czwartek, 10 sierpnia 2017

Turlough O'Carolan (1670-1738), pierwsza harfa Irlandii

Dziś Turlough O'Carolan, irlandzki bard, mistrz harfy z przełomu wieków XVII i XVIII. Takiej muzyki tu jeszcze chyba nie było. Właściwie, to nazywał się Toirdhealbhach Ó Cearbhalláin... Ahh te celtyckie języki! Dlatego będę pisać uproszczoną angielską wersję jego nazwiska... niech mi pan Ó Cearbhalláin to wybaczy.

Był on niewidomy. W wieku 18 lat zachorował na ospę i stracił wzrok. Żeby jakoś zarobić na życie, przez trzy lata uczył się gry na harfie, a potem wraz z przewodnikiem wyruszył w podróż po Irlandii.

Dawał koncerty, tworzył poezję, a przede wszystkim starał się uzyskać mecenat. Jego mecenasami byli m.in. Margaret Brown i jej mąż, szósty hrabia Mayo. Owa Margaret to słynna Peggy Brown, o której śpiewa Myslovitz i 2 + 1. Tak, oni śpiewają wiersz O'Carolana, tylko nie z jego muzyką ;D
Pomnik artysty w Mohill, gdzie spędził dużą część swego życia
Turlough przeżył nieszczęśliwą miłość do Peggy, ale ani to, ani utrata wzroku nie przeszkodziły mu w założeniu rodziny. W wieku 50 lat, poślubił Mary Maguire i miał z nią siedmioro dzieci.

Utwory pana O'Carolana zostały opublikowane dopiero po jego śmierci. Za jego życia nie były zapisywane. Do dziś zachowało się ich około 220.

A są one piękne. Zupełnie inne niż wszystko. Niesamowita atmosfera epoki, która bezpowrotnie przeminęła, ba,  w której sam mistrz O'Carolan też stał już tylko jedną nogą. Jest przecież uważany za ostatniego irlandzkiego barda.

Captain O'Kane, mój ulubiony jego utwór.

Pożegnanie muzyki

A tu to samo na gitarze ;)

Jest sporo jego muzyki na YouTube, cała mi się tu nie zmieści... Polecam!

I przepraszam, że jestem taką rzadko dodającą posty świnią.

Do następnego! Ale upał, masakra ;D

poniedziałek, 31 lipca 2017

Jego Europa, jego!

Od jakiegoś czasu siedzę i myślę tylko, jak dostarczyć mojej publiczności klasycznej rozrywki. A tu w sukurs przyszedł mi Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Co prawda umieścili to trzy tygodnie temu, ale najwierniejszy subskrybent obejrzał to dopiero dzisiaj.

W sumie to oglądałam to już chyba ze dwadzieścia razy... i za każdym razem się śmiałam :D

Z humorem, z pomysłem i oczywiście profesjonalnie! Charakteryzacja po prostu genialna, 100 razy lepsza niż we wszystkich odcinkach Epic Rap Battle :D Tak się robi trailery!

NIFC, ty nawet nie wiesz jak mi zaimponowałeś w tej chwili!

Rok temu też mieli całkiem fajny trailer:

Szkoda, że znów się nie mogę wybrać. Na szczęście drogi nam Instytut umieszcza na swoim kanale niektóre nagrania z festiwalu.

No to nic, idę poszukać jakiejś kolejnej śmieszniej rzeczy dla moich muzycznych świrów. Pozdrawiam :)

poniedziałek, 17 lipca 2017

Ocieplanie wizerunku Antona Brucknera

No i znowu Austria... a jednak.

Nie mam zbyt wielkiego pojęcia o Brucknerze, kiedyś daaaaawno temu słuchałam paru jego utworów i nie przemówiły do mnie zbytnio. Po za tym, ciągle trafiałam na jego antyfanów, którzy mówili że to nudziarz, że jego symfonie są długie i "rozcieńczone" , bo raczej nie ma zbyt w nich emocji. A ja nie miałam ochoty tego sprawdzać.

Chciałam znaleźć zdjęcie młodego, ciacho 10/10 Brucknera, ale nie ma. Widocznie on zawsze był stary ;)
I tak było do czasu, aż trafiłam w yutubach na fragment Adagia z jego VIII Symfonii, dyrygowany przez Karajana w kościele, w którym Bruckner był kiedyś organistą. Włączając to, myślałam "eee, Bruckner, może tak źle nie będzie". I nie było.

Wspaniałe, magiczne adagio. Niektóre fragmenty brzmią po prostu jak nie z tej ziemi. Cała symfonia nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia, ale muszę posłuchać jeszcze raz. Finał też jest fajny. Polecam! Jak dla mnie brzmi lepiej niż bardziej znane Adagio z VII Symfonii.

Btw, znalazłam fajny obrazek. Bruckner idzie do nieba, gdzie czekają na niego inni kompozytorzy. Ilu potraficie rozpoznać? :D
Moim zdaniem to jest urocze.


Wiem też, że wielkim fanem Brucknera był zmarły niedawno dyrygent, maestro Stanisław Skrowaczewski Słyszałam w jego wersji I Symfonię bardzo dawno temu, zupełnie jej nie pamiętam. Bo teraz tę VIII to mam pod batutą Eugena Jochuma. A jego nie ma na YT w całości, więc dałam pana Celibidache. Okazuje się, że YouTube wcale nie jest taką przepastną skarbnicą nagrań... choć i tak ma tego mnóstwo.

No to nic, do napisania. Może popiszemy sobie o bardziej mainstreamowych kompozytorach w najbliższym czasie.

Macie jakieś sugestie czy uwagi? Piszcie koniecznie, ja nie gryzę za krytykę :D A bardzo zależy mi na opinii moich Czytelników.

Pozdrawiam :)

czwartek, 13 lipca 2017

Siegmund von Hausegger · Symfonia Natury

Dzisiaj kolejna porcja Austriaka. Ale już wkrótce znowu będziemy na ojczystej ziemi.

Ten pan poniżej to austriacki kompozytor Siegmund von Hausegger (1872-1948) i oczywiście trafiłam na niego łażąc po mojej ulubionej stronie internetowej... czyli YouTube.

😍

Siegmund to jest neoromantyzm, post-Wagner, jak Mahler, Rysiu Strauss czy nasz Karłowicz i inne fajne chłopaki.

Ojciec kompozytora, krytyk muzyczny Friedrich, był podobno jedną z pierwszych osób w Austrii, które poznały się na niesamowitości muzyki Wagnera i zaczęły promować jego styl i muzyczne idee. I oczywiście, miało to wpływ na bohatera dzisiejszego wpisu.


A utwór, który chcę wam dziś zaprezentować, to Symfonia Natury z 1911. Znalazłam ją,  bo ktoś zauważył że fragment brzmi jak Gwiezdne Wojny... I rzeczywiście. Ale ja nic na tacy Wam nie podam.
No  dobra, jak chcecie to przewińcie od razu do 38:35.
 
Jest to symfonia z chórem w finale. Tekst to wiersz Goethego pt. Prometeusz. A po za tym, symfonia jest oczyywiście inspirowana naturą I TO JEST PRZEPIS NA DOBRĄ MUZYKĘ! Zawsze byłam zdania, że muzyka inspirowana śpiewem ptaków, porami roku, zjawiskami pogodowymi, różnorodnością gatunków roślin i zwierząt, opadami atmosferycznymi i całą tą POTĘGĄ i pięknem przyrody jest najlepsza.

A zatem, polecam ją przesłuchać. Jest przepiękna, im więcej słucham tym mi się bardziej podoba.

Pozdro dla wszystkich :)

piątek, 7 lipca 2017

Urodzinowo · Gustav

Dzisiaj są urodziny Gustava Mahlera.
Tak wiem, infantylne, ale musiałam
Ze wszystkich poznanych i "wałkowanych" przeze mnie kompozytorów, Mahler miał na mnie chyba największy wpływ. A przecież nie minęło jakoś specjalnie dużo czasu. Co nie oznacza że jest moim ulubionym twórcą symfonii, bo wcale nie jest, sorry xD

Nie dziwię się, że jego muzyka nie podobała się krytykom w jego czasach, ani że obecnie nie jest tak popularna. Jest specyficzna. Dziwna. Ekscentryczna. Nowatorska. No i ta huśtawka nastrojów.

Żona Mahlera nie lubiła chodzić z nim na spacery, bo nigdy nie szedł w równym tempie, potrafił nagle przyśpieszyć i trudno było za nim nadążyć. Pracoholik, nerwus, miłośnik jeżdżenia na rowerze, pływania, turystyki górskiej... i takie tam inne ciekawostki. Nie wymawiał r po za tym. I raczej był niesympatyczny.
_________________________________

No ale dość tego!!!


Z symfonii Gucia nie wiem która w całości podoba mi się najbardziej. W całości rzadko ich słucham, bo są za długie. Stanowczo :D

 Ulubione to chyba 6, 7, 9, 3, 5, 1, 8. W słynną Dwójkę nie wsłuchałam się jeszcze dostatecznie. Najmniej z całej jego twórczości pociąga mnie jego twórczość wokalna. Kindertotenlieder, Pieśń o Ziemi, Pieśni wędrującego czeladnika - posłuchane, ale bez rewelacji.  Może dlatego, że są po niemiecku.

Na pytanie, który fragment z calutkiego Mahlera lubię najbardziej, odpowiedziałabym bez namysłu. Andante moderato z VI Symfonii. Nie da się go opisać. Z resztą, Mahler powiedział, że jeśli kompozytor potrafi wyrazić słowami to, co ma na myśli, to nie powinien pisać muzyki. ;)

Tu owy fragment. Fajna krówka na miniaturze, całe wideo zresztą jest bardzo dobrze zmontowane. Ale przede wszystkim mamy tu mistrzowską interpretację. Karajan. Aż się smutno robi, że nie nagrał wszystkich symfonii GM.


Natomiast obecnie bardzo lubię słuchać innego fragmentu. Druga część VII Symfonii. Nachtmusik.
Polecam posłuchanie - ale proszę to robić w nocy i to najlepiej pod gołym niebem. Wtedy przekonacie się, że noc to najwspanialszy wynalazek wszystkich czasów*! Oczywiście, jeżeli oczekujecie melancholijnego, tkliwego nokturnu, to się rozczarujecie. Noc sportretowana w tym fragmencie to noc tajemnicza, podczas której wszystko jest inne niż za dnia, magiczna, pełna uroku, groteski... i tego wszystkiego za co lubię Mahlera. No i last but no least - odgłosy natury! Są w tej partyturze oddane tak wspaniale, że kiedyś słuchając sobie tego wieczorem (oczywiście podczas spaceru) nie miałam pewności, czy słyszę świerszcze prawdziwe czy te muzyczne. Zatrzymałam na chwilę muzykę i co się okazało? Że to oczywiście muzyczne!
Tu macie pod batutą Bernsteina. Ja uwielbiam interpretację Soltiego, szkoda że nie ma jej na YT.

Jakbym chciała dać tu wszystkie fragmenty, które polecam, to by mi miejsca nie starczyło (tia). :D

Na szczęście trochę tego jest już w innych notkach. A nie chcę tu dawać jakiegoś depresyjnego adagia. Mahler miał niesamowity talent do wolnych części, jego adagia są najlepsze, ale depresyjne, a ja was nie chcę zasmucać.

Macie więc Blumine w wykonaniu Mahler Chamber Orchestra. Śliczny fragment, który był pierwotnie w jego I Symfonii, ale potem Gustav go wywalił...
Do napisania, drodzy Czytelnicy!


________________________
* To cytat, a raczej mała parafraza z wiersza Andrzeja Waligórskiego Ballada o starych portkach i glinianym świeczniku:

" (...)
A jeżeli masz ogródek
To wyjdziecie wszyscy razem
I na trawie rozścielicie
Stary, wysłużony koc 


I siądziecie by podziwiać
Najwspanialszy wynalazek
Wszystkich czasów - dobrą porę
Która się nazywa noc
."

Polecam cały wiersz, w postaci piosenki szczególnie ;D

sobota, 1 lipca 2017

Ptaki w muzyce - Vol.2

Od ostatniego ptasiego wpisu trochę czasu już minęło... konkretnie 8 miesięcy. Trochę utworków mi się nazbierało, poza tym jak wyjdę na dwór, to ptaszki śpiewają i MNIE PROWOKUJĄ... do pisania oczywiście. Więc dziś będą Ptaszki vol.2.

Pierwsza część:TUTAJ

1. Józef Haydn - Kwartet smyczkowy C-dur, op.33 nr 3 Ptak
Pierwszy jest Haydn i jego kwartet smyczkowy Ptak. Pogodny i wesoły... i naprawdę słychać w nim ćwir ćwir i inne ptasie odgłosy!


2.Wolfgang Amadeusz Mozart - Der Vogelfänger bin ich ja z opery Czarodziejski Flet
Jednym z głównych bohaterów opery Czarodziejski Flet jest Papageno, łapacz ptaków (Vogelfänger). Urocza aria Der Vogelfänger bin ich ja, ze słynnym motywem granym przez Papagena, którym zwabiał nieostrożne ptaszki.


3.Aleksander Alabiew - Słowik
Popularny niegdyś romans rosyjskiego kompozytora, opracowywany przez Liszta, Glinkę i grany nawet przez Marka i Wacka. Najbardziej podoba mi się w nim to, że w pod koniec do śpiewaczki dołącza flet i mamy bardzo ładny "dialog" dwóch ptaszków.


4.Ryszard Wagner - leśne ptaszęta z Zygfryda
Zygfryd zabił smoka Fafnera, a po spróbowaniu jego krwi zaczął słyszeć ludzkie (i nibelungowe) myśli i rozumieć śpiew ptaków. W tej przepięknej scenie mamy całą ptasią orkiestrę... ale najlepsze jest to, że śpiew ptaszka naprawdę staje się słowami. Przed spróbowaniem smoczej krwi melodia grana jest przez flet, natomiast potem śpiewa ją śpiewaczka. Taka magiczna przemiana.


4. Gustav Mahler - III Symfonia d-moll, cz.3 Comodo.Scherzando
III Symfonia Gustava opisuje świat od jego najniższych szczebelków... aż do samego Najwyższego. Oczywiście nie mogło zabraknąć ptasich motywów w wielkim lesie... zwłaszcza że sam autor był wielkim miłośnikiem przyrody. Mamy tu ptaszki od samego początku.


5. Maurycy Ravel - Oiseaux tristes z cyklu Miroirs
Tytuł to po prostu Smutne ptaki... Utwór różni się od innych na liście, ponieważ jest napisany tylko na fortepian. I to w zupełności wystarcza. Szacun. Szacun dla Maurycego za to, że potrafił zbudować całą atmosferę tylko przy pomocy jednego instrumentu.


6. Oliver Messiaen - Le Merle Noir
Nie wspominać o Messiaenie w przypadku ptaków to grzech ciężki, gdyż był najbardziej zakręconym na ich punkcie kompozytorem w historii. Napisał mnóstwo utworów z wykorzystaniem ptasich motywów, a to jeden z nich - Kos.

***
No i tak, teraz widzę że z tego Messiaena to jest cały Katalog ptaków, ponad 2 godziny, a u Mahlera w I Symfonii jest kukułka.
Temat rzeka. A raczej gąszcz. Z ptakiem na każdej gałęzi.

Jaki utwór z przedstawionych lubicie najbardziej? 
Jakie macie jeszcze propozycje?

________________
Ilustracja z Wikimedia Commons, autorem jest A.W.Seaby (1922)

niedziela, 25 czerwca 2017

Józef Nowakowski i cudny kwintet fortepianowy!

Witajcie. Został znaleziony (przeze mnie) kolejny nieznany kompozytor.
Józef Nowakowski (1800-65).
Urodził się w Koryciskach koło Radomia. Najpierw uczył się muzyki (gry na rogu, puzonie i fortepianie oraz teorii) przy klasztorze cystersów w Wąchocku. Był przyjacielem Chopina i podobnie jak on komponował głównie utwory fortepianowe. Są to etiudy, polonezy, mazurki, kontredanse. Pisał też utwory kameralne (dwa kwartety smyczkowe, kwintet fortepianowy) oraz symfoniczne (dwie symfonie i cztery uwertury), a także pieśni. Zmarł w Warszawie.
No i niestety, wiele jego utworów zaginęło. Ale II kwintet fortepianowy Es-dur ocalał. Jest uroczy!
Tutaj pierwsza część, na YouTube są kolejne, ale druga niestety trochę ucięta... postaram się coś z tym zrobić. ;>

Może to nie jest Stolpe czy Zarębski, ale i tak to cudowna muzyka, warta posłuchania. Na YouTube znajdziemy też parę jego etiud.

UWAGA
Jeśli macie jakichś nieznanych kompozytorów, o których mógłby być wpis, to koniecznie piszcie w komentarzach.

czwartek, 15 czerwca 2017

Ivo Pogorelić w NOSPR!

W ostatnią niedzielę w gmachu Narodowej Orkiestry Polskiego Radia w Katowicach wystąpił sławny chorwacki pianista, Ivo Pogorelić... Miałam przyjemność tam być! :D
Tuż przed koncertem
Program był następujący:
Fryderyk Chopin –
Ballada F-dur op. 38Scherzo cis-moll op. 39 
Robert SchumannKarnawał wiedeński. Obrazy fantastyczne na fortepian op. 26

i po przerwie
Wolfgang Amadeusz MozartFantazja c-moll KV 475 
Siergiej Rachmaninow II Sonata fortepianowa b-moll op. 36

Może to nie są moje ulubione utwory tych kompozytorów, ale i tak mi się podobało.
Dwa z nich, Karnawał wiedeński Schumanna i Fantazję Mozarta, słyszałam pierwszy raz. Ten Mozart przypadł mi do gustu szczególnie, mroczna atmosfera tego utworu jest naprawdę niesamowita.

No i był oczywiście bis...

Po zagraniu II Sonaty Rachmaninowa i gromkich oklaskach, pan Pogorelić oznajmił, że wykona jeszcze Valse Triste Sibeliusa. Najlepsza niespodzianka jaka może być, od tak dawna nie słyszałam tego utworu, i nigdy na fortepianie!
Ten walc na koniec poruszył mnie najbardziej, interpretacja była po prostu mistrzowska, zwłaszcza zakończenie. Takiego idealnego, delikatnego i smutnego piano nie słyszałam chyba nigdy...

Słuchając teraz innych fortepianowych wykonań tego walca na YouTube, mogę stwierdzić jedynie, że nikt nie gra tego tak przejmująco i pięknie jak Pogorelić. Inni pianiści wykonują go zdecydowanie za szybko. Warto przypomnieć sobie sztukę, do której walc był skomponowany. To Śmierć Arvida Järnenfelta. Utwór rozbrzmiewa w momencie, w którym główny bohater umiera.

Na YouTube jest też nagranie Valse Triste z recitalu Pogorelicia w 2009, oczywiście pirackie i słabiutkiej jakości... dlatego zostawiam Was z oryginalną wersją orkiestrową.

Orkiestra i dyrygent na nagraniu też są nieprzypadkowi, to WDR Sinfonieorester Köln i Jukka-Pekka Saraste. Razem z Gautierem Capuçonem grają dziś w Katowicach w NOSPR. Pozdrowienia dla wszystkich szczęśliwców którzy udają się na ten koncert, ja nie mogę niestety na nim być.

Polecam NOSPR! Tam jest naprawdę fantastycznie, a wczoraj na ich stronie został opoblikowany repertuar na następny sezon. Jest doprawdy w czym wybierać! :D
_____

Zdjęcie jest oczywiście moje. Jeśli ktoś z osób na nim obecnych nie życzy sobie umieszczania go tutaj, proszę mi to zgłosić. Usunę, bez obaw :)

wtorek, 6 czerwca 2017

Malarstwo i muzyka

Dzisiaj moi państwo, słuchamy muzyki inspirowanej dziełami malarskimi. Już dawno miał być o tym wpis!
Projekt bramy w Kijowie (Hartmann), Wyspa Umarłych (Böcklin), Stańczyk (Matejko), Bitwa Hunów (von Kaulbach), Narodziny Wenus (Botticelli), Rejtan (Matejko)
Modest Musorgski - Obrazki z wystawy (1874)
Pierwszą pozycję na liście zajmuje najsłynniejszy przykład "gatunku" - Obrazki z wystawy Modesta Musorgskiego. Jest to dziesięć miniatur powstałych pod wrażeniem obrazów jego zmarłego przyjaciela, Wiktora Hartmanna. Musorgski oryginalnie napisał je na fortepian, ale światową popularność zdobyły one w orkiestrowej aranżacji Maurycego Ravela.
Do naszych czasów zachowały się tylko niektóre prace Hartmanna - nie są to jakieś arcydzieła malarstwa... a jednak gdyby nie one, to genialnych Obrazków by nie było... Która część cyklu podoba Wam się najbardziej? Ja uwielbiam wszystkie...


Sergiusz Rachmaninow - Wyspa Umarłych (1908)

O Wyspie Umarłych kiedyś już tu rozmawialiśmy. Jest to płótno, (a raczej płótna, gdyż powstało kilka wersji obrazu) szwajcarskiego symbolisty Arnolda Böcklina. Rachmaninow zobaczył czarno-białą kopię obrazu i będąc pod wielkim wrażeniem skomponował genialny, mroczny poemat symfoniczny. Po jakimś czasie ujrzał oryginał obrazu i... czar prysł. Kompozytor przyznał, że gdyby od razu zobaczył Wyspę Umarłych w kolorze, nic by nie skomponował... Czarno-biała fotografia ma jednak niepowtarzalny wdzięk.




Ludomir Różycki - Stańczyk (1900)

Stańczyk też tu był, ale jest raz jeszcze. To opus pierwsze naszego Ludomira. Jak większość jego utworów, ma on wesołą, zawadiacką, swojską atmosferę - którą szybko przyswoiły sobie polskie kreskówki (Pyza) i podobne takie... O ile jednak obraz Matejki ma w sobie sporo niepokoju i smutku, o tyle scherzo symfoniczne Różyckiego jest utrzymane w raczej pogodnym klimacie.


Liszt - Bitwa Hunów (1857)

Liszt też lubił fajne płócienka.W 1857 skomponował poemat pt. Bitwa Hunów, wg. obrazu Wilhelma von Kaulbacha. Więc, jeśli obraz raczej nie przekonuje, lub przekonuje "tak średnio", z pomocą przychodzi dobry utwór.


Ottorino Respighi - Tryptyk Botticellego (1927)

Pan Respighi był tu przy okazji Ptaków w muzyce daaaaawno temu. Jest autorem znakomitego Tryptyku Botticellego, inspirowanego trzema obrazami renesansowego mistrza: Wiosną, Pokłonem Trzech Króli i Narodzinami Wenus. Moją ulubioną częścią tryptyku jest Pokłon Trzech Króli. Jest naprawdę niesamowity.



***
Na koniec bonusik, bo coś zupełnie innego. Utwór, w którym od muzyki znacznie ważniejszy jest tekst. Rejtan, czyli raport ambasadora Jacka Kaczmarskiego to wyjątkowa interpretacja obrazu Jana Matejki. O wszystkich wydarzeniach opowiada nam rosyjski ambasador, Nikołaj Repin. Muzyka jest tu na drugim miejscu.
Trochę inaczej niż w powyższych utworach...
Kaczmarski napisał w ogóle mnóstwo piosenek na podstawie obrazów, ale ta jest chyba moją ulubioną.

To tyle na dziś, pozdrawiam!

sobota, 27 maja 2017

Hans Rott · Brahms chciał wysadzić pociąg

Dzisiaj moi państwo znów będzie o mało znanym kompozytorze.
Dla odmiany austriackim.
Hans Rott
Hans Rott (1858-84) dziś jest zapomniany, ale za życia zdobył pewne uznanie. Był doceniany przez Brucknera i Mahlera, ten drugi nazywał go wręcz geniuszem. Za to Brahms uważał go za beztalencie.

Brahms... zaraz sobie o nim pogadamy jeszcze. 

Hans niestety miał pewne problemy, przez które wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Mianowicie, w 1880 roku podczas podróży pociągiem straszył jakiegoś pasażera rewolwerem i mówił - uwaga - że Brahms napełnił dynamitem cały pociąg.

Więc psychiatryk, depresja - a na koniec gruźlica i pożegnanie się z tym światem w wieku 25 lat.
Hej, a może on miał rację i do psychiatryka wsadzili go ludzie opłaceni przez J.B???
Dzieła, które po sobie pozostawił, są jednak bardzo udane i warto ich posłuchać. Na uwagę zasługuje np. Symfonia E-dur, dzieło dwudziestolatka.

 Gustav Mahler się tym zachwycał. Nie dziwię się... bo to brzmi jak Mahler, a zwłaszcza scherzo! No i te wolne fragmenty, genialna symfonia moim skromnym zdaniem.

Tu natomiast lapidarna, 14-minutowa Symfonia na orkiestrę smyczkową.

Na YouTube możemy znaleźć jeszcze inne utwory, m.in. kwartet smyczkowy (też bardzo fajny) oraz pieśni i kilka innych drobniejszych utworów orkiestrowych.

***
A teraz Brahms.
Wiecie, mam z nim ostatnio kłopot.
Jego symfonie... jak sobie którąś włączam, to po trzech minutach mam dosyć...
Być może Wagner miał rację nazywając Johannesa drewnianym. Nietzsche mówił w jego przypadku o "muzycznej impotencji", a George Bernard Shaw oskarżał go o "przebieranie się" za Beethovena lub Haendla i robienie hałasu.
Coś w tym jest.

hehehe
 Z resztą, słucham ostatnio sporo Wagnera właśnie... i mam wrażenie, że przejście z Brahmsa na Wagnera jest możliwe - natomiast odwrotnie już nie. Chyba, że ktoś jest masochistą, ale ja nie jestem.

____________
Przydałoby się coś może o jakichś naszych, bo od dawna w obcokrajowcach siedzimy... ;)

wtorek, 16 maja 2017

Leo Ornstein · 80 lat komponowania

Wracam z przytupem, koledzy i koleżanki.

Dziś będzie o Leo Ornsteinie, genialnym kompozytorze i pianiście, słynnym w latach swej młodości, natomiast potem zapomnianym i niedocenianym. Był on też chyba najdłużej żyjącym kompozytorem, którego zna historia - przeżył całe XX stulecie, zahaczając jeszcze o XIX i XXI wiek. Narzekamy - Chopin młodo umarł, Mozart, Schubert...tu mamy Ornsteina, 109 lat, nażył się za nich wszystkich.
Leo Ornstein w 1918
Urodził się w 1893 roku w Krzemieńczuku, obszarze należącym niegdyś do Rzeczypospolitej, a po 1922 roku (traktat ryski) wcielonym do Rosji sowieckiej. Jego ojciec był kantorem w synagodze i to on zaznajomił go z podstawami muzyki. W 1902 roku Józef Hoffman, słynny pianista i macho od wycieraczek i spinacza biurowego, był przejazdem w Krzemieńczuku i zachwycił się grą młodego Lwa. Załatwił mu więc naukę w konserwatorium petersburskim. Potem młody artysta kształcił się jeszcze w Kijowie oraz Moskwie. Były to jednak jego ostatnie lata w Europie - w 1906 wraz z rodziną wyemigrował do USA, uciekając przed pogromami Żydów. W Stanach uczęszczał jeszcze do słynnej Juillard School, założonej w 1905. W 1911 miał miejsce jego debiut pianistyczny.

Zajmijmy się wreszcie muzyką, a nie tymi wszystkimi szkołami.
Pierwsze kompozycje Ornsteina były bardzo awangardowe. Wtedy mówiło się na takie futurystyczne. Po jego koncercie w 1914 w Londynie, jedna z gazet pisała, że twórczość Ornsteina to krzyżówka Schoenberga ze Skriabinem...
Czy rzeczywiście?
Tu jeden z najbardziej znanych przykładów jego wczesnego stylu, Danse Sauvage - Taniec Dzikusów.
Z uwagi na tematykę, dochodzi jeszcze Strawiński, co nie? Święto wiosny xD

Już widzę ile osób w tym momencie przestaje czytać i puka się w głowę, czego ja każę wam słuchać. Proszę was, doczytajcie do końca, a przekonacie się że warto znać Ornsteina, nawet gdy nie lubimy tego całego futuryzmu.

W krótkim czasie nasz znajomy zdobył wielką sławę jako pianista i szermierz nowoczesności w muzyce (modernism's poster boy xD) był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w środowisku muzycznym USA. Klastery, atonalność, fajne tytuły (np. Samobójstwo w samolocie, czy to nie brzmi super?)... No i oprócz tego bardzo cenione wykonania muzyki Beethovena, Chopina, a także kompozytorów nowoczesnych jak Bartok, Strawiński, Ravel czy Schoenberg.

Ale przyszły lata dwudzieste i Leo wykonał obrót o 180 stopni.
Przestał pisać tak awangardowe utwory.
A kilka lat później skończył karierę pianisty.
Czemu? Dokładnie nie wiadomo. Znawcy tematu uważają, że nie umiał się odnaleźć w środowisku muzycznym USA, zbyt był niezależny i skoncentrowany na własnym, oryginalnym stylu. Po za tym, amerykańska publiczność była bardzo konserwatywna i nie przepadała za futuryzmem.

W tym czasie wraz z żoną, Pauline Cosio Mallet-Prèvos, także pianistką, założył The Ornstein Music School w Filadelfii.

Ale co się stało, to się nie odstanie. Wycofanie się z życia muzycznego spowodowało, że wkrótce jego twórczość została zapomniana i uznana za peryferyjne i mało znaczące zjawisko.

I paradoksalnie tu pojawiają się utwory, które znać trzeba i które obecnie są coraz częściej grane, m.in. przez nieocenionego pana Hamelina.

Np. jednoczęściowa II Sonata wiolonczelowa, po prostu idealne połączenie fortepianu z wiolonczelą, rzecz tak piękna, że...


Albo kwintet fortepianowy. Jak na moje amatorskie uszy, brzmi to jak Zarębski + Szymanowski + Szostakowicz, genialne!! Tu pierwsza część tylko, na YouTube można znaleźć pozostałe. Przy fortepianie oczywiście Hamelin.

A tu koncert fortepianowy, mroczny i niesamowity. Jak go sobie powtarzałam wczoraj, skojarzył mi się z muzyką z Indiany Jonesa... taaak, ale jest lepszy, trochę straszy.

Oryginalny styl Ornsteina, pełen niesamowitej harmonii, egzotyki, bardzo barwny, impresjonistyczny i ekspresjonistyczny... czego chcieć więcej? Współczesna muzyka powinna iść tą drogą właśnie, a nie jakimiś hałasami.

Ornstein zmarł w 2002 roku doczekawszy się dwójki dzieci, pięciorga wnucząt i czworga prawnucząt, łał.
Ostatni jego utwór, VIII Sonata, został napisany w 1990. Zatem od pierwszych kompozycji dzieli go przepastny okres prawie 80 lat.

A na koniec coś melancholijnego i nowoczesnego, ale w tym bardziej popularnym tego słowa znaczeniu. Solitude, czyli utwór o samotności. Lepsze 1000 razy niż jakiś tam Einaudi, Zweiaudi, czy jakoś tak...

niedziela, 7 maja 2017

Powrót i parada siódmomajowa

Wracam na blog po tej trochę dłuższej przerwie. 

Dziś mamy urodziny dwóch gigantów z epoki romantyzmu - Johannesa Brahmsa (1833-97) i Piotra Czajkowskiego (1840-93). Nie wiem, którego lubię bardziej, Brahms miał genialną muzykę kameralną, fortepianową, koncerty i symfonie, natomiast Czajkowski... właściwie to samo, plus opery i balety.
Brahms i Czajkowski
Robimy im teraz razem przyjęcie, a Czajkowski nie miał o muzyce Johannesa  zbyt dobrego zdania. Uważał, że brodacz nie ma wyobraźni i inwencji melodycznej. Natomiast Brahms Piotra nie krytykował. On raczej nie miał zwyczaju wieszania psów na innych muzykach. Robili to za niego inni. Np. Eduard Hanslick, krytyk muzyczny, jeden z największych zwolenników muzyki Johannesa. Nie cierpiał za to Wagnera, Liszta, no i Czajkowskiego też. Jego zdaniem koncert skrzypcowy Rosjanina to muzyka która śmierdzi uszom. Serio.

Ja tam koncert Piotra Iljicza lubię, podobnie jak koncert brodacza z Hamburga, jednak ostatnio ich nie słucham. Trochę mi się ta estetyka przejadła... 

Nie wiem, co dać do posłuchania. W sumie oni obaj mi się trochę przejedli, choć nadal jestem wielkim fanem ;)

Macie tu nieśmiertelny drugi koncert Brahmsa, tym razem z niesamowitym panem Hamelinem w roli głównej :)


I szóstą symfonię Patetyczną Czajkowskiego też.


Kogo wolicie bardziej - Piotra czy Jasia?

Teraz już będą posty w miarę regularnie. Jest mnóstwo, mnóstwo spraw, które muszę tu poruszyć.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Wielkoczwartkowo...

Mam na dziś dwa utwory.
Stabat Mater Giovanniego Battisty Pergolesiego i Stabat Mater Arvo Pärta. Warto posłuchać obydwu, to cudowne mieć możliwość sprawdzenia, jak dwaj różni kompozytorzy, z różnych epok, poradzili sobie z tym samym tekstem.
***
Najpierw Pergolesi. Sopran, kontralt, organy i orkiestra... I pomyśleć, że on miał tylko 26 lat kiedy to napisał... bo wkrótce potem zmarł. Naprawdę, o muzyce chyba naprawdę nie można pisać! Nie da się jej opisać...


A potem Arvo Pärt i jego współczesna Stabat Mater (skomponowana w 1985, poprawiona w 2008). Tu mamy orkiestrę i chór. Nie mam takich barokowych ozdobników i "muzycznych dekoracji" jak w poprzednim utworze, wszystko jest proste, minimalistyczne, ascetyczne...


Nie chcę lać więcej wody, to nie ma sensu. Posłuchajcie.

Tutaj, jakby ktoś chciał, propozycje na Wielki Czwartek sprzed roku:
po-klawiszach.blogspot.com/2016/03/pasja-czy-stabat-mater.html
---------------------------------------------------------

Obraz: Jacques Stella (1596 -1657), Pieta

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

...w łepetynie mam tylko klawisze.

Mozart wszystko objął i ogarnął, co się tylko twórczością muzyczną nazywa, a ja w łepetynie mam tylko klawisze. ...Ale wiem moje granice i wiem, że zdurniłbym się wtedy, gdybym się sadził i spinał zbyt wysoko, zdatności po temu nie mając... Suszą mi głowę, abym symfonie i opery pisał, i wszystko, co jest, chcą we mnie mieć: i polskiego Rossiniego, i Mozarta, i Beethovena. A ja po cichu się śmieję i myślę, że od małego zacząć potrzeba. Jestem fortepianistą tylko, jeżeli jestem coś wart, to i dobrze - po mnie więksi przyjdą, co szerzej muzykę ogarną i w nich polska muzyka rozszerzy się i rozkwitnie. Myślę, że lepiej robić mało, ale dobrze, jak tylko mogę, jak wszystkiego się chwytać, a źle wykonać...
Fryderyk Chopin

 Szczerze i bardzo mądrze.
Po za tym, czy nie uważacie, że polszczyzna Chopina była urocza? :)
Z tej książeczki ten cytat zaczerpnęłam. A bohaterowie drugiego planu to nokturn f-moll i pianinko...

Do zobaczenia w Wielki Czwartek.

czwartek, 30 marca 2017

So You Want To Write a Fugue?

Glenn Gould... Od dawna miał być tu o nim artykuł, ale nigdy jakoś nie wiedziałam jak zacząć.
Glenn Gould
Dla niewtajemniczonych: Glenn (1932-83) był kanadyjskim pianistą, szczególnie znanym ze swych interpretacji dzieł Jana Sebastiana Bacha (szczególnie Wariacji Goldbergowskich) oraz ekscentrycznego zachowania. Np. śpiewał  i mruczał podczas grania, nawet w czasie nagrywania w studiu, ponadto zawsze zajmował przy klawiaturze bardzo niską pozycję, inną niż większość pianistów. Siedział wtedy na krześle, które zrobił dla niego ojciec.

Znany jest też jego "ujemny entuzjazm" dla muzyki Chopina, Liszta, Schumanna i innych romantyków, których prawie wcale nie grał.

 Swój ostatni koncert dał w wieku 32 lat, potem nagrywał tylko płyty oraz nagrania wideo. W ogóle, był prawdziwym nagraniowym pedantem.  Za życia już stał się legendą, a jego przedwczesna śmierć (z powodu udaru w wieku 50 lat), jeszcze bardziej tę legendę umocniła.
Jest uważany za jednego z najwybitniejszych pianistów wszechczasów. Do dziś na całym świecie przybywa mu fanów, którzy spierają się czy te jego dziwactwa były autentyczne czy stanowiły tylko sposób zwrócenia na siebie uwagi...

W świadomości wielu istnieje on jako genialny muzyczny... świr, postać uwielbiana przez jednych i budząca niechęć u drugich... i nic poza tym...

Dlatego dziś pokażemy go trochę z innej strony. Pokażemy, że zainteresowanie twórczością Jana Sebastiana Bacha może dawać bardziej wesołe rezultaty.

***

W wyemitowanym 4 marca 1963 roku programie pt. Anatomia fugi, Glenn  postanowił zachęcić widzów do napisania fugi i udzielił cennych rad kompozytorskich. Oczywiście wszystko w formie... fugi właśnie. Jego kompozycja pt.So you want to write a fugue?, napisana na cztery głosy solowe i kwartet smyczkowy (lub fortepian) to parodia stylu Bacha i różnych technik kompozytorskich. Zawiera różne muzyczne cytaty, np. słynny motyw B-A-C-H, motyw z II Koncertu branderburskiego i ze Śpiewaków Norymberskich Wagnera.A tekst - wnosząc z licznych komentarzy na YouTube - naprawdę potrafi zachęcić do napisania fugi...
Oryginalne wykonanie:

Pisząc tę fugę, Glenn popisał się naprawdę niesamowitą wiedzą... i oczywiście poczuciem humoru. Np. w momencie, gdy słyszymy zdanie "just ignore the rules and try" ("zignoruj zasady i spróbuj"), tenor i bas śpiewają w równoległych kwintach, a równoległe kwinty to rzecz ZAKAZANA w klasycznej fudze :)) A po linijce "John Sebastian must have been a very personable guy" ("Jan Sebastian musiał być naprawdę przystojnym facetem", OMG!!), słyszymy króciutki quodlibet czyli kilka melodii JS Bacha granych jednocześnie!

Krótko mówiąc, szacun dla Glenna rośnie z każdą chwilą!

***

A na koniec coś jeszcze, mianowicie najdziwniejsza rzecz z Glennem w roli głównej, na którą trafiłam w internetach. Façade - z muzyką Williama Waltona, do wierszy awangardowej poetki Edith Sitwell. Odlot na poziomie.
W sieci jest sporo ciekawych filmików o nim... ale ten jest chyba najbardziej zwariowany.

Chyba sobie sprawię jakąś lekturkę o Glennie do poczytania, bo zainteresował mnie ostatnio. Ale to dopiero jak będę mieć już spokój z innymi sprawami...

Lubicie Glenna Goulda? Podobała Wam się fuga?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...