niedziela, 25 września 2016

Teleskop i nuty Herschela

Kiedyś tu był artykuł pt.Nie wiedziałeś, że oni też komponowali. Były tam cztery osoby: Fryderyk Nietzsche, Charlie Chaplin, Borys Pasternak i Ernst Hanfstaengl. Tylko tyle, bo o Herschelu jeszcze nie wiedziałam. Znaczy się wiedziałam, że astronom... ale że kompozytor nie....
William Herschel i Uran na znaczku pocztowym z Wybrzeża Kości Słoniowej
William Herschel (1738-1822), z urodzenia Niemiec, mieszkający od 19 roku życia w Anglii, znany jest najbardziej z odkrycia planety Uran, dwóch księżyców Saturna i innych odkryć astronomicznych (obliczył np. wysokość gór na Księżycu). Był też konstruktorem teleskopów - zbudował ich ponad 400. Jest także uważany za odkrywcę promieniowania podczerwonego. Także jego siostra Karolina i syn John dokonali odkryć astronomicznych.

W młodości pełnił stanowisko dyrygenta i organisty. Potem w ogóle już zajmował się tylko nauką.

Napisał m.in.18 symfonii na małą orkiestrę, 6 symfonii na dużą, kilkanaście koncertów, utwory klawesynowe, skrzypcowe... wszystko w stylu klasycystycznym. Był w końcu współczesnym Haydna i Mozarta.

 Tutaj macie VIII Symfonię. Moim zdaniem jest bardzo fajna, i momentami dość nowatorsko brzmi.Szczególnie podoba mi się fragment od 0:30  0:35. To nawet brzmi tak neoklasycznie, XX-wiecznie nawet.

Ciekawostka: Herschel był pewien że znalazł dowody życia na Księżycu i że środek Słońca jest zamieszkały...

niedziela, 18 września 2016

Ludomir Różycki


Dzisiaj znów wpis urodzinowy, z okazji 133. rocznicy urodzin wybitnego polskiego kompozytora, Ludomira Różyckiego.Jeszcze tu chyba o nim nie było, nie licząc tego artykułu o jego Casanovie... ale tam było niepochlebnie...

Różycki to jeden z tych kompozytorów, którzy święcili triumfy za życia, natomiast po śmierci o nich zapomniano. Ze wszystkich swoich kolegów z grupy Młoda Polska (oprócz niego to Szymanowski, Fitelberg i Szeluto) osiągnął największe uznanie i komercyjny sukces.
 
Ludomir Różycki z gazetką, Lwów 1935
Urodził się w 1883 roku w Warszawie. Jego ojciec, Aleksander Różycki, był uznanym nauczycielem gry na fortepianie. Mały Ludomir bardzo lubił muzykę, to ojciec udzielał mu pierwszych lekcji gry na fortepianie. Kształcił się w konserwatorium warszawskim: kompozycji uczył go Zygmunt Noskowski (autor Stepu, pierwszego polskiego poematu symfonicznego i jednego z najfajniejszych utworów jakie znam).

Jego pierwszym ważnym utworem było scherzo symfoniczne Stańczyk, zainspirowane słynnym obrazem Jana Matejki. Pierwsze wykonanie odbyło się w 1904 roku, w Filharmonii Warszawskiej. Na sali obecny był Engelbert Humperdinck, autor słynnej opery Jaś i Małgosia. No i tak właściwie zaczęła się międzynarodowa kariera Ludomira. Pan Humperdinck zaproponował mu studia w Berlinie.

W tym samym roku ukończył konserwatorium warszawskie i ...poznał swoją przyszłą żonę, Stefanię, śpiewaczkę. Ich jedyne potomstwo to córka Krystyna (ur.1909).

W Niemczech Ludomir poznał Ryszarda Straussa, który polecił go swoim wydawcom i pokazał mu dobre kanały dystrybucji.  Pisze też tam poematy symfoniczne Bolesław Śmiały i Pan Twardowski, daje koncerty. W 1905 roku, wraz z Szelutą, Szymanowskim i Fitelbergiem, dzięki poparciu ks.Lubomirskiego, zakłada Spółkę Nakładową Młodych Kompozytorów Polskich - która przez następne lata będzie wydawała ich dzieła.

 
Od lewej: Apolinary Szeluto, Karol Szymanowski, książę Władysław Lubomirski, Grzegorz Fitelberg i Ludomir Różycki. Wiedeń 1910
Kolejne lata Różyccy spędzają we Lwowie, gdzie Ludomir dyryguje i uczy, a także pisze kolejne poematy i operę pt. Meduza, o Leonardzie da Vinci. Oczywiście dzieło było wielkim sukcesem. W latach 1913-18 Ludomir znów mieszka w Dojczlandzie, gdzie pisze swoją kolejną operę Eros i Psyche, na podstawie sztuki Jerzego Żuławskiego, balet Pan Twardowski, który do dzisiaj jest często wystawiany i operę Casanova, jego największy przebój w tamtych latach. To on skomponował też muzykę do pierwszego polskiego filmu dźwiękowego pt. Moralność Pani Dulskiej.

W czasie II wojny Niemcy proponowali mu podpisanie volkslisty, ale nie ugiął się. Wtedy zaginęło wiele jego rękopisów, mieszkanie spłonęło, a córkę wywieziono na roboty w głąb Niemiec (na szczęście znalazła się po wojnie). Utrzymywał się z udzielania lekcji i grania na konspiracyjnych koncertach.
 
Ludomir, który wiele Niemcom zawdzięczał i uwielbiał ich muzykę, teraz, zresztą jak wszyscy Polacy, doznał od nich wielkiej krzywdy. Sam mówił o tym tak:
Gdy wspominam owe koszmarne lata, jest mi wstyd, że wśród Niemców, znakomitych artystów, miałem przyjaciół... Wielu z nich żyje, ale z żadnym nie nawiązuję nawet kontaktów korespondencyjnych.


Po wojnie komuniści postanowili zagospodarować przedwojennych artystów, w tym i Ludomira. Dostał od państwa willę w Zachełmiu, na Ziemiach Odzyskanych. On i jego żona przyjęli posady w wyższych szkołach muzycznych w Katowicach i Gliwicach: Ludomir uczył kompozycji, a Stefania śpiewu.

W 1949 Ludomir przeszedł na emeryturę. Rok później władze Polski Ludowej postanowiły uczcić jubileusz 50-lecia pracy twórczej Ludomira. Zorganizowano wielką fetę, mnóstwo koncertów, wykładów, pierwszą powojenną inscenizację baletu Pan Twardowski... oczywiście podkreślając, że muzyka pana Różyckiego ma wyjątkowo socrealistyczny wydźwięk, i to sami robotnicy chcą go uhonorować...

W Nowy Rok 1953 roku kompozytor niespodziewanie zmarł, na atak serca. Miał niewiele ponad 69 lat. Śmierć przyszła do niego, gdy miał jeszcze plany kompozytorskie i rekonstruował zaginione w czasie wojny partytury.

Już w kilka lat po jego śmierci jego muzyka bardzo straciła na popularności. Opery grano coraz rzadziej, nie mówiąc o innych utworach. A dziś jest to kompozytor praktycznie nie znany. To Szymanowski ma teraz stale powiększające się grono fanów.
 
Scena z baletu "Pan Twardowski", Opera Nova w Bydgoszczy
***
Pozostawił po sobie opery, początkowo pisane pod wpływem Wagnera, a następnie skręcające stylistycznie w kierunku Pucciniego. Uważane są za najlepsze - zaraz po dokonaniach Moniuszki - opery polskie. W jego dorobku są też poematy symfoniczne, dwa koncerty fortepianowe i skrzypcowy (skończony dopiero po jego śmierci), pieśni, utwory kameralne i fortepianowe. Nie są one nowatorskie, wszystkie utrzymane w stylu późnego romantyzmu, z elementami impresjonistycznymi.

Jego oper nie znam, bo nie ma ich nigdzie nagranych. Poematy symfoniczne fajne, najbardziej lubię Stańczyka. Z pieśni znam tylko (bo tylko to jest dostępne) Orfan napisany do mrocznych tekstów Cezarego Jellenty. I to jest mistrzowskie. Całkiem podoba mi się też jego I koncert fortepianowy i sonata wiolonczelowa. Nie porywają mnie zbytnio, ale są napisane z kunsztem i talentem.  Myślę, że istnieją ludzie którzy spokojnie mogliby się w nich zakochać :) A na pewno warto o tym twórcy pamiętać.

Teraz więc słuchanie:

Stańczyk, op.1 (1900)

Mona Lisa Gioconda, op.29 (1911) - preludium symfoniczne, inspirowane obrazem Leonarda da Vinci

Orfan, op.12 (1906)

I koncert fortepianowy g-moll, op.43 (1918)

Przepraszam, że takie długie...

Większość informacji wzięłam stąd.

Ilustracje: culture.pl, szeluto.pl, kulturaonline.pl

wtorek, 13 września 2016

Najlepszego, Clara!

Rok temu zrobiliśmy tu na blogu małą imprezkę z okazji urodzin Arnolda Schoenberga, tfurcy dodekafonii, burzyciela harmonii itd. (kliknij TUTAJ by to sobie przypomnieć). Dzisiaj świętujemy z okazji urodzin kogo innego.

Clara Schumann (1819-96), de domo Wieck, też urodziła się 13 września, tylko że trochę wcześniej. Warto sobie o niej przypomnieć. Była nie tylko wybitną pianistką i towarzyszką życia Roberta Schumanna, ale także kompozytorką. Po śmierci swojego męża (przeżyła go 40 lat), wraz z bohaterem poprzedniego wpisu, Brahmsem, zajmowała się propagowaniem twórczości Roberta.

Clara Schumann
Pisałam tu dawno temu, we wpisie o Schumannie, że ojciec Clary był przeciwny ich małżeństwu. Uważał, że taki świr artysta jak Robert nie będzie dobrym mężem. Ale była sprawa w sądzie, i zakochani wygrali. Szkoda, że pan Schumann nie był zupełnie zdrowy psychicznie...

Ale my tu przecież nie o nim, tylko o jego żonie :D

To nie mit, że za ich życia ona była sławniejsza. Miała międzynarodową sławę, bo była znakomitą pianistką. A Schumann, z uszkodzoną dłonią, piszący ciągle jakieś miniaturki, nie za bardzo :) Podobno kiedyś po koncercie Clary, jakiś ważny jegomość spytał się go: Czy pan też jest muzykalny, panie Schumann?

:D

Zapraszam do zapoznania się z jej koncertem fortepianowym a-moll. (1833-35). Napisała to jak miała 16 lat.

sobota, 10 września 2016

Ten nudziarz Brahms

Brahms uchodzi za nudziarza - faceta, który specjalnie wydłużał swoje utwory żeby były nudne. Wagner nazywał go drewnianym.Tak drewnianym, że drzazgi sobie można wbić. Wielu ludzi na samo słowo Brahms puszcza sobie jego Kołysankę i idzie spać. Jeszcze inni bardzo się cieszą, przypominają sobie pewną znaną, pełną temperamentu cygańską melodię... z której komponowaniem Brahms nie miał jednak nic wspólnego. Większość ludzkości na szczęście i tak Brahmsa nie kojarzy i żyje sobie spokojnie bez deliberowania nad jego osobą...
Zacznijmy od tego, że to jest okropnie smutne, że właściwie żadna kompozycja Brahmsa nie jest przebojem, czymś na miarę Eine Kleine Nachtmusik, czy Lotu trzmiela. Jego Tańca węgierskiego nr 5 nie liczę bowiem, pisałam już, że to jest pozszywane z węgierskich melodii... Zupełnie niereprezentatywne dla jego twórczości. Kołysankę napisał zupełnie sam - jednak to nie przyczynia się do jego dobrej sławy. Ktoś rzuci "nudny Brahms", zaraz przypominamy sobie Kołysankę i aha, no jasne, sam sobie napisał melodyjkę, żeby mu się lepiej spało na własnym koncercie.
Młody Brahms, zanim brodę zapuścił.Nie wyglądał nudno :)

Jego koncerty, symfonie, muzyka chóralna, kameralna i fortepianowa - a nawet tylko jej fragmenty - są po za zasięgiem większości ludzi. I to jest smutne.

Ja przez pewien czas też uważałam, że Brahms był nudny, bo w internetach mnie nim straszyli. Wzięłam się do jego dwóch pierwszych symfonii i one mi się nie spodobały. Do tego stopnia że w ogóle go zignorowałam, i nawet sobie myślałam, że dobrze, że opracował te Tańce węgierskie, bo by w ogóle się niczym nie przysłużył. Tak samo nie podobało mi się Niemieckie Requiem.

Czas jednak mijał... posłuchałam jego genialnego kwintetu fortepianowego i sama byłam zdziwiona - to jest Brahms? Potem usłyszałam intermezzo A-dur, i przypomniałam sobie, że kiedyś już tego słuchałam... Jaki to wspaniały i wzruszający utwór... Potem postanowiłam wreszcie posłuchać jego I koncertu fortepianowego d-moll... i naprawdę zakochałam się w tym utworze!

A do posłuchania dziś to intermezzo A-dur op.118 nr 2, gra Henryk Neuhaus. Jakość nagrania nie powala, bo już trochę stare... ale interpretacja jest po prostu niesamowita. Ja też uczę się tego grać i umiem całkiem sporo :)

A tu intermezzo Es-dur op.117 nr 1, w wykonaniu Glenna Goulda. Jak widać, dobrze grał nie tylko Bacha.

 No to tyle, cześć!

wtorek, 6 września 2016

Chopin: nieznane preludium nr 27

Jest pewien utwór Chopina, o którym polska strona milczy...
File:Full page, Chopin Prelude 27.png

Chodzi o tzw.preludium nr 27 Diabelski tryl, w tonacji es-moll. Nazwa została nadana przez Jeffreya Kallberga, amerykańskiego muzykologa z uniwersytetu w Pensylwanii. Nawiązuje ona do słynnej sonaty Z diabelskim trylem Tartiniego.

Kallberg odtworzył preludium z widocznej powyżej nabazgranej notatki, którą Chopin poczynił będąc na Majorce. To wtedy powstawały słynne preludia op.28.

Pierwszy raz dzieło zostało wykonane w 2002 roku na Newport Music Festival w Newport na Rhode Island, wykonawcą był Alain Jacquon.

Hah, i tyle :D

To chyba jedyny utwór Chopina, o którym w polskim internecie nic nie ma. To znaczy nie było, bo teraz już zapełniłam tę lukę :)

Chopin byłby chyba niepocieszony, że ktoś czyta jego bazgroły...

***

A do mnie przyjechała dzisiaj  książka - o Chopinie, pióra ... Franciszka Liszta! Pierwszy raz wydana w 1852.
Już w przedmowie piszą, że nie jest ona rzeczowym źródłem informacji o Fryderyku. Liszt zrobił masę błędów, nie miał materiałów źródłowych gdy ją pisał...

Ale to dla mnie nie ważne, ja chcę wiedzieć co Liszt myślał o Chopinie, jak opisał czasy w których żył, polskie zwyczaje itp. Takich książek się już dziś nie pisze, mnie zaś zawsze ciekawiło to, co było kiedyś, jaki był wtedy sposób myślenia...

 Jak przeczytam, to oczywiście recenzja będzie!

Przepraszam, że z  poślizgiem, i że tak krótko, ale niestety... wakacje się skończyły... ;( ;( ;(

Obrazki: 
Rękopis - Wikimedia Commons
Książka - moje :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...