niedziela, 27 listopada 2016

Duże ręce, małe ręce...

Znalazłam ostatnio ciekawą infografikę.


Taki jest stereotyp, że jak masz małe ręce, takie, którymi nie złapiesz 10 klawiszy, to w ogóle profesjonalną grę na fortepianie powinieneś sobie odpuścić. Bo będziesz miał problemy z Lisztem, Chopinem, Rachmaninowem, Skriabinem...

Czy zauważyliście jakie małe rączki miał Skriabin? Wg. tego obrazka obejmował tylko oktawę, a przecież był zaliczany w poczet najwybitniejszych pianistów swej epoki. A Daniel Barenboim, jeden z współczesnych wirtuozów?

 Ja mam mniej więcej takie ręce jak Barenboim, więcej niż nonę nie złapię. Tylko oczywiście ja nie jestem profesjonalnym pianistą. ;D

 Duże łapki pomagają w grze na fortepianie, nie mówię że nie, ale mniejsze wcale nie są tragedią. Takich olbrzymich interwałów jak undecyma czy duodecyma, z tego co wiem, nie ma w większości utworów , a jak już się pojawią, można zawsze ratować się arpeggiem, czyli złamaniem akordu. Bardziej chyba chodzi o to, by mieć rozciągniętą dłoń... ale z tym nie wolno przesadzać. Schumann rozciągał i sobie coś zrobił...

 Po za tym, jak masz jesteś średniego wzrostu czy jesteś po prostu kobietą, to to normalne że nie masz takich dłoni jak Rachmaninow. Poza tym, jemu podobno ręce szybko mu się męczyły i musiał robić przerwy w graniu.

Wniosek: nie przejmujcie się stereotypami, że pianista musi mieć łapska jak widły, tylko zerknijcie sobie na fajną infografikę i idźcie coś pograć, albo posłuchać 🎶 🎼 🎹

***
 Jakie fajne preludia Reinholda Glièrego, kompozytora rosyjskiego o korzeniach polskich i niemieckich. Dopiero go poznaję i jak na razie jest super. :) 🎶

 Obrazek z classicfm.com

niedziela, 20 listopada 2016

10 koncertów fortepianowych, które trzeba znać

Koncert fortepianowy jest utworem na fortepian i orkiestrę. Najczęściej składa się z trzech części, które różnią się od siebie charakterem i formą... Środkowa zazwyczaj jest wolna, a skrajne mają szybsze tempo...

 A to jest lista 10 koncertów fortepianowych, które znać trzeba.

Najpierw parę małych uwag: 

- nie jest to lista moich faworytów! Nie chcę nikomu narzucać własnego gustu. Moi ulubieńcy, jeśli kogoś to ciekawi, są wypisani na dole. ⬇
 - moim targetem są w tym momencie osoby dopiero rozpoczynające przygodę z taką muzyką, które nie znają wielu utworów, a nie znudzeni standardami starzy wyjadacze, którzy szukają nowych utworów do posłuchania :D
- układ jest chronologiczny, bo taki tylko jest sprawiedliwy.

No to zaczynamy.

 1. Wolfgang Amadeusz Mozart -XXI Koncert fortepianowy C-dur KV467 (1785)
 Bardzo piękny koncert! Kto nie kocha tego prześlicznego Andante! Mozart, cwaniaku!!!

 2. Ludwig van Beethoven - V Koncert fortepianowy Es-dur Cesarski , op.73 (1811)
  Koncert Es-dur zwany Cesarskim to po prostu wulkan pozytywnej energii. Nie masz siły, znów nie chce ci się wziąć do roboty? Słuchawki na uszy i słuchać pierwszej części Cesarskiego! Ta muzyka jest niezwykle motywująca, optymistyczna, prosta, zawadiacka i przy tym piękna. Potrafi naładować na cały dzień, można jej słuchać rankiem :) Adagio zaś jest przepojone niezwykłym uczuciem, jest takie romantyczne... A radosna część trzecia... nie, ja nie mam słów, po prostu! :D

 3. Fryderyk Chopin - I Koncert fortepianowy e-moll, op.11 (1830)
 Jeden z dwóch koncertów Chopina. W czasie konkursu chopinowskiego możemy wysłuchać go nawet z 10 razy... Eksperci zarzucają Chopinowi, że orkiestracja jest nieciekawa. I co? I nikt się tym nieprzejmuje... Faktycznie, Fryderyk nie był objawieniem w dziedzinie muzyki orkiestrowej, ale za to jak nikt potrafił tworzyć przepiękne melodie!! Po za tym ja naprawdę uwielbiam to orkiestrowe tło... Więc jest must hear.

 4. Robert Schumann - Koncert fortepianowy a-moll, op.54 (1845) 
Koncert, który był w swych czasach skandalem, bo Schumann nie skomponował orkiestrowego wprowadzenia i  fortepian zaczyna grać od razu. Jako muzyczny rewolucjonista, napsuł tym krwi muzycznym konserwatystom. Chciał ponadto, żeby koncert był jednoczęściowy - ale tego było już za wiele, więc wziął się w garść i machnął jeszcze dwie części. I dobrze, bo dzięki temu mamy więcej pięknej muzyki. Powstał idealny romantyczny koncert, taki że aż ciary przechodzą i zaczynamy płakać...
Podobno Chopin tego dzieła Schumannowi zazdrościł...


5. Johannes Brahms - I Koncert fortepianowy d-moll, op.15 (1858)
 A to jeden z mych kochanych... Młodzieńcze dzieło Brahmsa, jego pierwszy utwór orkiestrowy, który został wykonany. Te emocje: gniew, smutek, powaga, nostalgia, radość i niezwykła energia, te kontrasty... Jak was nie wzruszy, to chyba macie serca z kamieni ;) W tym koncercie i orkiestra, i fortepian są potężne,oboje współpracują, są tak samo ważne.
Szkoda, że Schumann (który snuł wspaniałe prorocze wizje na temat muzyki orkiestrowej Brahmsa) nie zdążył już tego usłyszeć...


 6.Edward Grieg - Koncert fortepianowy a-moll, op.16 (1868) 
 Był Schumann, to Grieg być musi. Młody Norweg bardzo zainspirował się koncertem Roberta. Porównajmy sobie części pierwsze obu dzieł, czyż nie są podobne w formie? Bo przecież treść już inna... Jest to niekwestionowane arcydzieło romantyzmu i pierwszy koncert jakiego posłuchałam. Grieg się postarał, i to bardzo, nikt tak fajnie nie użył elementów ludowych jak on :) Poprawiał swój koncert kilkakrotnie, ostatni raz w 1907 roku.

7.Piotr Czajkowski - I Koncert fortepianowy b-moll, op.23 (1875)
Koncert b-moll Czajkowskiego to jeden z jego najpopularniejszych utworów. Kogo nie wzrusza liryczny początek pierwszej części? Każdy na pewno gdzieś już to słyszał, nawet jak o tym nie wie.
Melodia jest tak znana, że kiedyś przerabiano ją na foxtrota i tańczono :D

8. Sergiusz Rachmaninow - II Koncert fortepianowy c-moll, op.18 (1900)
Był pierwszym utworem, który zrobił na mnie takie piorunujące wrażenie. To było coś niesamowitego. Zima, żółtodziób i arcydzieło. I pierwsze takie wzruszenia...
Gdy Rachmaninow pisał ten koncert, wychodził z głębokiej depresji. Jego poprzednie utwory nie były dobrze przyjęte. I może właśnie dlatego ten koncert ma taką siłę, i już od prawie 120 lat zachwyca słuchaczy na całym świecie...

 9.Dymitr Szostakowicz - I Koncert fortepianowy, op.35
 Zbliżamy się do końca, więc pora na coś co nie jest romantyzmem. Koncert na fortepian, trąbkę i smyczki Szostakowicza to parę całkiem ładnych melodii, niektóre brzmią wręcz kreskówkowo i bardzo lekko. Orkiestracja też na poziomie. Ale moim zdaniem Szostakowicz nie dorasta romantykom do pięt... Nie przepadam za nim, niestety. Może kiedyś wyjaśnię dlaczego.


 10. Francis Poulenc - Koncert fortepianowy cis-moll,
FP 146 (1949)
Na koniec melodyjny francuski neoklasycyzm w postaci ostatniego koncertu instrumentalnego Francisa Poulenca, kompozytora z grupy Les Six. Już od pierwszych taktów urzeka niezwykle barwną, lśniącą instrumentacją. Ta muzyka żyje i pulsuje, genialnie nadawałaby się do jakiegoś filmu... takiego typowo francuskiego komediodramatu oczywiście...

***
Miało być obiektywnie, a wyszło jak zawsze. Romantyzm rządzi, a dwudziesty wiek po macoszemu traktowany. No cóż..

 Moja lista ulubionych to:
  •  Koncert b-moll Kurta Atterberga
  •  I Koncert d -moll  Johannesa Brahmsa
  •  II Koncert c-moll Sergiusza Rachmaninowa
Kocham też II koncert Brahmsa, chyba nawet bardziej niż I :) 

Po za tym oczywiście Cesarski Beethovena, cudowny koncert Schumanna, koncert fortepianowy Skriabina i jeszcze parę innych.

Mam jeszcze w planie listy o polskich arcydziełach oraz o zagranicznych mało znanych koncertach. Muszę ich poznać jeszcze więcej :)

Jakie są Wasze ulubione koncerty fortepianowe? Co polecilibyście początkującym?

Mały edit 21.11.2016 - wyrzuciłam Atterberga, i zamiast niego jest Czajkowski. Atterberg będzie miał swoje pięć minut na innej liście.

Zapraszam do komentowania i dyskusji :)
___________________________________________________
Ilustracja: Charles Edward Chambers Paderewski grający menueta

niedziela, 13 listopada 2016

Szeluto - zapomniany...

Dziś artykuł o gościu, o którym chyba nikt nie będzie chciał czytać. Jest zapomniany, nie gra się go w ogóle - co więcej, on chyba sam sobie na to zapracował. 

Apolinary Szeluto (1884-1966) - jeden z czterech kompozytorów wchodzących w skład grupy Młoda Polska.

Apolinary Szeluto
Nauczyciel Szeluty, Zygmunt Noskowski (lubię go) uważał, że Apolinary jest najzdolniejszym z jego uczniów i na pewno świat o nim usłyszy... 

Z zawodu był prawnikiem. W okresie międzywojennym pracował jako sędzia, notariusz, a oprócz tego oczywiście komponował i występował jako pianista.

Żył dłużej od Fitelberga, Szymanowskiego i Różyckiego i napisał znacznie więcej niż oni. Sonaty, koncerty, praktycznie wszystko i na każdy skład. Samych symfonii napisał 25 (choć niektórzy utrzymują że 28, 14 lub 17). Kapujecie? Tyle tego i to jeszcze większość powstała w czasie okupacji hitlerowskiej.

Po II wojnie światowej opowiedział się za socrealizmem w muzyce, nadal komponował sporo, ale podobno słabiutko. Był chory umysłowo. Ostatnie lata spędził w przytułku, zmarł w Chodzieży i pochowany jest w Słupcy.

Aha, jego rękopisy kupiła Biblioteka Narodowa i trzyma pod kluczem.

Czemu się go nie gra? Podobno nie umiał wykształcić własnego stylu i w jego utworach jest tyle zmian chromatycznych, że utwór staje się po prostu nudny. Po za tym, może nie umiał się się wkupić w łaski, albo - jak Borodin, Nietzsche czy Herschel - traktował muzykę jako hobby i komponował dla samej frajdy komponowania.

Parę nagrań:

Mazurek G-dur, op.52


pieśń Dwa słowa


i jedyny nagrany utwór orkiestrowy, poemat symfoniczny Cyrano de Bergerac.

Powiem, że okropnie jestem ciekawa jego symfonii. 

***
Jak zwykle, przepraszam za tytuł. Chciałabym, żeby ten gość się z czymś kojarzył,  a nie tylko był jakimś papierowym nieboszczykiem z encyklopedii.


EDIT 18.11.2016
Zmieniłam ten hańbiący tytuł.
Dowiedziałam się, że Apolinary naprawdę łatwo nie miał. W czasie II wojny światowej jego obaj synowie zginęli. Jerzego wykończyło NKWD, a Andrzej zginął od bomby już we wrześniu 1939.
Po wojnie Szeluto był sędzią, notariuszem, a nawet przewodniczącym Komitetu PPS w Słupcy. W 1947 zmarła mu żona, on sam ciężko zachorował, przeszedł na emeryturę. Żył jeszcze przez 19 lat. Towarzyszył mu tylko pies Ciapek. Dalej to już wiecie, umieszczono go w przytułku... i tak skończył. Żyją jeszcze chyba ludzie, którzy go znali.

Smutne to wszystko, i zawiłe...

niedziela, 6 listopada 2016

Goplana - moja recenzja

Obejrzałam dziś Goplanę i muszę powiedzieć, że mam mieszane uczucia.

Nie będę oceniać tu libretta pióra Ludomiła Germana, który powybierał z Balladyny Słowackiego pewne wątki i opisał je w sposób niezbyt wyszukany... W czasie zaborów opera do tekstu naszego wieszcza nie mogłaby być wystawiona, to dlatego... Poza tym wiele słynnych i naprawdę świetnych oper ma słabe libretta... :)

Goplana, Skierka, Chochlik i Grabiec nad Gopłem
Najpierw więc może to, co mi się podobało.
Soliści. Mój osobisty faworyt to Kostryn, piękny baryton i bardzo dobra gra aktorska. Już w czasie pierwszego spotkania orszaku Kirkora z wdową i jej córkami widać było, że Balladyna mu się podoba... Tak samo Grabiec (tenor) był świetny, komiczny i tragiczny zarazem. Kirkor to naprawdę szlachetny rycerz. Z postaci kobiecych najbardziej podobała mi się Wdowa oraz Balladyna - ale Alina, Skierka, Chochlik i Goplana też pięknie śpiewały i grały bardzo dramatycznie. Ze scen chóralnych genialnie brzmi pieśń wojskowa w pierwszym akcie. Sceny nad jeziorem, z mgłą i łódką, którą płynął Grabiec też bardzo udane. Scenografia - która była bardzo szczątkowa - bo właściwie były to tylko białe stoły i krzesła - też może być. Kostiumy nawet adekwatne - raziły mnie tylko plastikowe zbroje... Kirkora wyglądała jak ta biała z Gwiezdnych Wojen, a jego orszak miał czerwone i niebieskie. Ale na to da się przymknąć oko.

A co było w tej operze fatalne?
 Tłum! Pojawia się on już na początku, to postacie w strojach z różnych epok: mundurach galowych i polowych, habitach zakonnych, sukniach i płaszczach z dwudziestolecia międzywojennego, prawie nagie kaleki (weterani wojenni?); a nawet dwa ciała z żarówkami zamiast głów... Są tam też trzy kobiety wyglądające jak Matki Boskie, co ciekawe to one przywołują Goplanę na początku.
I ten dziwaczny tłum też dało by się znieść... gdyby nie jedna scena, która była po prostu okropna. Mowa o scenie uczty w pałacu. Wszyscy ci dziwacy siadają przy białych stołach i siedzą nieruchomo. Ale to jeszcze nic, orkiestra gra zdaje się mazura, i "taniec" też się odbywa... Obserwujemy coś w rodzaju drogi krzyżowej jakiegoś pomalowanego na żółto gościa, zgarbione dzieci z kolorowymi włosami i twarzami, idące za dziwną nauczycielką oraz kelnera w towarzystwie dam w dziwnych kieckach... Wszyscy oni chodzą i wiją się wokół białych stołów z nieruchomymi postaciami i wygląda to po prostu strasznie. I nie ma żadnego związku z treścią, tylko robi zamieszanie! Ta scena jest najgorszą w całej operze, to po prostu samobójstwo reżysera. Nie lepiej by było tam wstawić jakiś taniec czy coś, a nie jakieś chore i brzydkie wizje?
Brakuje też plamy i potem opaski na czole Balladyny - wszyscy przecież o niej śpiewają... Zakończenie opery też jest bardzo niejasne...

To ten koszmarny tłum...
***
 Mimo tego bilans wychodzi raczej na plus. Muzyka była przecież genialna, soliści świetni i orkiestra też. Warto na pewno obejrzeć, może doczekamy się kiedyś lepszych realizacji tej opery?

Obejrzeć można tu:  http://vod.teatrwielki.pl/stream/vod/goplana

GOPLANA 
premiera tej realizacji: 23 października 2016
muzyka: Władysław Żeleński
libretto:  Ludomił German według „Balladyny” Juliusza Słowackiego
reżyseria: Janusz Wiśniewski
dyrygent: Grzegorz Nowak
soliści: Wioletta Chodowicz (Balladyna), Edyta Piasecka (Goplana), Katarzyna Trylnik (Alina), Małgorzata Walewska (Wdowa) , Karolina Sołomin (Skierka), Anna Bernacka (Chochlik), Rafał Bartmiński (Grabiec), Mariusz Godlewski (Kostryn), Arnold Rutkowski (Kirkor), Jan Żądło (Wypatrujący Oczy)
Orkiestra i Chór Teatru Wielkiego-Opery Narodowej w Warszawie

wtorek, 1 listopada 2016

Na Wszystkich Świętych - Donizetti...

W dniu Wszystkich Świętych posłuchajmy requiem Gaetano Donizettiego. Msza mniej znana niż jego opery i niż inne requiem, a przecież tak poruszająca... Donizetti ofiarował ją pamięci kompozytora Vincenzo Belliniego, który zmarł przedwcześnie w wieku zaledwie 34 lat.

Tragizm, smutek, a przy tym niezwykła nadzieja i łagodność... Requiem urzeka już od pierwszych nut...

Kiedy tego słuchać jak nie dziś?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...