niedziela, 20 listopada 2016

10 koncertów fortepianowych, które trzeba znać

Koncert fortepianowy jest utworem na fortepian i orkiestrę. Najczęściej składa się z trzech części, które różnią się od siebie charakterem i formą... Środkowa zazwyczaj jest wolna, a skrajne mają szybsze tempo...

 A to jest lista 10 koncertów fortepianowych, które znać trzeba.

Najpierw parę małych uwag: 

- nie jest to lista moich faworytów! Nie chcę nikomu narzucać własnego gustu. Moi ulubieńcy, jeśli kogoś to ciekawi, są wypisani na dole. ⬇
 - moim targetem są w tym momencie osoby dopiero rozpoczynające przygodę z taką muzyką, które nie znają wielu utworów, a nie znudzeni standardami starzy wyjadacze, którzy szukają nowych utworów do posłuchania :D
- układ jest chronologiczny, bo taki tylko jest sprawiedliwy.

No to zaczynamy.

 1. Wolfgang Amadeusz Mozart -XXII Koncert fortepianowy d-moll KV466 (1785)
 Mój ulubiony koncert Mozarta i jeden z moich ulubionych w ogóle! Mam ciary za każdym razem gdy słucham pierwszej części, no po prostu słów brakuje :D

 2. Ludwig van Beethoven - V Koncert fortepianowy Es-dur Cesarski , op.73 (1811)
  Koncert Es-dur zwany Cesarskim to po prostu wulkan pozytywnej energii. Nie masz siły, znów nie chce ci się wziąć do roboty? Słuchawki na uszy i słuchać pierwszej części Cesarskiego! Ta muzyka jest niezwykle motywująca, optymistyczna, prosta, zawadiacka i przy tym piękna. Potrafi naładować na cały dzień, można jej słuchać rankiem :) Adagio zaś jest przepojone niezwykłym uczuciem, jest takie romantyczne... A radosna część trzecia... nie, ja nie mam słów, po prostu! :D

 3. Fryderyk Chopin - I Koncert fortepianowy e-moll, op.11 (1830)
 Jeden z dwóch koncertów Chopina. W czasie konkursu chopinowskiego możemy wysłuchać go nawet z 10 razy... Eksperci zarzucają Chopinowi, że orkiestracja jest nieciekawa. I co? I nikt się tym nieprzejmuje... Faktycznie, Fryderyk nie był objawieniem w dziedzinie muzyki orkiestrowej, ale za to jak nikt potrafił tworzyć przepiękne melodie!! Po za tym ja naprawdę uwielbiam to orkiestrowe tło... Więc jest must hear.

 4. Robert Schumann - Koncert fortepianowy a-moll, op.54 (1845) 
Koncert, który był w swych czasach skandalem, bo Schumann nie skomponował orkiestrowego wprowadzenia i  fortepian zaczyna grać od razu. Jako muzyczny rewolucjonista, napsuł tym krwi muzycznym konserwatystom. Chciał ponadto, żeby koncert był jednoczęściowy - ale tego było już za wiele, więc wziął się w garść i machnął jeszcze dwie części. I dobrze, bo dzięki temu mamy więcej pięknej muzyki. Powstał idealny romantyczny koncert, taki że aż ciary przechodzą i zaczynamy płakać...
Podobno Chopin tego dzieła Schumannowi zazdrościł...


5. Johannes Brahms - I Koncert fortepianowy d-moll, op.15 (1858)
 A to jeden z mych kochanych... Młodzieńcze dzieło Brahmsa, jego pierwszy utwór orkiestrowy, który został wykonany. Te emocje: gniew, smutek, powaga, nostalgia, radość i niezwykła energia, te kontrasty... Jak was nie wzruszy, to chyba macie serca z kamieni ;) W tym koncercie i orkiestra, i fortepian są potężne,oboje współpracują, są tak samo ważne.
Szkoda, że Schumann (który snuł wspaniałe prorocze wizje na temat muzyki orkiestrowej Brahmsa) nie zdążył już tego usłyszeć...


 6.Edward Grieg - Koncert fortepianowy a-moll, op.16 (1868) 
 Był Schumann, to Grieg być musi. Młody Norweg bardzo zainspirował się koncertem Roberta. Porównajmy sobie części pierwsze obu dzieł, czyż nie są podobne w formie? Bo przecież treść już inna... Jest to niekwestionowane arcydzieło romantyzmu i pierwszy koncert jakiego posłuchałam. Grieg się postarał, i to bardzo, nikt tak fajnie nie użył elementów ludowych jak on :) Poprawiał swój koncert kilkakrotnie, ostatni raz w 1907 roku.

7.Piotr Czajkowski - I Koncert fortepianowy b-moll, op.23 (1875)
Koncert b-moll Czajkowskiego to jeden z jego najpopularniejszych utworów. Kogo nie wzrusza liryczny początek pierwszej części? Każdy na pewno gdzieś już to słyszał, nawet jak o tym nie wie.
Melodia jest tak znana, że kiedyś przerabiano ją na foxtrota i tańczono :D

8. Sergiusz Rachmaninow - II Koncert fortepianowy c-moll, op.18 (1900)
Był pierwszym utworem, który zrobił na mnie takie piorunujące wrażenie. To było coś niesamowitego. Zima, żółtodziób i arcydzieło. I pierwsze takie wzruszenia...
Gdy Rachmaninow pisał ten koncert, wychodził z głębokiej depresji. Jego poprzednie utwory nie były dobrze przyjęte. I może właśnie dlatego ten koncert ma taką siłę, i już od prawie 120 lat zachwyca słuchaczy na całym świecie...

 9.Dymitr Szostakowicz - I Koncert fortepianowy, op.35
 Zbliżamy się do końca, więc pora na coś co nie jest romantyzmem. Koncert na fortepian, trąbkę i smyczki Szostakowicza to parę całkiem ładnych melodii, niektóre brzmią wręcz kreskówkowo i bardzo lekko. Orkiestracja też na poziomie. Ale moim zdaniem Szostakowicz nie dorasta romantykom do pięt... Nie przepadam za nim, niestety. Może kiedyś wyjaśnię dlaczego.


 10. Francis Poulenc - Koncert fortepianowy cis-moll,
FP 146 (1949)
Na koniec melodyjny francuski neoklasycyzm w postaci ostatniego koncertu instrumentalnego Francisa Poulenca, kompozytora z grupy Les Six. Już od pierwszych taktów urzeka niezwykle barwną, lśniącą instrumentacją. Ta muzyka żyje i pulsuje, genialnie nadawałaby się do jakiegoś filmu... takiego typowo francuskiego komediodramatu oczywiście...

***
Miało być obiektywnie, a wyszło jak zawsze. Romantyzm rządzi, a dwudziesty wiek po macoszemu traktowany. No cóż..

 Ja kocham: koncert b-moll Atterberga, oba koncerty Brahmsa, Cesarski Beethovena, cudowny koncert Schumanna, koncert e-moll Chopina, K466 Mozarta, II koncert Rachmaninowa,  koncert fortepianowy Skriabina i jeszcze parę innych.

Mam jeszcze w planie listy o polskich arcydziełach oraz o zagranicznych mało znanych koncertach. Muszę ich poznać jeszcze więcej :)

Jakie są Wasze ulubione koncerty fortepianowe? Co polecilibyście początkującym?

Mały edit 21.11.2016 - wyrzuciłam Atterberga, i zamiast niego jest Czajkowski. Atterberg będzie miał swoje pięć minut na innej liście.

Zapraszam do komentowania i dyskusji :)
___________________________________________________
Ilustracja: Charles Edward Chambers Paderewski grający menueta

15 komentarzy:

  1. III Koncert Brandenburski JS Bacha to przecież najcudowniejszy koncert ever i nie wiem jak mogłaś go nie wpisać...
    Te co wypisała, linkuję i będę słuchać codziennie po jednym. Dzięki :) ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. III Koncert Brandenburski jest cudowny, ale nie jest koncertem fortepianowym, więc na tę listę nie pasuje.

      Usuń
  2. Koncert fortepianowy to jest coś! Te przykłady powyżej podałaś w bardzo dobrym guście dla jeszcze niewtajemniczonych. Od nich - tych najbardziej znanych - zazwyczaj się zaczyna, a kończy na słuchaniu kanału Kuhlaudilfeng2 na yt z praktycznie całkowicie zapomnianymi i niewykonywanymi już koncertami, bo "nawiązują, odnoszą się, naśladują" te znane (o jak denerwują mnie takie stwierdzenia), a często są równie wartościowe i ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję bardzo! :)
      Wszystkie kanały od KuhlauDilfeng zasługują na pełne uznanie, to jedne z moich ulubionych. Jest wiele perełek których gdzie indziej nie uświadczymy. :)

      Usuń
  3. Szkoda, że taki ciekawy kompozytor jak Skriabin (wybitny pianista do tego!) nie zostawił żadnego porządnego koncertu. Jest jedyny młodzieńczy koncert fis-moll, ale to nawet nie zapowiada dojrzałego okresu tego kompozytora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma na koncie za to inny utwór na fortepian i orkiestrę - Prometeusza, więc od biedy można by to uznać za dojrzały koncert ;) Chociaż w koncertach najwspanialsze są właśnie te odmienne części, zmiany nastrojów... Ciekawe, jak by sobie z tym poradził.

      Na marginesie, to interesujące, że jako wybitny pianista miał wyjątkowo nieduże dłonie :)

      Usuń
  4. Czuję się niemal dotknięty ową oceną Szostakowicza...napisałaby Pani (czy jednak używać formy "napiszesz"?) choć mały zarys dlaczego? Oczywiście może być i obszerny opis jeżeli czas i chęci pozwalają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szostakowicz... Kiedyś odnosiłam się do niego bardziej pozytywnie, ale poznałam go lepiej (jego i jego twórczość) i niestety, już nic nie było takie jak wcześniej. Pan, czy raczej towarzysz Dymitr, był w ZSRR człowiekiem nie do ruszenia. Do obozów pracy trafiali jego przyjaciele, rodzina, tylko on zawsze jakoś zostawał w kraju. Był bardzo cenny - zarówno jako kompozytor komponujący dla Sowietów oraz towar eksportowy. Jego VII Symfonię grano już w Ameryce (w 1942 roku) parę miesięcy po radzieckiej prapremierze. Był zatem "potrzebny" całemu światu. Przypomnę też, że mecenasem Szostakowicza w latach 30. był Michaił Tuchaczewski, znany z udziału w wojnie polsko-bolszewickiej. Dzisiaj piszą o Dymitrze książki, nakręcono film, i wszędzie tam kreuje się go na "świeckiego świętego", który tylko udawał że jest komunistą, a tak naprawdę to we wszystkich jego utworach jest sarkazm i kpiny z władzy...

      Do tego dochodzi jeszcze opera "Lady Makbet msceńskiego powiatu", której treść jest tak obrzydliwa i wstrętna, że nie będę jej tu przytaczać. Oczywiście, tu znów cały świat się za Szostakowiczem ujmuje, bo zły Stalin ściągnął to dzieło z afisza za "burżujstwo". Tę operę grano przedtem parę lat bez przerwy i nikogo w ZSRR nie gorszyła, bo co jest w stanie zgorszyć ludzi po okresie rewolucji. Po za tym doskonale wpisywała się w rozwiązłą po-NEP-owską politykę.
      Czasy się jednak zmieniły, Stalin urządzał Sowiety po swojemu i uznał tę operę za przeżytek. I tyle.

      Muzyka Dymitra jest do tego na ogół wyjątkowo szorstka, kanciasta i zbyt modernistyczna na mój gust, choć oczywiście niepozbawiona pięknych momentów, jak np. druga część jego II koncertu fortepianowego. Kiedyś to i ja byłam modernistą, ale chyba mi przeszło i jestem muzyczną konserwą... :)

      Wiem, że to tzw. niepopularna opinia, ale wszystko to, co wiem o Szostakowiczu właśnie układa mi się w taką mozaikę.

      Usuń
  5. Muszę się jeszcze mocno zagłębić żeby wyrobić sobie zdanie na ten temat...niemniej dziękuję bardzo za opinię. W zasadzie kwestia postrzegania muzyki..czy jakiejkolwiek sztuki, przez pryzmat życia i osobowości twórcy to temat rzeka...monografię można by napisać...może kiedyś?

    P.S.
    Śmieszna sprawa: tak poznając z grubsza Pani preferencje stylowe z wpisów, tak sobie myślałem, że będę zaskoczony jeżeli nie przytoczy Pani właśnie II części II koncertu jako pewnego wyjątku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie potrafię oddzielić sztuki od życia artysty, co więcej uważam, że nie powinno się tak robić. Tylko w ten sposób możemy tę sztukę zrozumieć.
      Przeczytałabym jakąś rzetelną pracę na taki temat :)

      Czyli jestem przewidywalna. Jakoś mnie to nie dziwi... a ten fragment to naprawdę wyjątkowe cudeńko. :)

      Usuń
  6. Albert Schwiezter we wstępie do monografii o Bachu dzieli artystów na obiektywnych i subiektywnych. Obiektywnym oczywiscie jest Bach. Wskazuje, że potencjalne nowo poznane fakty jego życiorysu nie mają znaczenia dla percepcji jego muzyki...w dużym skrocie. Artystyczna osobowosc jest jest niezależna od osobowości ludzkiej. U subiektywnych oczywiście jest na odwrót. Nie chce sie tu zbytnio rozpisywac..bo nalepiej bylony po prostu zacytować te kielka stron. Nie jest ta myśl pociągnięta dłużej...to w końcu tylko wstęp. Jednak skłania do refleksji nad tym. Gdyby poszerzyć Schweitzerowska myśl? Nie szufladkujmy artystów zero-jedynkowo. Obiektywny-subiektywny. Może jest coś posredniego jeszcze? A może to poszczególne utwory rozsadniej jest tak kategoryzować?

    A tak na marginesie to jako, że u Schweitzera obietywni artyści tkwią w swojej epoce, bez żadnych wielkich rewolucji, korzystają z jej myśli..jakby ucieleśniają ją , to o ile mnie pamięć nie myli to właśnie te dywagacje są zakończone jednym z moich ulubionych cytatów: "Bach jest kremem. Nic od niego nie wchodzi, tylko wszystko do niego prowadzi "
    Chyba niepotrzebnie się tak rozpisałem..
    Trudno :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mój Boże...co za słownik..
      "Bach jest KRESEM :D Nic od niego nie wychodzi, tylko wszystko do niego prowadzi "

      Usuń
    2. Zgadzam się. Bach jest obiektywny,taki inny niż wszystko, inny niż jemu współcześni.

      Szostakowicz to zupełnie inna kategoria. A taki np. Chopin - też zupełnie inny. Różne są gusta, motywacje, inspiracje, różni mecenasi... Nie ma tu innego sposobu, jak patrzeć na każdego indywidualnie.

      A słownik ma poczucie humoru :) xD :)

      Usuń



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...