C_Karol)


Może zrobimy #KurpińskiChallenge i przez cały sierpień będziemy nagrywać jego polonezy i uwertury i resztę i wrzucać na SoundClouda i YouTube i Tumblra i Instagrama i gdziekolwiek? A ja będę pisać z tego sprawozdania tutaj i na tym dziwnym Tumblrze na którego nikt nie wchodzi? xD

Pozdrawiam.

środa, 4 lipca 2018

Prawdziwe oblicze Karola Kurpinskiego

Ten tekst siedział mi już w głowie od miesięcy.

I może się wydawać niektórym ludziom dziwny, ale jest zupełnie normalny i ważny.

Bo IKONOGRAFIA to rzecz bardzo ważna.

W przypadku Kurpińskiego nikt się nią jednak nie przejmuje, bo i nim samym mało kto się przejmuje... ale do rzeczy.




Najbardziej popularnym przedstawieniem kompozytora jest, NIESTETY, poniższe:
Rysunek Maurycego Fajansa, 1859 (źródło)
Ten portret został wykonany w 1859 roku - a zatem dwa lata po śmierci Kurpińskiego- przez Maurycego Fajansa, jako ilustracja do książki Maurycego Karasowskiego Rys historyczny opery polskiej.

 Fajans tworząc go wzorował się na litografii Józefa Sonntaga, którą portal Polona datuje na 1819-1830. Ja przypuszczam, że pochodzi ona z 1819, bo pod portretem Kurpińskiego jest wzmianka o medalu, który wybito w tymże roku na jego cześć. No i dookoła są w ozdobnych kartuszach wypisane wszystkie jego opery, to by się mogło zgadzać, że miało upamiętniać tę chwilę. W dodatku Kurpiński w tym samym roku został kapelmistrzem Aleksandra I - jest tak na tej litografii tytułowany (dokładnie "mistrz kapelli dworu królewsko polskiego"):
Litografia Józefa Sonntaga (fragment), między 1819 a 1830 (źródło)
Józef Sonntag, artysta rodem z Drezna, pozostawił nam po sobie wiele portretów różnych wybitnych Polaków i najpewniej rysował ich wszystkich z natury.

Cały XIX wiek był taki, że na potęgę przerysowywano różne obrazki, bo był to jedyny sposób na umieszczenie ich gdziekolwiek, nie znano wszak jeszcze fotografii!  I co za tym idzie, na każdej takiej kopii osoba wyglądała inaczej... przypomina mi się seria portrecików Mendelssohna przerysowywanych jeden z drugiego i na każdym z nich Feliks był coraz grubszy... xD

 Rysunek Fajansa został jeszcze przedrukowany w Album biograficznym zasłużonych Polek i Polaków XIX wieku z 1901, a w całym XX wieku i obecnie był i jest używany w różnych publikacjach, mimo tego, że mamy jak najbardziej dostęp do litografii Sonntaga.

Inna podobizna Kurpińskiego to dzieło Aleksandra Ludwika Molinariego z 1825.
Obraz Aleksandra Molinariego, 1825, olej na płótnie
Widzimy tu kompozytora przy fortepianie, zapewne u niego w mieszkaniu, na podłodze leżą opieczętowane paczki z nutami - na jednej z nich dopatrzyłam się tytułu Jadwiga. Mamy tu do czynienia z portretem nieformalnym (no popatrzcie na jego halsztuk, chyba by coś z nim zrobił zanim by wyszedł z domu xD) i dobrze, bo portrety nieformalne są najfajniejsze :)  Widać też psa co do którego mam swoją teorię. Otóż, w swym Dzienniku podróży z 1823 roku, Kurpiński kilkakrotnie wspomina swojego psiaka, który wabił się Gacek, zdrobniale "Gaściulek". A ten portret jest późniejszy tylko o dwa lata od owego dziennika, więc mam chyba prawo przepuszczać, że to właśnie Gacek :)

Szkoda, że wszystkie dostępne online zdjęcia tego obrazu mają małą rozdzielczość i nie można zbyt dobrze przyjrzeć się nutom lub napisom na paczkach... ciekawe co tam jeszcze jest.

Ten portret oczywiście też ma swoją brzydszą wersję - rysunek Józefa Tadeusza Polkowskiego z 1860, z Tygodnika Ilustrowanego... i pod tym jako autor oryginalnego portretu podany jest Aleksander Kokular zamiast pana Molinariego, co oczywiście jest nieprawdą, bo Molinari zostawił swój podpis na dolnym brzegu kotary, przyjrzyjcie się uważnie.
Tygodnik Ilustrowany, 1860 (źródło)
 Jak to się ma do oryginału to chyba widać... a jednak niektórzy używają.
 

Jest też taki portret:
Zakład Litograficzny Aleksandra Chodkiewicza, 1818-1827 (źródło)
Został wydany przez Zakład Litograficzny Aleksandra Chodkiewicza w Warszawie pomiędzy 1818 a 1827 rokiem (są to lata działania tego zakładu). Najprawdopodobniej autorem jest Walenty Śliwicki, bo na Wikipedii o Chodkiewiczu można przeczytać, że "W 1820 wydał Portrety wsławionych Polaków, rysowane na kamieniu przez Walentego Śliwickiego, z opisem ich życia, zbiór litografii znanych Polaków z ich życiorysami własnego opracowania". Większość litografii wydanych przez Chodkiewicza jest utrzymana w podobnym stylu, tj. oni są wszyscy do siebie na nich podobni, a przynajmniej ja tak to zauważam... Change my mind, one są prawie wszystkie na Polonie.

A paskudna kopia? Oczywiście!
Rok 1838, czasopismo Przyjaciel ludu, nr 39
Przyjaciel Ludu, 1838 (źródło)
I w dodatku lustrzane odbicie, ale tak się nawet obecnie w gazetach robi. Może bym nawet o tym nie pisała, bo to rzadko reprodukowane. Ale i tak się trafia.

Np. w ostatnio wydanej płycie z Aleksandrem i Apellesem jest ta ilustracja... Nie spodziewałam się tego zupełnie i jak to zauważyłam, to zaczęłam się śmiać, ale zaraz potem pomyślałam, że to straszna chałtura, jak można dzisiaj wykorzystywać takie średniej jakości obrazki, przeznaczone tylko do jednorazowego użycia tak naprawdę?

Biblioteki cyfrowe są bogactwem, ale używajmy ich zasobu z głową, proszę!!!



Czy to wszystkie portrety Karola Kurpińskiego?

Nie.

Ale co chciałam na razie wyłożyć, to wyłożyłam.

Będzie jeszcze druga część, już wkrótce, i tam dopiero będzie jedna ciekawa rzecz. Poczekajcie.

A tu jest podsumowanie najbardziej łopatologiczne EVER, nawet mogę komuś z tego mema zrobić jak chce (kliknijcie po lepszą jakość):


Bardzo byłabym rada żeby autorzy różnych artykułów o KK wzięli sobie to do serca, bo to ważne! Ja też kiedyś nie przejmowałam się tym wcale, ale zdążyłam zmądrzeć.

IKONOGRAFIA JEST WAŻNA, jak ktoś nie przykłada doń wagi TO FAŁSZUJE HISTORIĘ inaczej tego się ująć nie da. Nie fałszujmy jej jeszcze bardziej, proszę.



Mam nadzieje że nie odetną nam od jutra dostępu do bibliotek cyfrowych i Wikipedii i blogów i całej reszty dobra które znajduje się w sieci, bo jeśli tak, to RIP...

środa, 27 czerwca 2018

Zygmunt Noskowski i jego krakowiaki

Czy żyją jeszcze w ogóle ludzie pamiętający mój wpis o Zygmuncie Noskowskim? ;D

Ostatnio temat tego kompozytora znów do mnie wrócił i to bardzo dobrze. A wszystko przez pewien szczęśliwy przypadek...
Zygmunt Noskowski (1846-1909)
Noskowski jeszcze niedawno to była dla mnie głównie muzyka symfoniczna: mój ukochany poemat symfoniczny Step, trzy symfonie, w tym przecudna Od wiosny do wiosny, do tego Morskie Oko, a po za tym pieśni, kwartet fortepianowy i tyle. A przecież on jeszcze napisał mnóstwo muzyki na fortepian!

W tym moim starym wpisie było m.in. o tym, że Zygmunt Noskowski poznał w 1880 roku w Weimarze Franciszka Liszta. Będący wówczas już u kresu życia węgierski kompozytor wziął udział w prawykonaniu jego kwartetu fortepianowego, a także zachwycił się bardzo jego krakowiakami.

Tylko czy ktoś kiedykolwiek te krakowiaki słyszał?

No, po za Lisztem i Noskowskim? xD

Wg. listy dzieł pana Zygmunta na IMSLP, skomponował on przynajmniej pięć opusów z krakowiakami. Opus drugie, zawierające osiem tego typu utworów, zostało zadedykowane Lisztowi.


Nie miałam pojęcia jak one brzmią i w ogóle nawet nie myślałam o tym, żeby tego się dowiedzieć... Ale przeznaczenie - to przeznaczenie!

Chodzi o youtubera Gamma1734, który jakiś czas temu zwrócił mi uwagę na siebie. On prawie codziennie nagrywa utwory jakichś mało znanych kompozytorów, wśród nich np. Leo Ornsteina albo Beli Kelera, o których kiedyś już tu pisałam (Keler to prawdziwy autor Tańca Węgierskiego nr 5) i wielu innych. Szalenie się ucieszyłam, gdy pewnego dnia zobaczyłam u niego Zygmunta - i krakowiaki właśnie!

I okazało  się, że ZYGMUNT UMIAŁ PISAĆ PIĘKNIE NA FORTEPIAN!

Nie dziwię się zachwytom Liszta w ogóle.

Ostrzegam jednak - jeśli szukacie czegoś skocznego, to się zawiedziecie.

To nie są tańce - to są przechadzki...

Mój ulubiony to Quasi andante con moto, op.2 nr 5.
Ten główny temat...
Ta melodia jest taka... taka szczera... taka szlachetnie piękna, zostaje w pamięci i sercu już na zawsze. Nie wiem ile razy już tego słuchałam, ale jak raz sobie to puszczę to nie mogę przestać tego słuchać.  Kocham ten utwór.
I to błyskotliwe i "świeże" zakończenie... Posłuchajcie. 


A tu inny, Allegretto giojoso, op.2 nr 4, dynamiczny, radosny, ale nie mniej marzycielski!

Pierwszy utwór z tego opus to natomiast Un poco lento, oprócz rytmu krakowiaka słyszymy tu również elementy góralskie oraz "dumkowe". Cudowna miksturka!

Są to wszystkie utwory z op.2, które znajdziemy na tym kanale. Oprócz tego są tam dwa krakowiaczki z op.5, ale to już sami sprawdźcie. Naprawdę, polecam Wam ten kanał bardzo mocno!

Notabene, Acte Prealable wydało dwie płyty z utworami fortepianowymi Zygmunta Noskowskiego. Krakowiaki są na drugiej z nich... może warto by było zainwestować? Do Gwiazdki jeszcze trochę czasu jest, namyślcie się :)

niedziela, 3 czerwca 2018

No posłuchałam tego Apellesa i...

I nie był to czas stracony. Tyle powiem. Żałuję, że nie dane mi było obejrzeć spektaklu, bo tak to trzeba było sobie większość wyobrażać, a jest co. Broń Boże, nie chodzi mi o ten spektakl z Łazienek czy z Kalisza, z tylko ten z teatru przy Placu Krasińskich!!! Cały czas szukam jakiejś odpowiedniej kiecki i kapelusza z epoki, żeby nie odstawać od reszty publiki jak się w końcu tam wybiorę. (Procedura budowania wehikułu czasu jest aktywna.)

Przypomnę tylko, że autorem libretta jest Ludwik Adam Dmuszewski (1777-1847), aktor, literat i mason VII stopnia wtajemniczenia (najwyższe w rycie francuskim),  który współpracował z Kurpińskim jeszcze przy wielu innych okazjach. Było to prawdopodobnie tłumaczenie/adaptacja sztuki francuskiego autora, pana Alexandre-Jean-Joseph de la Ville de Mirmont, o którym nie ma nawet na Wiki po francusku, heh... (wzmiankę o tym znalazłam tutaj). Dochód który przyniosło oryginalne przedstawienie tej jednoaktówki został przeznaczony dla Konstancji Dmuszewskiej, drugiej żony Ludwika Adama, która była śpiewaczką i wystąpiła m. in. w roli tytułowej w Jadwidze naszego Karolka. Swoją drogą, to ta opera też się zachowała, zatem sobie grzecznie siedzę i czekam, może się doczekam.

Jedno z malarskich przedstawień historii o Apellesie - Jerome-Martin Langlois, Szczodrość Aleksandra (1819)
A treść jest bardzo prosta - Aleksander Macedoński przyprowadza do malarza Apellesa swoją brankę, Pankastę, i każe mu namalować jej portret. Nasz artysta zastanawia się, jakby tu uchwycić jej piękno i się w niej zakochuje, a ona w nim. Przychodzi Aleksander, a oni oboje mają tylko spłonione liczka i nie chcą w ogóle odpowiadać na jego pytania. Łaskawy monarcha orientuje się w sytuacji i pozwala im być razem... Ot i cała treść. Oczywiście ja uważam, że Aleksander tak naprawdę to wszystko zaplanował, a Pankasta miała za zadanie inwigilować Apellesa. Popatrzcie, przyprowadził do niego dziewczynę i od razu się pyta o jego życie uczuciowe. A gdy malarz przyznał, że  jeszcze nigdy nie kochał, to Aleksander na to: "kto nie zna miłości, ten w żadnym kunszcie nie dojdzie do doskonałości". Ja wam mówię, coś tu jest na rzeczy, a kto tego nie widzi, ten ślepy.

W finale chór śpiewa, że król macedoński "zwyciężywszy tylekroć i króle i kraje jeszcze jest większym gdy się dobroczynnym staje" . Ale na początku też słyszymy z ust Apellesa, że Aleksander "rządzi podbitym ludem łagodnie" i "sam pierwszy podaje gałązkę oliwy" i nie wypada go malować w wojennej wrzawie gdy trupy leżą dookoła. A w dniu premiery jest 1815 rok, konkretnie to 17 marca, formalnie mamy jeszcze Księstwo Warszawskie, w Wiedniu nadal trwają bale narady. Jak ma na imię ówczesny car, który już za niespełna dwa miesiące przejmie sporą część Księstwa? Przez przypadek też Aleksander.
Fragment libretta (x)

Muzyka w owej operze jest pełna dramatyzmu, emocji i pasji, a w niektórych momentach to po prostu zapiera dech - vide nr 14 na płycie - ten orkiestrowy wstęp do arii. Ten klimat, to takie wirowanie, to jakieś zatracenie no po prostu, niesamowite. Świetny dramaturgicznie fragment jest, gdy Aleksander zamawia portret tym swoim basem-barytonem, oj zrobiło się odrobinkę groźnie! Liryczna aria Apellesa (nr 11) zdobyła moje serce, ach, i ten akompaniament... Szalenie mi się podobają orkiestrowe intermezza, gdy uderzają w sentymentalne tony (np. nr 17)... ale nie tylko, uwielbiam też  marsz (nr 15), niesamowicie uroczysty i porywający (i miejscami mi Warszawiankę przypomina, o nie...) Jedna z pełnych wdzięku klarnetowych solówek tak mi weszła w głowę, że już nie wyjdzie, niestety, zostanę z tą drzazgą w mózgu do śmierci. Generalnie mogę stwierdzić po jakimś czasie obcowania z muzyką Kurpińskiego, że on miał po prostu rękę do pisania na instrumenty dęte. Wsłuchajmy się w ten klarnet i blaszaki w Aleksandrze i Apellesie, w koncert klarnetowy i Cavatinę na trąbkę, ach! A jeszcze wg niektórych źródeł Kurpiński napisał koncert na waltornię który niestety gdzieś się zgubił... Ale wracając do tematu naszego wpisu, to po prostu jestem urzeczona tym jak muzyka jest tu różnorodna, jak wspaniale całą treść podkreśla i ilustruje. Można tego słuchać i słuchać, może z wyjątkiem chóralnej końcówki, bo ten śpiew w tym wykonaniu brzmi dziwnie, jakby był wymuszony. A, i z uwagi na to że akcja rozgrywa się w starożytnej Grecji, to w sumie nie ma okazji na wtrynienie czegoś polskiego... a jednak, Kurpiński potrafił i poloneza przemycił. I jest to ta aria gdzie Aleks "rząąąądzi podbiiiiitym luuuudem".


A co się tyczy libretta które można sobie przeczytać tutaj, to jak doń zajrzałam, to się przekonałam, że realizatorzy współczesnej wersji sporą część tekstu gadanego wycięli. A szkoda. Naprawdę. Co by o tym propagandziście Dmuszewskim nie powiedzieć, to jednak facet miał warsztat i trochę talentu, zazdroszczę mu tego. Dobrzy aktorzy, którzy podeszliby do tekstu z pewnym dystansem, mogliby zeń sporo wykrzesać. No właśnie, a jednak jak słyszę teksty mówione z tej płyty to są one recytowane tak średnio. Ale za to śpiewy ładne.

 ***

Bajdełej, to była dziewiąta opera Kurpińskiego, miał wówczas 30 lat i niespełna miesiąc po premierze się ożenił ze swoją Zosią, z którą przeżył następne 42 lata. Ale dzieci to oni nie mieli. Może gdyby Kurpiński miał jakichś potomków, oni zaopiekowali by się jego schedą i więcej by do dziś przetrwało? No chyba, że było by tak jak z synami Bacha, którzy pakowali sobie w nuty ojca kanapki do szkoły (tak było co nie, czy znowu coś mylę? xD). To tylko gdybanie, ale cóż, ja tam lubię gdybać. Może Kurpiński nie miał dzieci, ale za to miał całkiem fajnego szwagra - Józefa Brzowskiego, który również kompozytorem był i już wkrótce mam nadzieję doczeka się tutaj artykułu. Ów pan Brzowski dokonał naprawdę ważnych rzeczy - i nie chodzi mi w tej chwili o porządkowanie dorobku zmarłego Kurpińskiego. Już niebawem, panie Józefie, niebawem.

Aaa i popatrzcie, w tej książce która podlinkowałam jest też libretto do opery Józefa Elsnera 😈   Król Łokietek, czyli Wiśliczanki, korci mnie żeby sprawdzić jak się to ma do historii (jaką propagandę uprawiano w teatrze warszawskim tym razem), no ale nie dziś, brak czasu :(

Trzymajcie się zatem, miejcie oczy i uszy szeroko otwarte, odwiedzajcie czasem ten dziwny blog oraz biblioteki cyfrowe :)

piątek, 25 maja 2018

A & A

Przepraszam za tak długie nie pisanie.

Ale jest dobra informacja. Aleksander i Apelles, jednoaktówka Kurpińskiego która została po raz pierwszy od prawie dwustu lat wystawiona w zeszłym roku, jest już na płycie!!

Tutaj mamy uwerturę:

Kto zasponsoruje kompakcika swojemu ulubionemu blogerowi? <3

Nieee no, żartuję, sama sobie kupię jak się z tym wszystkim uwinę... Ale szalenie się cieszę, że w końcu z oper Karolka jest coś jeszcze wydane oprócz Zamku na Czorsztynie! Fajnie by było jakby nuty też wydrukowano... są na polona.pl jakby co! Ale niedostępnych cyfrowo nut też jeszcze trochę jest, między innymi w Bibliotece Jagiellońskiej: np. fortepianowa wersja uwertury do Cecylii Piaseczyńskiej, mam nadzieję, że zdążą to zdigitalizować przed moją śmiercią. Wtedy to sobie pobiorę, nauczę się i będę mogła umrzeć szczęśliwa :) Ale przedtem jeszcze wstawię tu swoje nagranko.

W ogóle to nie umiem w tytuły, czemu tytuł zawsze musi być? Pozdrawiam was serdecznie i obiecuję napisać coś ciekawego wkrótce (mam ciekawe tematy!), jeszcze zanim się czerwiec zacznie. Ach, cudowny maju, czemu tak szybko mijasz, nie nadążam zupełnie za tobą...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...