poniedziałek, 11 grudnia 2017

Nowakowski i Schubert w NOSPR!

Miałam ostatnio szczęście słyszeć na żywo kwintet fortepianowy Es-dur Józefa Nowakowskiego! Tę śliczną rzecz, którą przez przypadek znalazłam na YT w czerwcu i nie omieszkałam o niej napisać rzecz jasna, tutaj! Nawet nie przypuszczałam, że kiedyś to się zdarzy, a tu proszę. A w sumie dowiedziałam się o tym koncercie prawie w ostatniej chwili, dwa dni przed. Jak zobaczyłam, że będzie kwintet Józka i Pstrąg Schuberta... no nie! Toż to program ułożony pod mój gust! I moja miłość do muzyki kameralnej wzrosła po tym koncercie jeszcze bardziej!!!;D

Koncert odbył się w sobotę 9 grudnia w sali kameralnej Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Pierwszy raz byłam w tej sali i naprawdę jest bardzo sympatyczna, świetnie wszystko było widać i słychać. Siedziałam sobie w dziesiątym rzędzie, a rzędów jest ogółem czternaście. Na fortepianie grał sam Nelson Goerner (The Real Chopin <3) , a reszta zespołu to równie świetni Jakub Jakowicz (skrzypce), Katarzyna Budnik-Gałązka (altówka), Marcin Zdunik (wiolonczela) oraz Krzysztof Firlus (kontrabas).

Najpierw miał być kwintecik naszego rodaka, ale z jakichś powodów artyści zdecydowali się zacząć od Schuberta. I chyba w sumie dobrze się stało. Kwintet Pstrąg przecież też od zawsze chciałam usłyszeć na żywo. Zawsze najbardziej lubiłam część I i IV,  natomiast jeśli chodzi o finał, to rzadko go słuchałam w całości, bo początek mnie zniechęcał. I się okazało jakim byłam dziadem. To co jest potem w finale jest po prostu niesamowite, tyle emocji, emocji, emocji! Fortepian tam ma taką piękną partię, że ja nie mogę... Jak ja mogłam tego wcześniej nie zauważyć? Teraz pokochałam wreszcie ten kwintet w całości! Naprawdę, Pstrąg tego wieczora mógłby się nie kończyć!

Ale się skończył, a po przerwie był kwintet pana Józefa. Ja kocham ten utwór mocno.Nie znajduję słów żeby opisać moje emocje i to jak niesamowicie i naprawdę radośnie był zagrany. Początkowe Allegro vivace jest takie melodyjne i pełne pasji, Scherzo... dramatyczne i sentymentalne jednocześnie, następnie Romans - czyli wspaniały nokturn, piękny i uczuciowy, taki jaki powinien być! A finał... a finał jest taki skoczny, zawadiacki, wesoły i uroczy że nogi same skaczą do tańca!

 Z resztą, macie tutaj ten finał, w innym wykonaniu ale też super. No przecież to jest wulkan optymizmu! Ma się ochotę tańczyć i skakać i dziękować Panu Nowakowskiemu baaaaaaaaardzo!

A na bis artyści zagrali nam cudowny Romans...

Morał z tego: jak widzicie że będą grali gdzieś wasze ulubione utwory i macie możliwość, żeby iść, to macie iść, bo to niezapomniane przeżycie! ;D

PS
Przepraszam za nadmiar wykrzykników w tym wpisie.
Zdjęcie moje. c;

piątek, 8 grudnia 2017

Józef Elsner i Emanuel Kania ❤

To uczucie, gdy masz mnóstwo roboty nie-blogowej, (naprawdę mnóstwo), a siedzisz sobie z uchachanym pyskiem w słuchawkach, słuchasz Józka Elsnera i zastanawiasz się, czy już napisać kolejny artykuł o Kurpińskim, czy może jeszcze nie i skrobnąć coś na jakiś inny temat.

No i wybór pada na ten inny temat...

Kochani! Odnoszę wrażenie, że muzyka kameralna ma mniej miłośników niż orkiestrowa. Czy to prawda? Ja ją kocham - a zwłaszcza tę z fortepianem! - tria, kwartety, kwintety... Zwłaszcza te romantyczne. I te polskie. Polacy mają naprawdę talent do pisania muzyki na takie składy! Naprawdę! Moja ukochana muzyka kameralna to w większości utwory naszych kompozytorów.

No i po co ja to piszę... bo kupiłam sobie płytę, a nie robię tego zbyt często, właściwie to rzadko. Ale ta jest taka fajna że musiałam ją mieć... no musiałam!


Widzę płytkę na półce w empiku i "o, Józef Elsner... a tego drugiego to nie znam... (googlujemy)... Emanuel Kania! Wreszcie znalazłam jakiegoś nowego kompozytora, huraaa, jak fajnie, będzie czego posłuchać i o czym napisać, jej''!!

Tak mniej więcej było. Na tej cudnej płycie, wydanej w marcu tego roku nakładem wydawnictwa DUX, znajdziemy kwartet fortepianowy Es-dur Józefa Elsnera (1769-1854) oraz trio fortepianowe g-moll Emanuela Kani (1827-1887). 

Kim był Elsner to wiadomo prawie każdemu fanowi Chopina - ale i tak za mało wiadomo zazwyczaj! Elsner nie był tylko nauczycielem tego zdolnego małolaty - jego zasługi dla naszej muzyki są znacznie większe. Zaliczyć do nich należy m.in. to, że jako jeden z pierwszych wykorzystywał w swej twórczości polskie elementy ludowe. A przecież z pochodzenia był Niemcem i polskiego nauczył się będąc już dojrzałym człowiekiem. Pisał np. opery (z których niektóre traktują o polskiej historii) oraz muzykę sakralną, z którą jednakże nie miałam jeszcze żadnego kontaktu (łazi za mną jedna jego msza już od jakiegoś czasu, ech...). No i oczywiście muzyka kameralna! Ten kwartet jest uroczy, zawiera w sobie tyle pięknych, wpadających w ucho melodii. Cały mi się podoba, ale za serce chyba najbardziej chwyciła mnie część druga - Andantino, ze swą smętną, "dumkową" melodią. Stylistycznie kwartet ów to późny klasycyzm... w swej najlepszej postaci!!

Emanuel Kania natomiast jest już romantykiem. Jego trio to muzyka emocjonalna i naprawdę pełna pasji, cóż tu więcej mówić! Człowiek chce się rzucić w wir tej muzyki, żeby go porwała na zawsze. Taka dla mnie jest część pierwsza, Allegro con brio. Natomiast część trzecia, Adagio, to ...coś czego nie da się opisać. Tyle tu fantastyki, uczuć, ta wzruszająca melodia w kulminacyjnym punkcie, w ogóle sposób w jaki zostało tu zbudowane napięcie. To po prostu mistrzostwo świata! Finał też jest wspaniały. Całe to trio jest wspaniałe. Gdy się kończy, to tak jakoś pusto w serduszku... ten utwór nie powinien się nigdy kończyć!
 
Pierwszy raz kupiłam coś czego wcześniej nie słyszałam i jak się okazuje mam szczęście! Mogę tych utworów słuchać i słuchać!

I tak się głupio czuję, bo nie mogę tu wstawić linka z utworem. Nie ma tego na YT,  naprawdę szkoda :'( 

Ale jest za to oba utwory są na chomikuj tylko w innym wykonaniu, więc wbijać tam i łamać prawo, natychmiast, bo warto.

A o Kani tu będzie artykuł, o Elsnerze też

Pozdrawiam najcieplej!:D

poniedziałek, 27 listopada 2017

Kurpiński 3

Tak, ja wiem...

Jak ktoś czytał mój ostatni wpis, to może pamięta, że narzekałam, że nie ma żadnego nagrania Fugi B-dur na temat "Jeszcze Polska nie zginęła" imci Karola Kurpińskiego, oprócz tego jednego komputerowego. A tu okazało się, że jest, i to wcale świeże.


18 października tego roku w Pałacu Prezydenckim odbył się koncert  z okazji Roku Tadeusza Kościuszki i jeden z wykonywanych tam utworów to była właśnie ta fuga, na fortepianie, w 23:05 na nagraniu.

Pierwsze jej publiczne wykonanie odbyło się 1 stycznia 1831, a zatem już w czasie powstania. Do muzyki granej przez orkiestrę stopniowo dołączali się śpiewacy i w końcu cała publiczność też zaczęła śpiewać.

Btw wiecie, że 20 grudnia 1830 Kurpiński poszedł z innymi artystami z opery budować okopy?

Tu w tym nagraniu jest jeszcze Elegia na śmierć Tadeusza Kościuszki (utwór przeznaczony na orkiestrę i recytatora). Ucieszyłam się jak się o tym dowiedziałam, ale mój entuzjazm stopniał niemalże natychmiast, gdy zobaczyłam kto będzie deklamował. No i niestety...całkiem słusznie się obawiałam...😔
Żal mi tej pięknie zagranej muzyki, naprawdę. Od 48:05 :'(

Między fugą a ową Elegią mamy dwie części Sekstetu smyczkowego Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, rzecz niezwykle uroczą i ślicznie zagraną, warto posłuchać!

Pierwszym punktem koncertu to są w ogóle utwory skomponowane Kościuszkę, dwa polonezy oraz walc.Natomiast zwieńczenie uroczystości to Fantazja A-dur na tematy polskie Chopina, ale ja już do niej nie dotrwałam. ;/

Ehh, zaczynam poważnie zastanawiać się, jak tu przenieść się w czasie.
Jeśli ten blog nie będzie aktualizowany dłużej niż dwa tygodnie, to wiedzcie, że mi się to udało i jestem pewnie w 1830 albo w 1820-którymś. Ale zamierzam wrócić jakby co, więc stay tuned & be prepared, dopiero będą ciekawe wpisy!

Pozdrawiam! ♫

niedziela, 19 listopada 2017

Karol Kurpiński forever 2

Ja wiem, że jest mnóstwo tematów na które można by pisać i że jeden wpis o Kurpińskim już tu był...no ale... Muszę napisać drugi, po prostu muszę, jego muzyka jest super i naprawdę potrzebuje fanów.
 
no co ;_;
Więc ja, ubogi bloger, robię co mogę - czyli piszę.

Od razu zastrzegam, że dzisiejszy wpis to będzie głównie muzyka, niestety historycznie w temacie pana Karola nie jestem specem, bo opieram się tylko na tym co znalazłam w necie. Postaram się o  książki jak się wreszcie uporam z obowiązkami nie-blogowymi... których niestety trochę jest.

A teraz, moi państwo, przygotujcie się na dużą dawkę Karola Kazimierza Kurpińskiego. HAHAHA.

nie zabijajcie

Już za pasem kolejna rocznica powstania listopadowego. Kojarzymy wszyscy Warszawiankę, prawda? Ja wiem, że niektórzy nie... to smutne :'( Kurpiński jest również autorem innej pieśni powstańczej, która obecnie jest niestety zapomniana. Chodzi o Litwinkę, czyli hymn Legionów Litewskich. O jej popularności w epoce świadczy m.in. fakt, że jej melodia została użyta przez Ryszarda Wagnera w uwerturze Polonia, obok Mazurka Dąbrowskiego i Witaj, majowa jutrzenko. Jak twierdzą niektórzy, aluzja do niej pojawia się także w Fantazji f-moll Fryderyka Chopina.


Skoro o patriotycznych utworach mowa, to proszę, mamy również fugę na temat Jeszcze Polska nie zginęła, ale niestety w wykonaniu programu do nutek. No niech ktoś to nagra i wrzuci na YT, proszę! Kurpiński skomponował ją w 1821 na fortepian, natomiast w orkiestrowej wersji pierwszy raz (i chyba ostatni też niestety) zabrzmiała 1 stycznia 1831 roku w Teatrze Wielkim. Utwór został kompletnie zapomniany po klęsce powstania.


Przejdźmy z tego do utworu religijnego, jakim jest Te Deum, skomponowane w 1829 roku z okazji koronacji cara Mikołaja I na króla Polski.

Kurpiński, Elsner (nauczyciel Chopina) oraz Soliva (włoski kompozytor) mieli skomponować  trzy dzieła -  Veni Creator, Te Deum i Mszę Uroczystą, no i pan Karol wylosował Te Deum

Warto przy tym zaznaczyć, że wersja wydana na płytach CD pod dyrekcją Wojciecha Czepiela w 1996, nie jest wersją oryginalną. Partyturę Kurpińskiego przerobił i to podobno diametralnie, dwudziestowieczny kompozytor i dyrygent Jerzy Dobrzański.

Ja słucham wersji oryginalnej, z koncertu który odbył się w 2011. Dyryguje tu szwajcarski dyrygent Kaspar Zehnder. Niestety pod koniec mamy ok. 10-sekundową lukę spowodowaną przerwą na łączach, ale nie narzekajmy. Dzieło powala po prostu, na szczęście nie objętością, ale mocą!


Tak btw, to Józef Elsner chyba wtedy napisał tę mszę uroczystą... bo  coś widziałam takiego na YT. Nie martw się, Józek, o Tobie też wkrótce napiszę.

Opera, którą w poprzednim wpisie prawie zupełnie pominęłam (jak ja mogłam tak postąpić, no jak??), to była specjalność pana Karola. Napisał ich około 30! No ale... mało się zachowało. W całości tylko 9.

Np. z opery Dwie chatki jest tylko uwertura. Opera ta powstała w 1811 roku, kiedy Kurpiński miał 26 lat. A ponieważ kompozycji uczył się sam, a to jego druga opera, to ta uwertura wydaje się być po prostu za dobra... Wg. informacji z TEGO źródła, to rękopisu nie ma, a uwertura ukazała się drukiem w opracowaniu Witolda Rowickiego... czyli tak naprawdę nie ma dowodu, że to napisał Kurpiński. Nie takie hece się odbywają, zresztą przeczytajcie sobie proszę TEN TEKST, bo on jest świetny. 
Uwertura też jest świetna.


Opery zachowane w całości to np. Jadwiga, królowa Polski.


Albo Zamek na Czorsztynie, czyli Bojomir i Wanda.Wiecie, w niektórych empikach są takie fajne komputery przy których można zapoznać się z obecną w asortymencie muzyką... Ostatnio tam byłam  i oczywiście sprawdzałam co wyskoczy gdy się wpisze imię i nazwisko bohatera dzisiejszego wpisu... No i wyskoczył Zamek na Czorsztynie. Posłuchałam jednej arii - Jeszcze za króla Michała. To jest cudne :D Haha, już wiem co chcę pod choinkę!

A tutaj uwertura.


To skoro już były trzy uwerturki, to może coś z muzyki kameralnej teraz, bo warto wiedzieć, że i taką pan Karol pisał.

Fantazja C-dur na kwartet smyczkowy. Jak dla mnie wyborna.


A na koniec... utwory fortepianowe!

Najpierw, fantazja c-moll Chwila snu okropnego. Myślałam, że nie ma żadnego nagrania, a tu przypadkiem znalazłam! Ś.p. pani Lidia Kozubek przy fortepianie.
Ten utwór zasługuje na naszą szczególną uwagę. Jest wyjątkowy w fortepianowej spuściźnie Kurpińskiego, chodzi o jego budowę.


I jeszcze jedno. Polonez. Nie będzie to Witaj królu/Cześć Ci, Polsko/Polonez koronacyjny w D-dur (tak, on funkcjonuje sobie pod tymi trzema nazwami), tylko skromny, melancholijny polonez w d-moll. Ja wiem, że po polonezowych rewolucjach Chopina, nikomu się nie chce słuchać tych wcześniejszych... no ale.. trzeba.
Zwłaszcza, że mamy tu do czynienia z historycznym instrumentem, który ma taki piękny dźwięk...

Ech, czemu ja nie umiem pisać.

***
Aesthetic moodboard z Karolem, bo kto mi zabroni? 
 

 Ten budynek w prawym górnym rogu to kościół we Włoszakowicach, czyli jego wsi. Znajdują się w nim organy z 1750, na których Karol miał pewnie okazję grać, jego ojciec był tam organistą. W środkowym rzędzie po lewej jest fragment Chwili snu okropnego, po prawej fragment okładki Zamku na Czorsztynie... a poniżej Polonez pod gołym niebem Kornelego Szlegela i Teatr Wielki...
Więcej już chyba nie trzeba tłumaczyć. 


***

LINKI
BARDZO FAJNE


Ech... w ogóle... czy ktoś tu miłuje Karola tak samo jak ja?💔

😢

Mój poprzedni wpis o nim jest TUTAJ.

czwartek, 9 listopada 2017

Muzyka na obój...?

No tak... czasem tak przyjdzie do głowy odpalić jakiś utwór dawno nie słuchany.

Wspomnienie Drezna (1846) Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego to krótkie trio skomponowane na obój, fortepian i wiolonczelę. To jest chyba najpiękniejsza rzecz na obój, którą słyszałam. Melodia jest tak piękna i wzruszająca... i ten akompaniament fortepianu... a potem, gdy melodię przejmuje wiolonczela...nie, czy to się dzieje naprawdę??? To jest takie cudowne... Żałuję, że nie gram na oboju!!

Pisałam tu już o Dobrzyńskim parę razy, ale tego jeszcze nie dawałam, prawda? To przyszedł wreszcie na to czas.

Czy jest coś cudowniejszego niż muzyka kameralna?

Kupiłam sobie dzisiaj płytę z muzyką kameralną i słuchałam już trzy razy :D Oczywiście z polską muzyką, haha, kompozytorów dwóch, kto zgadnie? Ja nie chcę zdradzać póki co, bo mam pewien plan... wkrótce dojdzie on do skutku.   

Pozdrawiam ;)                                                                                   

środa, 1 listopada 2017

Wszystkich Świętych'17

Z powodu dzisiejszego i jutrzejszego święta tradycyjnie zmuszam do proponuję posłuchać jakiegoś requiem.
Dziś będzie to Requiem Es-moll Józefa Kozłowskiego (1757-1831).
Józef Kozłowski
Józef Kozłowski urodził się w polskiej rodzinie ziemiańskiej niedaleko Propojska (obecnie Sławograd na Białorusi), ale większość życia spędził w Rosji. Był nauczycielem muzyki Michała Kleofasa Ogińskiego. W latach 1786-96 służył w armii rosyjskiej ( w randze oficera) i brał udział w wojnie z Turcją (1787-91), tam też zwrócił na siebie uwagę księcia Grigorija Potiomkina... który mówiąc krótko załatwił mu karierę muzyczną w Rosji. Dzięki Potiomkinowi Kozłowski został dyrektorem carskich teatrów w Petersburgu. Skomponował muzykę do Niech rozgrzmiewa pieśń zwycięstwa, pierwszego hymnu Rosji, spopularyzował w Rosji poloneza, jest również twórcą romansu rosyjskiego jako gatunku muzycznego.

Dobra, tyle wystarczy!

Teraz o samym requiem.

Msza została skomponowana w 1798 roku i jest poświęcona pamięci króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Jest to po prostu arcydzieło. Muzyka tak piękna, uroczysta i poruszająca... nie będę nic więcej mówić, posłuchajcie. Późny klasycyzm w swojej najlepszej postaci.

Pozdrawiam!

No i znowu narzekam na siebie, że się rozpisać nie umiem.

piątek, 27 października 2017

Józef Wieniawski - zapomniany brat Henryka

Wpis miał być o kim innym, ale trafiłam w internecie na utwór Józka i szalenie mi się spodobał.

O Henryku Wieniawskim słyszał właściwie każdy, Kujawiak a-moll, Legenda, konkurs w Poznaniu itp. Natomiast jego brat, pianista, pozostaje trochę niedoceniony, choć przecież spokojnie dorównywał mu talentem.

Józef Wieniawski

Józef Wieniawski (1837-1912) tak jak Tausig i Zarębski, talent szlifował pod kierunkiem Franciszka Liszta. Z Zarębskim łączyła go jeszcze jedna rzecz. Fortepian dwuklawiaturowy braci Mangeot. Wieniawski i Zarębski byli jednymi z nielicznych wirtuozów gry na tym wyjątkowym instrumencie.

Oprócz Liszta, do grona jego nauczycieli należał także Charles-Valentin Alkan, niesamowicie ciekawa i enigmatyczna postać w muzyce... 
No kiedy ja o nich wszystkich napiszę :'(
Utwór, który dziś polecam Wam posłuchać, to koncert fortepianowy g-moll op.20 z 1858. Jak słusznie zauważył jeden z komentatorów na YouTube, słychać w nim wpływ Liszta, ALE moim zdaniem - na szczęście! - niezbyt duży. Dlaczego? Otóż ja zawsze uważałam, że w bardzo dobrych skądinąd koncertach fortepianowych pana Liszta trochę brakuje melodii. Natomiast u Wieniawskiego jest ich mnóstwo. Cały koncert przepojony jest niezwykłym liryzmem, w każdej części mamy przecudne, chwytające za serce melodie, melancholię, żal i żar!

Słucham już tego dzisiaj trzeci raz!

Chyba coś czuję, że zaktualizuję post o polskich koncertach fortepianowych!
To cudeńko zasługuje na fanów! ❤❤❤
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...