czwartek, 15 czerwca 2017

Ivo Pogorelić w NOSPR!

W ostatnią niedzielę w gmachu Narodowej Orkiestry Polskiego Radia w Katowicach wystąpił sławny chorwacki pianista, Ivo Pogorelić... Miałam przyjemność tam być! :D
Tuż przed koncertem
Program był następujący:
Fryderyk Chopin –
Ballada F-dur op. 38Scherzo cis-moll op. 39 
Robert SchumannKarnawał wiedeński. Obrazy fantastyczne na fortepian op. 26

i po przerwie
Wolfgang Amadeusz MozartFantazja c-moll KV 475 
Siergiej Rachmaninow II Sonata fortepianowa b-moll op. 36

Może to nie są moje ulubione utwory tych kompozytorów, ale i tak mi się podobało.
Dwa z nich, Karnawał wiedeński Schumanna i Fantazję Mozarta, słyszałam pierwszy raz. Ten Mozart przypadł mi do gustu szczególnie, mroczna atmosfera tego utworu jest naprawdę niesamowita.

No i był oczywiście bis...

Po zagraniu II Sonaty Rachmaninowa i gromkich oklaskach, pan Pogorelić oznajmił, że wykona jeszcze Valse Triste Sibeliusa. Najlepsza niespodzianka jaka może być, od tak dawna nie słyszałam tego utworu, i nigdy na fortepianie!
Ten walc na koniec poruszył mnie najbardziej, interpretacja była po prostu mistrzowska, zwłaszcza zakończenie. Takiego idealnego, delikatnego i smutnego piano nie słyszałam chyba nigdy...

Słuchając teraz innych fortepianowych wykonań tego walca na YouTube, mogę stwierdzić jedynie, że nikt nie gra tego tak przejmująco i pięknie jak Pogorelić. Inni pianiści wykonują go zdecydowanie za szybko. Warto przypomnieć sobie sztukę, do której walc był skomponowany. To Śmierć Arvida Järnenfelta. Utwór rozbrzmiewa w momencie, w którym główny bohater umiera.

Na YouTube jest też nagranie Valse Triste z recitalu Pogorelicia w 2009, oczywiście pirackie i słabiutkiej jakości... dlatego zostawiam Was z oryginalną wersją orkiestrową.

Orkiestra i dyrygent na nagraniu też są nieprzypadkowi, to WDR Sinfonieorester Köln i Jukka-Pekka Saraste. Razem z Gautierem Capuçonem grają dziś w Katowicach w NOSPR. Pozdrowienia dla wszystkich szczęśliwców którzy udają się na ten koncert, ja nie mogę niestety na nim być.

Polecam NOSPR! Tam jest naprawdę fantastycznie, a wczoraj na ich stronie został opoblikowany repertuar na następny sezon. Jest doprawdy w czym wybierać! :D
_____

Zdjęcie jest oczywiście moje. Jeśli ktoś z osób na nim obecnych nie życzy sobie umieszczania go tutaj, proszę mi to zgłosić. Usunę, bez obaw :)

wtorek, 6 czerwca 2017

Malarstwo i muzyka

Dzisiaj moi państwo, słuchamy muzyki inspirowanej dziełami malarskimi. Już dawno miał być o tym wpis!
Projekt bramy w Kijowie (Hartmann), Wyspa Umarłych (Böcklin), Stańczyk (Matejko), Bitwa Hunów (von Kaulbach), Narodziny Wenus (Botticelli), Rejtan (Matejko)
Modest Musorgski - Obrazki z wystawy (1874)
Pierwszą pozycję na liście zajmuje najsłynniejszy przykład "gatunku" - Obrazki z wystawy Modesta Musorgskiego. Jest to dziesięć miniatur powstałych pod wrażeniem obrazów jego zmarłego przyjaciela, Wiktora Hartmanna. Musorgski oryginalnie napisał je na fortepian, ale światową popularność zdobyły one w orkiestrowej aranżacji Maurycego Ravela.
Do naszych czasów zachowały się tylko niektóre prace Hartmanna - nie są to jakieś arcydzieła malarstwa... a jednak gdyby nie one, to genialnych Obrazków by nie było... Która część cyklu podoba Wam się najbardziej? Ja uwielbiam wszystkie...


Sergiusz Rachmaninow - Wyspa Umarłych (1908)

O Wyspie Umarłych kiedyś już tu rozmawialiśmy. Jest to płótno, (a raczej płótna, gdyż powstało kilka wersji obrazu) szwajcarskiego symbolisty Arnolda Böcklina. Rachmaninow zobaczył czarno-białą kopię obrazu i będąc pod wielkim wrażeniem skomponował genialny, mroczny poemat symfoniczny. Po jakimś czasie ujrzał oryginał obrazu i... czar prysł. Kompozytor przyznał, że gdyby od razu zobaczył Wyspę Umarłych w kolorze, nic by nie skomponował... Czarno-biała fotografia ma jednak niepowtarzalny wdzięk.




Ludomir Różycki - Stańczyk (1900)

Stańczyk też tu był, ale jest raz jeszcze. To opus pierwsze naszego Ludomira. Jak większość jego utworów, ma on wesołą, zawadiacką, swojską atmosferę - którą szybko przyswoiły sobie polskie kreskówki (Pyza) i podobne takie... O ile jednak obraz Matejki ma w sobie sporo niepokoju i smutku, o tyle scherzo symfoniczne Różyckiego jest utrzymane w raczej pogodnym klimacie.


Liszt - Bitwa Hunów (1857)

Liszt też lubił fajne płócienka.W 1857 skomponował poemat pt. Bitwa Hunów, wg. obrazu Wilhelma von Kaulbacha. Więc, jeśli obraz raczej nie przekonuje, lub przekonuje "tak średnio", z pomocą przychodzi dobry utwór.


Ottorino Respighi - Tryptyk Botticellego (1927)

Pan Respighi był tu przy okazji Ptaków w muzyce daaaaawno temu. Jest autorem znakomitego Tryptyku Botticellego, inspirowanego trzema obrazami renesansowego mistrza: Wiosną, Pokłonem Trzech Króli i Narodzinami Wenus. Moją ulubioną częścią tryptyku jest Pokłon Trzech Króli. Jest naprawdę niesamowity.



***
Na koniec bonusik, bo coś zupełnie innego. Utwór, w którym od muzyki znacznie ważniejszy jest tekst. Rejtan, czyli raport ambasadora Jacka Kaczmarskiego to wyjątkowa interpretacja obrazu Jana Matejki. O wszystkich wydarzeniach opowiada nam rosyjski ambasador, Nikołaj Repin. Muzyka jest tu na drugim miejscu.
Trochę inaczej niż w powyższych utworach...
Kaczmarski napisał w ogóle mnóstwo piosenek na podstawie obrazów, ale ta jest chyba moją ulubioną.

To tyle na dziś, pozdrawiam!

sobota, 27 maja 2017

Brahms chciał wysadzić pociąg

Dzisiaj moi państwo znów będzie o mało znanym kompozytorze.
Dla odmiany austriackim.
Hans Rott
Hans Rott (1858-84) dziś jest zapomniany, ale za życia zdobył pewne uznanie. Był doceniany przez Brucknera i Mahlera, ten drugi nazywał go wręcz geniuszem. Za to Brahms uważał go za beztalencie.

Brahms... zaraz sobie o nim pogadamy jeszcze. 

Hans niestety miał pewne problemy, przez które wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Mianowicie, w 1880 roku podczas podróży pociągiem straszył jakiegoś pasażera rewolwerem i mówił - uwaga - że Brahms napełnił dynamitem cały pociąg.

Więc psychiatryk, depresja - a na koniec gruźlica i pożegnanie się z tym światem w wieku 25 lat.
Hej, a może on miał rację i do psychiatryka wsadzili go ludzie opłaceni przez J.B???
Dzieła, które po sobie pozostawił, są jednak bardzo udane i warto ich posłuchać. Na uwagę zasługuje np. Symfonia E-dur, dzieło dwudziestolatka.

 Gustav Mahler się tym zachwycał. Nie dziwię się... bo to brzmi jak Mahler, a zwłaszcza scherzo! No i te wolne fragmenty, genialna symfonia moim skromnym zdaniem.

Tu natomiast lapidarna, 14-minutowa Symfonia na orkiestrę smyczkową.

Na YouTube możemy znaleźć jeszcze inne utwory, m.in. kwartet smyczkowy (też bardzo fajny) oraz pieśni i kilka innych drobniejszych utworów orkiestrowych.

***
A teraz Brahms.
Wiecie, mam z nim ostatnio kłopot.
Jego symfonie... jak sobie którąś włączam, to po trzech minutach mam dosyć...
Być może Wagner miał rację nazywając Johannesa drewnianym. Nietzsche mówił w jego przypadku o "muzycznej impotencji", a George Bernard Shaw oskarżał go o "przebieranie się" za Beethovena lub Haendla i robienie hałasu.
Coś w tym jest.

hehehe
 Z resztą, słucham ostatnio sporo Wagnera właśnie... i mam wrażenie, że przejście z Brahmsa na Wagnera jest możliwe - natomiast odwrotnie już nie. Chyba, że ktoś jest masochistą, ale ja nie jestem.

____________
Przydałoby się coś może o jakichś naszych, bo od dawna w obcokrajowcach siedzimy... ;)

wtorek, 16 maja 2017

Leo Ornstein czyli 8 dekad komponowania

Wracam z przytupem, koledzy i koleżanki.

Dziś będzie o Leo Ornsteinie, genialnym kompozytorze i pianiście, słynnym w latach swej młodości, natomiast potem zapomnianym i niedocenianym. Był on też chyba najdłużej żyjącym kompozytorem, którego zna historia - przeżył całe XX stulecie, zahaczając jeszcze o XIX i XXI wiek. Narzekamy - Chopin młodo umarł, Mozart, Schubert...tu mamy Ornsteina, 109 lat, nażył się za nich wszystkich.
Leo Ornstein w 1918
Urodził się w 1893 roku w Krzemieńczuku, obszarze należącym niegdyś do Rzeczypospolitej, a po 1922 roku (traktat ryski) wcielonym do Rosji sowieckiej. Jego ojciec był kantorem w synagodze i to on zaznajomił go z podstawami muzyki. W 1902 roku Józef Hoffman, słynny pianista i macho od wycieraczek i spinacza biurowego, był przejazdem w Krzemieńczuku i zachwycił się grą młodego Lwa. Załatwił mu więc naukę w konserwatorium petersburskim. Potem młody artysta kształcił się jeszcze w Kijowie oraz Moskwie. Były to jednak jego ostatnie lata w Europie - w 1906 wraz z rodziną wyemigrował do USA, uciekając przed pogromami Żydów. W Stanach uczęszczał jeszcze do słynnej Juillard School, założonej w 1905. W 1911 miał miejsce jego debiut pianistyczny.

Zajmijmy się wreszcie muzyką, a nie tymi wszystkimi szkołami.
Pierwsze kompozycje Ornsteina były bardzo awangardowe. Wtedy mówiło się na takie futurystyczne. Po jego koncercie w 1914 w Londynie, jedna z gazet pisała, że twórczość Ornsteina to krzyżówka Schoenberga ze Skriabinem...
Czy rzeczywiście?
Tu jeden z najbardziej znanych przykładów jego wczesnego stylu, Danse Sauvage - Taniec Dzikusów.
Z uwagi na tematykę, dochodzi jeszcze Strawiński, co nie? Święto wiosny xD

Już widzę ile osób w tym momencie przestaje czytać i puka się w głowę, czego ja każę wam słuchać. Proszę was, doczytajcie do końca, a przekonacie się że warto znać Ornsteina, nawet gdy nie lubimy tego całego futuryzmu.

W krótkim czasie nasz znajomy zdobył wielką sławę jako pianista i szermierz nowoczesności w muzyce (modernism's poster boy xD) był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w środowisku muzycznym USA. Klastery, atonalność, fajne tytuły (np. Samobójstwo w samolocie, czy to nie brzmi super?)... No i oprócz tego bardzo cenione wykonania muzyki Beethovena, Chopina, a także kompozytorów nowoczesnych jak Bartok, Strawiński, Ravel czy Schoenberg.

Ale przyszły lata dwudzieste i Leo wykonał obrót o 180 stopni.
Przestał pisać tak awangardowe utwory.
A kilka lat później skończył karierę pianisty.
Czemu? Dokładnie nie wiadomo. Znawcy tematu uważają, że nie umiał się odnaleźć w środowisku muzycznym USA, zbyt był niezależny i skoncentrowany na własnym, oryginalnym stylu. Po za tym, amerykańska publiczność była bardzo konserwatywna i nie przepadała za futuryzmem.

W tym czasie wraz z żoną, Pauline Cosio Mallet-Prèvos, także pianistką, założył The Ornstein Music School w Filadelfii.

Ale co się stało, to się nie odstanie. Wycofanie się z życia muzycznego spowodowało, że wkrótce jego twórczość została zapomniana i uznana za peryferyjne i mało znaczące zjawisko.

I paradoksalnie tu pojawiają się utwory, które znać trzeba i które obecnie są coraz częściej grane, m.in. przez nieocenionego pana Hamelina.

Np. jednoczęściowa II Sonata wiolonczelowa, po prostu idealne połączenie fortepianu z wiolonczelą, rzecz tak piękna, że...


Albo kwintet fortepianowy. Jak na moje amatorskie uszy, brzmi to jak Zarębski + Szymanowski + Szostakowicz, genialne!! Tu pierwsza część tylko, na YouTube można znaleźć pozostałe. Przy fortepianie oczywiście Hamelin.

A tu koncert fortepianowy, mroczny i niesamowity. Jak go sobie powtarzałam wczoraj, skojarzył mi się z muzyką z Indiany Jonesa... taaak, ale jest lepszy, trochę straszy.

Oryginalny styl Ornsteina, pełen niesamowitej harmonii, egzotyki, bardzo barwny, impresjonistyczny i ekspresjonistyczny... czego chcieć więcej? Współczesna muzyka powinna iść tą drogą właśnie, a nie jakimiś hałasami.

Ornstein zmarł w 2002 roku doczekawszy się dwójki dzieci, pięciorga wnucząt i czworga prawnucząt, łał.
Ostatni jego utwór, VIII Sonata, został napisany w 1990. Zatem od pierwszych kompozycji dzieli go przepastny okres prawie 80 lat.

A na koniec coś melancholijnego i nowoczesnego, ale w tym bardziej popularnym tego słowa znaczeniu. Solitude, czyli utwór o samotności. Lepsze 1000 razy niż jakiś tam Einaudi, Zweiaudi, czy jakoś tak...

niedziela, 7 maja 2017

Powrót i parada siódmomajowa

Wracam na blog po tej trochę dłuższej przerwie. 

Dziś mamy urodziny dwóch gigantów z epoki romantyzmu - Johannesa Brahmsa (1833-97) i Piotra Czajkowskiego (1840-93). Nie wiem, którego lubię bardziej, Brahms miał genialną muzykę kameralną, fortepianową, koncerty i symfonie, natomiast Czajkowski... właściwie to samo, plus opery i balety.
Brahms i Czajkowski
Robimy im teraz razem przyjęcie, a Czajkowski nie miał o muzyce Johannesa  zbyt dobrego zdania. Uważał, że brodacz nie ma wyobraźni i inwencji melodycznej. Natomiast Brahms Piotra nie krytykował. On raczej nie miał zwyczaju wieszania psów na innych muzykach. Robili to za niego inni. Np. Eduard Hanslick, krytyk muzyczny, jeden z największych zwolenników muzyki Johannesa. Nie cierpiał za to Wagnera, Liszta, no i Czajkowskiego też. Jego zdaniem koncert skrzypcowy Rosjanina to muzyka która śmierdzi uszom. Serio.

Ja tam koncert Piotra Iljicza lubię, podobnie jak koncert brodacza z Hamburga, jednak ostatnio ich nie słucham. Trochę mi się ta estetyka przejadła... 

Nie wiem, co dać do posłuchania. W sumie oni obaj mi się trochę przejedli, choć nadal jestem wielkim fanem ;)

Macie tu nieśmiertelny drugi koncert Brahmsa, tym razem z niesamowitym panem Hamelinem w roli głównej :)


I szóstą symfonię Patetyczną Czajkowskiego też.


Kogo wolicie bardziej - Piotra czy Jasia?

Teraz już będą posty w miarę regularnie. Jest mnóstwo, mnóstwo spraw, które muszę tu poruszyć.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Wielkoczwartkowo...

Mam na dziś dwa utwory.
Stabat Mater Giovanniego Battisty Pergolesiego i Stabat Mater Arvo Pärta. Warto posłuchać obydwu, to cudowne mieć możliwość sprawdzenia, jak dwaj różni kompozytorzy, z różnych epok, poradzili sobie z tym samym tekstem.
***
Najpierw Pergolesi. Sopran, kontralt, organy i orkiestra... I pomyśleć, że on miał tylko 26 lat kiedy to napisał... bo wkrótce potem zmarł. Naprawdę, o muzyce chyba naprawdę nie można pisać! Nie da się jej opisać...


A potem Arvo Pärt i jego współczesna Stabat Mater (skomponowana w 1985, poprawiona w 2008). Tu mamy orkiestrę i chór. Nie mam takich barokowych ozdobników i "muzycznych dekoracji" jak w poprzednim utworze, wszystko jest proste, minimalistyczne, ascetyczne...


Nie chcę lać więcej wody, to nie ma sensu. Posłuchajcie.

Tutaj, jakby ktoś chciał, propozycje na Wielki Czwartek sprzed roku:
po-klawiszach.blogspot.com/2016/03/pasja-czy-stabat-mater.html
---------------------------------------------------------

Obraz: Jacques Stella (1596 -1657), Pieta

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

...w łepetynie mam tylko klawisze.

Mozart wszystko objął i ogarnął, co się tylko twórczością muzyczną nazywa, a ja w łepetynie mam tylko klawisze. ...Ale wiem moje granice i wiem, że zdurniłbym się wtedy, gdybym się sadził i spinał zbyt wysoko, zdatności po temu nie mając... Suszą mi głowę, abym symfonie i opery pisał, i wszystko, co jest, chcą we mnie mieć: i polskiego Rossiniego, i Mozarta, i Beethovena. A ja po cichu się śmieję i myślę, że od małego zacząć potrzeba. Jestem fortepianistą tylko, jeżeli jestem coś wart, to i dobrze - po mnie więksi przyjdą, co szerzej muzykę ogarną i w nich polska muzyka rozszerzy się i rozkwitnie. Myślę, że lepiej robić mało, ale dobrze, jak tylko mogę, jak wszystkiego się chwytać, a źle wykonać...
Fryderyk Chopin

 Szczerze i bardzo mądrze.
Po za tym, czy nie uważacie, że polszczyzna Chopina była urocza? :)
Z tej książeczki ten cytat zaczerpnęłam. A bohaterowie drugiego planu to nokturn f-moll i pianinko...

Do zobaczenia w Wielki Czwartek.

czwartek, 30 marca 2017

So You Want To Write a Fugue?

Glenn Gould... Od dawna miał być tu o nim artykuł, ale nigdy jakoś nie wiedziałam jak zacząć.
Glenn Gould
Dla niewtajemniczonych: Glenn (1932-83) był kanadyjskim pianistą, szczególnie znanym ze swych interpretacji dzieł Jana Sebastiana Bacha (szczególnie Wariacji Goldbergowskich) oraz ekscentrycznego zachowania. Np. śpiewał  i mruczał podczas grania, nawet w czasie nagrywania w studiu, ponadto zawsze zajmował przy klawiaturze bardzo niską pozycję, inną niż większość pianistów. Siedział wtedy na krześle, które zrobił dla niego ojciec.

Znany jest też jego "ujemny entuzjazm" dla muzyki Chopina, Liszta, Schumanna i innych romantyków, których prawie wcale nie grał.

 Swój ostatni koncert dał w wieku 32 lat, potem nagrywał tylko płyty oraz nagrania wideo. W ogóle, był prawdziwym nagraniowym pedantem.  Za życia już stał się legendą, a jego przedwczesna śmierć (z powodu udaru w wieku 50 lat), jeszcze bardziej tę legendę umocniła.
Jest uważany za jednego z najwybitniejszych pianistów wszechczasów. Do dziś na całym świecie przybywa mu fanów, którzy spierają się czy te jego dziwactwa były autentyczne czy stanowiły tylko sposób zwrócenia na siebie uwagi...

W świadomości wielu istnieje on jako genialny muzyczny... świr, postać uwielbiana przez jednych i budząca niechęć u drugich... i nic poza tym...

Dlatego dziś pokażemy go trochę z innej strony. Pokażemy, że zainteresowanie twórczością Jana Sebastiana Bacha może dawać bardziej wesołe rezultaty.

***

W wyemitowanym 4 marca 1963 roku programie pt. Anatomia fugi, Glenn  postanowił zachęcić widzów do napisania fugi i udzielił cennych rad kompozytorskich. Oczywiście wszystko w formie... fugi właśnie. Jego kompozycja pt.So you want to write a fugue?, napisana na cztery głosy solowe i kwartet smyczkowy (lub fortepian) to parodia stylu Bacha i różnych technik kompozytorskich. Zawiera różne muzyczne cytaty, np. słynny motyw B-A-C-H, motyw z II Koncertu branderburskiego i ze Śpiewaków Norymberskich Wagnera.A tekst - wnosząc z licznych komentarzy na YouTube - naprawdę potrafi zachęcić do napisania fugi...
Oryginalne wykonanie:

Pisząc tę fugę, Glenn popisał się naprawdę niesamowitą wiedzą... i oczywiście poczuciem humoru. Np. w momencie, gdy słyszymy zdanie "just ignore the rules and try" ("zignoruj zasady i spróbuj"), tenor i bas śpiewają w równoległych kwintach, a równoległe kwinty to rzecz ZAKAZANA w klasycznej fudze :)) A po linijce "John Sebastian must have been a very personable guy" ("Jan Sebastian musiał być naprawdę przystojnym facetem", OMG!!), słyszymy króciutki quodlibet czyli kilka melodii JS Bacha granych jednocześnie!

Krótko mówiąc, szacun dla Glenna rośnie z każdą chwilą!

***

A na koniec coś jeszcze, mianowicie najdziwniejsza rzecz z Glennem w roli głównej, na którą trafiłam w internetach. Façade - z muzyką Williama Waltona, do wierszy awangardowej poetki Edith Sitwell. Odlot na poziomie.
W sieci jest sporo ciekawych filmików o nim... ale ten jest chyba najbardziej zwariowany.

Chyba sobie sprawię jakąś lekturkę o Glennie do poczytania, bo zainteresował mnie ostatnio. Ale to dopiero jak będę mieć już spokój z innymi sprawami...

Lubicie Glenna Goulda? Podobała Wam się fuga?

wtorek, 21 marca 2017

Wiosna na blogu ✿❀

Dziś pierwszy dzień kalendarzowej wiosny.
Oczywiście nie może się obyć bez pakietu wiosennych utworków. Przed państwem chyba najprzyjemniejsza lista jaką robiłam w czasie całego mojego blogowania. ;D

Uwaga: Vivaldi u mnie nie istnieje, jeśli chodzi o pory roku.
Wiosna, pora wybrać się z dziewczynami i chłopakami do Parku Łazienkowskiego i poudawać Chopina :)

1.Ludwig van Beethoven - Sonata skrzypcowa F-dur op.24 Wiosenna (1801)

Czy może być coś cudowniejszego niż pierwsza część tej sonaty? I ta melodia grana na skrzypcach, a potem na fortepianie? Zapada w pamięć od pierwszego posłuchania, potwierdzam... nawet gdy nie od razu wiemy co to za utwór. Przydomek Wiosenna, jak zwykle zresztą, nie pochodzi od Beethovena (tak samo jak Księżycowa, Patetyczna), ale co nas to obchodzi...;D



2.Robert Schumann - I Symfonia B-dur op.38 Wiosenna (1841)
Od pierwszego posłuchania non stop gra mi w głowie. Schumann napisał to cudo krótko po ślubie z Clarą Wieck, to ona zachęciła go do stworzenia dzieła symfonicznego. Tu mamy już autentyczną inspirację wiosną, a konkretnie poematem Adolfa Böttgera Frühlingsgedicht.


3.Edvard Grieg - Do wiosny (1886)
A tu Chopin północy i jeden z jego Utworów Lirycznych. Lubię te fantastyczne elementy u Edvarda, w ogóle muzyka Skandynawów zazwyczaj niesie w sobie tyle niesamowitości. Dlatego dziś tu mamy dwóch Norwegów.


4.Mieczysław Karłowicz - Z nową wiosną (1895)
Jedna z młodzieńczych pieśni Karłowicza, do słów Czesława Jankowskiego. Znowu wiosna i znów ktoś kogoś przestał kochać... a raczej chyba nigdy nie kochał. Urocza pieśń, jedna z moich ulubionych, i chyba ulubiona z całego Mieczysława.


5.Christian Sinding - Odgłosy wiosny (1896)
To już tu kiedyś było jesienią, bo wtedy poznałam ten utwór i nie mogłam się powstrzymać, żeby go tu nie zamieścić. Christian jest kompozytorem jednego przeboju, ale za to jakiego! Ta miniatura jest po prostu genialna. Kojarzy mi się z pękającym lodem na wielkich rzekach, z przebiśniegami i krokusami wystawiającymi płatki zza śniegu, wiosennym wiaterkiem i z taką prześliczną pogodą jak u mnie dzisiaj!... Cudo, po prostu cudo!


6.Zygmunt Noskowski - III Symfonia F-dur Od wiosny do wiosny (1903)
Ta symfonia też już tu była, w zimie. Ale przecież Od WIOSNY do WIOSNY, prawda? Ona jest najważniejsza. Posłuchajmy dziś choć uroczej części pierwszej. Lub całej symfonii. Żeby naprawdę posłuchać, jak można muzycznie opowiedzieć o końcu zimy i powrocie wiosny.


7.Aaron Copland - Wiosna w Appalachach, suita (1944)
A na koniec to amerykańskie arcydzieło. Balet Wiosna w Appalachach został napisany dla słynnej tancerki Marthy Graham i opowiada o młodym małżeństwie traperów, którzy rozpoczynają wspólne życie w tych przepięknych górach. Mamy mnóstwo fajnych efektów, wariacje na temat popularnej piosenki Simple Gifts... Obecnie ten utwór brzmi dość filmowo, tak westernowo. To dlatego, że Aaron wciąż ma grono naśladowców... Tu mamy suitę, trochę krótszą od oryginalnego baletu.


***
No i to by było na tyle, proszę państwa. Wróciliśmy po przerwie nie po to, żeby znowu zniknąć ✿❀✿❀

Ilustracja: Jerzy Zaruba -Wiosenny konkurs chopinowski, 1932

wtorek, 14 lutego 2017

Walentynkowa lista 2017

Lista utworów na Walentynki. Oczywiście uważam, że to "święto" puste, komercyjne i naciągane. A św. Walenty, choć dokładnie nie wiadomo kim był, jest głównie patronem osób chorych na choroby nerwowe i umysłowe.
Św. Walenty przedstawiany jest często w chwili uzdrawiania chorego z epilepsji

Ale muzyki warto jest posłuchać.
Zawsze warto jest posłuchać muzyki, bo zawarte są w niej prawdziwe emocje, a nie tylko cukier i sztuczny barwnik, jak w lizaczku.

******

Zaczynamy.
Lista z poprzedniego roku ⏩ TUTAJ
-----
1. Fryderyk Chopin - I Koncert fortepianowy e-moll: Romanza-Larghetto  (1830)
 Słuchałam tego dziesiątki razy. A zakochałam się w tym dopiero ostatnio. Przecudowne "dumanie przy księżycu", jak to określił sam Chopin. Fortepian i dyskretny akompaniament orkiestry. Tak, dyskretny, po prostu...

2.Piotr Czajkowski - Romeo i Julia (1880- ostateczna wersja)
Uwertura fantastyczna.Jeden z największych szlagierów Czajkowskiego, cudownie zinstrumentowana historia.Temat miłosny, którego nie możemy się doczekać już od pierwszych taktów utworu, to jest chyba najbardziej romantyczna melodia na świecie... Czajka potrafiła.

3. Franciszek Liszt - Romans (1880)
 Właściwie to jest to transkrypcja pewnej pieśni Liszta. Utwór o prostej budowie, z melancholijną  melodią, powracającą do nas jak smutne wspomnienie... i z iskrą nadziei, i piękną harmonią.

 4. Johannes Brahms - II Koncert fortepianowy B-dur: Andante (1883)
 Orkiestra, wiolonczela i fortepian. Niektórzy uważają, że Brahms zainspirował się tu koncertem fortepianowym Clary Schumann - u niej w drugiej części też wiolonczela ma partię solową. A to nie tajemnica, że Johannes był w Clarze zakochany przez całe życie...

5. Ignacy Jan Paderewski - Koncert fortepianowy a-moll: Romanza-Andante (1888)
 Tu odpływamy w zupełnie inny,  fantastyczny świat. Fragment, którego mogę słuchać bez końca i odkrywać w nim nowe rzeczy. Paderewski to cudowny, utalentowany kompozytor, nie tylko pianista!!!



6.Pietro Mascagni - Rycerskość wieśniacza: Intermezzo (1890)
 Okres wielkanocny, Sycylia i skomplikowana operowa historia. Miłość, zazdrość, zdrada... Za chwilę nastąpią tragiczne wydarzenia. Ale przedtem orkiestra zagra Intermezzo - utwór pełny takiego spokoju, miłości i piękna, że jedyne co można zrobić, to się po prostu rozpłakać.

 7. Aram Chaczaturian - Adagio Spartakusa i Frygii z baletu Spartakus (1954)
 Jak nazywała się żona Spartakusa? Chyba nie wiadomo. W balecie Chaczaturiana, luźno osnutym na historycznych wydarzeniach, jest nią Frygia. A to Adagio, perła XX wieku uwielbiana przez filmowców, to scena ich wspólnego tańca.

8. Wojciech Kilar - motyw z filmu Smuga cienia (1976)
A tu mamy jeden z najpiękniejszych tematów z całej muzyki filmowej. Ten wspaniały utwór z fortepianem, którego melodię przejmuje orkiestra, jest niczym wyciągnięty z jakiegoś wspaniałego koncertu fortepianowego. Myślę, że nawet taki kolos jak Rachmaninow miałby tu czego pozazdrościć...

9.Alfred Schnittke - Deklaracja miłości z filmu Сказка странствий (1983)
Tchnie trochę "kinematograficznym" duchem i rosyjskim sentymentalizmem, ale i tak jest bardzo ładne. I zawiera charakterystyczne dla Alfreda elementy, jak np. klawesyn.

No i tyle :)

niedziela, 5 lutego 2017

A dziś... pani Bacewicz...

Dziś znów mamy urodziny. Konkretnie jest to 108. rocznica urodzin Grażyny Bacewicz.
Grażyna Bacewicz, 1968

Wybitną kompozytorką była, ale jej muzyka dopiero ostatnio zaczęła mi się podobać... No cóż, do wszystkiego trzeba dojrzeć. 😃

Teraz słucham jej I Kwintetu (zaraz zresztą zostawię wam go do posłuchania) i wiecie co? Myślę, że w takiej muzyce najlepsze jest to, że jest taka... inna. Kompozytorka celowo, przez całe życie odcinała się w swej twórczości od jakiejkolwiek programowości, nie wyrażała żadnych pozamuzycznych treści. Ja lubię muzykę programową i niepoprawnym muzycznym romantykiem-konserwatystą zostanę już chyba do konca życia, ale - jak to się pięknie mówi w Internetach - szanuję. Tym bardziej, że to taka niby "czysta muzyka", a wyobraźnia przecież pracuje i serce niejednokrotnie jest wzruszone...Teraz leci już trzecia część tego kwintetu, Grave i powiem wam, to naprawdę jest piękne... Muzyka nie z tej ziemi.

Nie będę tu lała wody jak jakiś fanatyk, zostawiam cudowne nagranie Kwintetu sprzed ośmiu lat, z Krystianem Zimermanem, Kają Danczowską, Agatą Szymczewską, Ryszardem Grublewskim i Rafałem Kwiatkowskim. W tym wideo, jak i na płycie, mamy jeszcze jej II Sonatę i II Kwintet.

A tu bardzo ciekawy film dokumentalny o kompozytorce, z 1999 roku. Wypowiada się w nim jej siostra, możemy posłuchać archiwalnych nagrań nie tylko utworów, ale też głosu Grażyny... Prawdziwa perełka, jeśli oczywiście jesteśmy zainteresowani. Ja zaczęłam się interesować panią Bacewicz na poważnie dopiero po obejrzeniu tego tak naprawdę.

Ech, puściłam sobie to Grave - trzecią część kwintetu jeszcze raz. Chyba znalazłam nowy przebój, którego będę słuchać do znudzenia bez znudzenia ❤🎶 To jest cudo...Zakochałam się chyba. W wideo z YouTube to zaczyna się w 12:49.

wtorek, 31 stycznia 2017

Schubert, Schubert, Schubert...

Dzisiaj są urodziny Franza Schuberta.
No to go posłuchajmy :)

Pierwsze co polecam dziś, to jego szlagier, Król olch. Myślałam, że to typowo "męska" pieśń, że kobieta w ogóle nie może tego dobrze zaśpiewać. Dopóki nie usłyszałam Jessye Norman...
I przeszły mnie ciary. Genialnie odegrała wszystkie role. Na serio. Ona ma niesamowity głos. Teledysk może trochę straszny (sic!), ale naprawdę, muzycznie jest genialnie :)

No a drugi utwór - czy Schubert napisał kiedyś coś piękniejszego na fortepian niż Impromptu Ges-dur op.90 nr 3? Chyba nie, przynajmniej moim zdaniem... no i czy ktoś to może zagrać piękniej niż Krystian Zimerman? Nie wiem... wiem, że nie wszystkie Impromptus mi się podobają w jego wykonaniu, a to po prostu uwielbiam... ❤❤❤

Jeszcze urodziny ma dziś amerykański minimalista, pan Philip Glass. Kończy 80 lat. Nie przepadam za nim, ale z drugiej strony nic do niego nie mam... Niech dalej komponuje i koncertuje. Wszystkiego najlepszego!

No i z tym Was dziś zostawiam i przepraszam, że tak króciutko...

Ilustracja pożyczona stąd:

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Da Vinci made in Poland

Leonardo da Vinci, znany człowiek renesansu, tak kiedyś powiedział:
  Muzyka nie może być zwana inaczej niż młodszą siostrą malarstwa, zważywszy, że jest przedmiotem słuchu, zmysłu pośledniejszego niż oko... malarstwo jest doskonalsze i przewyższa muzykę, gdyż nie umiera ono bezpośrednio po swym powstaniu...
 Co?  Malarstwo lepsze od muzyki? Ha ha, śmieszne, Ostatnia wieczerza pana Leonarda spada ze ściany i za niedługo może jej nie być, a muzyka nawet starsza niż renesans istnieje i jest grana. Muzykę możesz śpiewać, grać, nucić sobie w głowie zawsze - obraz wisi i co? I nie ma z niego pożytku, ha ha ha.

No ale jednak Leonardo trochę się muzyką zajmował. Zaprojektował np. instrument, o nazwie viola organista.

Projekt Leonarda, ok.1488-89
O co w tym chodzi? O koła zębate nachodzące na siebie, które kręcą się i pociągają smyczek po strunach. Koła wprawia się w ruch pedałem.
Da Vinci nigdy tego nie zbudował, pierwszym instrumentem o podobnej mechanice był Geigenwerk (klawiolin)  Hansa Heidena z 1575 roku.
Geigenwerk Heidena
 W1625 roku Raymund Truchado, z Hiszpanii, zbudował swoją wersję. Dotrwała do naszych czasów, choć niesprawna, i znajduje się w Brukseli.
Instrument Raymunda Truchado
Pierwszy współczesny instrument tego typu skonstruował Japończyk Akio Obuchi w 2004 roku.
Małe to trochę, ale zawsze coś :)
Viola organista Akio Obuchiego

A w 2012 roku, Sławomir Zubrzycki, pianista z Krakowa, zbudował swoją violę, czym wzbudził nie małą sensację, bo zaczął na niej koncertować i nawet wydał płytę Viola organista – The da Vinci Sound.
 Jest to pierwsza w historii płyta z muzyką nagraną na tym instrumencie. Znajdziemy na niej utwory różnych kompozytorów epoki renesansu i baroku, m.in. Marina Marais, Adama Jarzębskiego, Carla Emanuela Bacha a nawet jeden utwór Leonarda da Vinci. Jednak od muzyki nie da się uciec, Leonardzie!
Viola organista Zubrzyckiego
 Pan Sławomir uważa, że projektując ten instrument Leonardo da Vinci wyprzedził swoje czasy - i dlatego też viola organista nie zyskała na popularności.W XVI i XVII wieku nie było zbytnio takich materiałów, które pozwoliłyby takiemu instrumentowi dobrze grać, i bardzo szybko rozstrajał się.

Posłuchajmy, bardzo ciekawy dźwięk. :)

Tu pierwszy koncert na którym użyto violi - w Krakowie, 18 października 2013 roku.
W 6:40 bardzo fajna niespodzianka. 😎



Faktycznie brzmi trochę jak hybryda skrzypiec i organów, więc nazwa się zgadza...
Ciekawe, ciekawe!

Źródła ilustracji:
Wikimedia Commons
violaorganista.com
obuchi.music.coocan.jap
js-bach.pl

czwartek, 19 stycznia 2017

Nowe zdjęcie Chopina

Szwajcarski fizyk Alain Kohler odnalazł nieznany dotąd dagerotyp przedstawiający Chopina.

Fryderyk, really?

Dotąd znana była tylko jedna fotografia Chopina.

Bo co do obrazka poniżej to nie ma pewności.

No i są to tylko kopie, bo oryginały spłonęły w czasie wojny.
Ciekawe, jakie miał oczy. Liszt mówił mi, że niebieskie, ale czy można mu wierzyć?

Może posłuchajmy sobie II ballady, zawsze warto :)


sobota, 14 stycznia 2017

Zima... w muzyce

Zima na całego. Zasypało mi śniegiem cały komputer, siedzę sobie teraz wygodnie w zaspie i się popisuję.


Lista "zimowych" utworków. Zimy Vivaldiego nie będzie, bo nie i już.

***

1.Stanisław Moniuszko - Bajka. Opowieść zimowa (1848)
Uwertura koncertowa Bajka Moniuszki (1848) to jedno z nielicznych jego dzieł symfonicznych (które nie są operami). Nie mamy tu konkretnej historii. Utwór rysuje przed nami mglisty obraz czegoś niesamowitego... Co to będzie, już sami zdecydujemy.


2.Claude Debussy - Tańczący śnieg (1908)
Jedna z części słynnego fortepianowego zbioru Children's Corner (tak, po angielsku, ten Francuz nazwał swój utwór po angielsku!). Cóż rzec, typowy impresjonizm... Ciekawa alternatywa dla "ciężkiej" muzyki neoromantycznej. No i dzieci to lubią, bo to przecież była dla nich napisane.


3.Claude Debussy - Kroki na śniegu (1909)
Znów Debussy. Tym razem szósta pozycja z jego pierwszego zeszytu Preludiów. Tym razem scenerię mamy zdecydowanie mroczniejszą niż w poprzednim utworze, gdzie podziwialiśmy tańczące na wietrze płatki śniegu. Tu przedzieramy się przez śnieg, być może jesteśmy daleko i od nas tylko zależy czy nie zostaniemy tam na zawsze?


4.Franciszek Schubert - Podróż zimowa (1828)
 Podróż zimowa, czyli Winterreise, to cykl 24 pieśni skomponowany przez Schuberta w 1827 roku do wierszy Wilhelma Müllera. Ich bohaterem jest młodzieniec nieszczęśliwy z powodu zawodu miłosnego. Czas akcji to oczywiście zima.
 Tu macie pieśń pierwszą, Gute Nacht, w wykonaniu angielskiego tenora Iana Bostridge'a i pianisty Juliusa Drake'a. Chłopcy się postarali i zrobili ekranizację (tak!) całego cyklu pieśni. Ian, ucharakteryzowany na romantycznego, smutnego młodziana, snuje się po opuszczonych, mrocznych wnętrzach i śpiewa... Genialny pomysł, polecam obejrzeć każdemu, TUTAJ playlista z całością.


5.Zygmunt Noskowski - III Symfonia Od wiosny do wiosny, cz.IV (1903)
Jest to moim zdaniem najpiękniejsza polska symfonia. W części czwartej mamy zimową melancholię, smutek - wszystko ubrane w bardzo ciekawą i barwną orkiestrację (nawet dzwoneczki są). Potem jest zimowa burza i... nadchodzi wiosna, a wraz z nią pogodne, radosne i niezwykle urocze motywy z pierwszej części. Oczywiście, polecam posłuchać całej symfonii - ale dziś pora roku nas usprawiedliwia, możemy słuchać tylko Zimy. To moim zdaniem znacznie lepsze od jego Stepu, muzyka najwyższych lotów, sami zobaczcie!
Zima zaczyna się od 26:40 - kliknijcie TUTAJ, a pięknie Was przekieruje :)

6.Franciszek Liszt - etiuda b-moll Chasse-Neige (1852)
Chasse-Neige to po francusku pług śnieżny. Jednak w przypadku etiudy Liszta znaczy co innego, a mianowicie ostry, zimny wiatr porywający ze sobą masy śniegu. Znów możemy sobie wyobrazić, ze jesteśmy gdzieś daleko, jedziemy dyliżansem, albo idziemy na piechotę... i ten śnieg, wszędzie śnieg! Wieje nam w twarz, nic nie widzimy, nogi po kolana w śniegu już odmawiają posłuszeństwa, a tu trzeba iść..
Wersja bardziej pogodna - gapimy się na to, co wiatr wyprawia ze śniegiem przez okno naszego ciepłego mieszkanka.

7.Erich Wolfgang Korngold - Serenada z baletu Bałwan (1908)
A tu mamy zdolnego smarkacza. Erich Wolfgang Korngold pojawił się tu raz bardzo dawno temu, w przypadku koncertów skrzypcowych. Tu mamy Serenadę z baletu Bałwan. Który nasz artysta skomponował w wieku 11 lat. Zdolny dzieciak. Na szczęście nie zmarnował talentu i przydał się w Hollywood.

8.Aleksander Głazunow - Pory roku (1899)
Rosyjski kompozytor, rosyjska instrumentacja, trochę rosyjskiej groteski. Aleksander Głazunow jest autorem baletu Pory Roku, z którego potem "wykroił" piękną suitę. Tu mamy część zimową.
Szykujcie sanki!

9. Josef Strauss - Winterlust, Polka Schnell op.121
Wesoła polka autorstwa mniej znanego przedstawiciela wiedeńskiej dynastii Straussów. Miły akcent na koniec. Z górki na pazurki.


Ilustracja - to oczywiście nie jestem ja. To Ryszard Strauss, autor Symfonii Alpejskiej, która jednak jest cosik za długa by mogła być na tej liście... Przepraszam Rysiu. Ale za to jesteś na zdjęciu i naprawdę pięknie wyglądasz w tym śniegu :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...