sobota, 31 grudnia 2016

Na Sylwestra - podsumowanie!

Dziś mamy 31 grudnia, pora wreszcie podsumować 365 dni naszej pracy!
W roku 2016, drugim roku istnienia tego bloga, zostały tu opublikowane 62 wpisy (ten też się liczy).

Z ogromną radością muszę przyznać, że naprawdę dużym zainteresowaniem cieszyły się artykuły związane z muzyką polską. To naprawdę wspaniały i bardzo budujący fakt. Nasza rodzima sztuka zawsze powinna być dla nas priorytetem!🎵😀
2016... 2017...

Oto 12 najpopularniejszych  postów napisanych przeze mnie w 2016 roku.
Zobaczcie, w co najchętniej klikaliście i co, mam nadzieję, czytaliście ;)

I - 10 koncertów fortepianowych, które trzeba znać

II - Chopin - nieznane preludium nr 27

III - Józef Krogulski - Mozart z Tarnowa?

IV - Gustaw (Mahler) z IV części Dziadów

V - O Čiurlionisie

VI - Maliszewski - wielki zapomniany?

VII - Ptaki w muzyce

VIII - Goplana - moja recenzja

IX - Dwie wyspy umarłych

X - Wakacje z Karolem

XI - Gwiazda Ludomira

XII - Polskie koncerty fortepianowe!

Udanego Sylwestra, kochani miłośnicy muzyki! :D 💙🎆

Ilustracja: fotograf to oczywiście ja... Kto zgadnie jaki utwór jest na zdjęciu?

piątek, 23 grudnia 2016

Wesołych Świąt!

Wesołych świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim moim Czytelnikom! Również tym, którzy trafili tu przypadkiem i szybko wyszli... ;)

Wspaniałych świątecznych chwil. Szczęścia i zdrowia, zdrowia przede wszystkim! I jeszcze więcej wspaniałej muzyki, dla nas wszystkich! 

Ilustracja: francuska kartka świąteczna z przełomu XIX i XX wieku, znaleziona na Pintereście ;)

sobota, 17 grudnia 2016

Polskie koncerty fortepianowe!

Zarząd tego bloga, czyli ja, postanowił, że dziś napiszemy tu o polskich koncertach fortepianowych. Możecie wierzyć lub nie, ale artykuły o polskiej muzyce mają na tej stronie zawsze dużo wyświetleń.To bardzo pozytywne.:)

Jeśli dopiero zaczynacie słuchanie koncertów fortepianowych, polecam inną naszą listę, z arcydziełami, od których warto zacząć:
→KLIK

A teraz...
...pięć dzieł, które trzeba znać, rodacy!


UWAGA:Chopinów i Lutosławskiego nie ma. Szymanowskiego Symfonii Koncertującej  na fortepian i orkiestrę też... ;D
Tutaj przygotowana przeze mnie playlista z wszystkimi (mam taką nadzieję) polskimi koncertami fortepianowymi znalezionymi na YouTube. Od Lessela i Chopina aż do Pendereckiego i Lutosławskiego. Szymanowski też tam jest...
→ KLIK

To zaczynamy.

1.Ignacy Feliks Dobrzyński - Koncert fortepianowy As-dur, op.2 (1824)
 Koncert bardzo młodego twórcy, siedemnastoletniego. Nigdy nie był wykonywany za jego życia. Dzisiejszą formę utworowi nadał kompozytor Krzysztof Baculewski. Wczesnoromantyczny, bardzo klasyczny w formie i z krakowiakiem w ostatniej części. Rok po napisaniu tego koncertu, Dobrzyński został uczniem Józefa Elsnera - i tym sposobem stał się kolegą Chopina ze szkoły ;)

2.Józef Władysław Krogulski  - I Koncert fortepianowy E-dur (1830)
On miał 15 lat jak to napisał, kapujecie? Piękny wczesnoromantyczny koncert, pogodny, optymistyczny, w formie zbliżony do koncertów Chopina i Hummla. Zachwyca niebywałą wirtuozerią i melodiami, które jak raz wejdą w łeb, to już nie wyjdą... W pierwszej części fortepian dosłownie "wpływa" na morze orkiestry... A trzecia zaskakuje swym rytmem - czyż nie jest to antycypacja jazzu i ragtime'u? Tak samo jak w ostatniej sonacie Beethovena, mamy tu do czynienia z prawdziwym dziewiętnastowiecznym boogie-woogie. Nic, tylko tańczyć, moi państwo.

3. Ludomir Różycki - I Koncert fortepianowy g-moll, op.43 (1918)
Polska odzyskiwała niepodległość, a Ludomir pisał koncert. I jest to piękny koncert! W sam raz na taką okazję.Wspaniała instrumentacja, pierwsza część lśni i mieni się po prostu, a ostatnia - to prawdziwie groteskowy mazurek w typowo "Różyckim" stylu.On naprawdę miał własny styl i można go łatwo rozpoznać. I te impresjonistyczne akordy... Uwielbiam ten koncert, jest po prostu genialny!

4.Witold Maliszewski - Koncert fortepianowy b-moll, op.27 (1938)
Mój osobisty faworyt na liście. Nie jest jakimś słodziutkim romantycznym koncercikiem czy wirtuozerskim popisem. Pisany pod wpływem twórców Potężnej Gromadki i innych Rosjan (Maliszewski był uczniem Rimskiego-Korsakowa, do czasów rewolucji mieszkał w Rosji), brzmi już w niektórych miejscach groteskowo i modernistycznie, np. ten ksylofon i glissanda... Pierwsza część, niepewna, rozedrgana, pełna kontrastów, jest absolutnym arcydziełem, z tym nawiązaniem do II Koncertu Rachmaninowa na początku. Zresztą druga też, ten chromatyczny walc, ma dużo unikalnego uroku. A trzecia, również neurotyczna i groteskowa, opiera się na rytmie mazura.

5.Grażyna Bacewicz - Koncert fortepianowy (1949)
 A na koniec koncert fortepianowy naszej genialnej twórczyni, uważanej przez wielu za najwybitniejszą kompozytorkę w historii. Pisany już po wojnie, jest utrzymany w stylu neoklasycznym. Brawurowy i nowoczesny (ale przecież tonalny i w sam raz do słuchania), z elementami ludowymi w części trzeciej. Od czasów romantyzmu wiele koncertów ma część trzecią inspirowaną muzyką ludową - nie wiem czemu, ale jest to szalenie sympatyczne...

No i to tyle, lista krótka, mam nadzieję, że się spodoba. Najbardziej znanych dzieł nie ma i o to przecież chodzi.;D

Playlista nie uzależniona od mojego gustu, jest powyżej.

Zobaczymy się jeszcze przed świętami... Cześć :)
_________________________________
Obrazek: wnętrze fortepianu marki Małecki, znalezione na fm.forte.pl
Skoro polskie koncerty, to i polski fortepian musi być.

sobota, 10 grudnia 2016

Ave Cesar!

Dziś są urodziny Cesara Francka (1822-1890). To jest popularny kompozytor, i to bardzo popularny, ale w Polsce jakoś nie bardzo. Na zachodzie grywa się go często, jest w prawdziwej czołówce.

Był belgijskim kompozytorem, pianistą i organistą wirtuozem, twórcą symfonizmu organowego. Czytałam gdzieś, że wszystkie jego ważne dzieła powstały po pięćdziesiątym roku życia. Dobrze, że dane mu było żyć te 72...

Ten jego portret przy organach jest po prostu zjawiskowy. On tu wygląda tak mrocznie...

Bez przesady, to nie był jakiś ponurak, tylko równy gość, a jego muzyka ma w sobie sporo życia i pogody. Jego najpopularniejsze kompozycje to sonata skrzypcowa, Symfonia d-moll, Wariacje Symfoniczne na fortepian i orkiestrę, pieśń Panis Angelicus oraz mój ukochany kwintet fortepianowy f-moll :))

To dzieło po prostu wgniata w fotel... Jak sobie to puściłam pierwszy raz, to w ogóle się tego nie spodziewałam. Niezapomniane wrażenia, muzyka nie z tego świata...

 Zresztą, chyba trzeba być totalnym beztalenciem, żeby schrzanić taką piękną formę jaką jest kwintet fortepianowy. Większość kwintetów, za które się biorę, to skończone arcydzieła. 🎶

Zostawiam więc dwa absolutne must hear na dziś:

Kwintet fortepianowy f-moll (1879)

Symfonia d-moll (1889)
***

Krótko dzisiaj, wiem. Franck tu poprzednio był chyba tylko raz - w Walentynki, jego sonata skrzypcowa. No i będzie jeszcze przy okazji listy fajnych kwintetów. Genialny z niego facet, więc życzmy żeby mu popularność nie spadła i słuchajmy :)

niedziela, 4 grudnia 2016

Thomas Tellefsen - norweski uczeń Chopina

Muzyka norweska to ... Grieg. W powszechnej świadomości istnieje tylko on, autor muzyki do Peer Gynta, pysznego koncertu fortepianowego i zniewalających po prostu miniatur. Zwany jest Chopinem północy. Mało kto wie jednak, że przed Griegiem Norwedzy mieli jeszcze jednego swojego Chopina.

Nazywał się Thomas Tellefsen (1823-74) i był jego uczniem oraz przyjacielem. Urodził się w norweskim Trondheim, jako najmłodszy z sześciorga rodzeństwa.Pierwszych lekcji muzyki udzielał mu jego ojciec, organista.

Thomas Tellefsen
Uczniem Fryderyka był w latach 1844-87, po jego śmierci przejął kilku jego uczniów, w tym np.zakochaną w Chopinie Szkotkę Jane Stirling...

Był jednym z najwybitniejszych pianistów swej epoki . Dzięki księżnej Marcelinie Czartoryskiej mógł występować w słynnym Hôtelu Lambert. Zadebiutował tam jako pianista w 1851 roku, oczywiście z wielkim sukcesem.

Jego spuścizna kompozytorska to 44 opusy oraz szereg prac nieopusowanych. Często dedykował swe dzieła arystokracji francuskiej, polskiej i rosyjskiej. Są to głównie miniatury fortepianowe. Jest autorem też dwóch koncertów fortepianowych i muzyki kameralnej.

***

Mnie na razie z tego co posłuchałam, najbardziej spodobał się Wielki Polonez cis-moll op.18. Aż pozwoliłam sobie zrobić do niego wideo z nutkami :) Fantastyczny utwór.




Tu I Koncert fortepianowy g-moll, bardzo chopinowski :)

Krótko mówiąc, fajny kompozytor, lektura obowiązkowa dla fanów Chopina i/lub muzyki skandynawskiej.

niedziela, 27 listopada 2016

Duże ręce, małe ręce...

Znalazłam ostatnio ciekawą infografikę.


Taki jest stereotyp, że jak masz małe ręce, takie, którymi nie złapiesz 10 klawiszy, to w ogóle profesjonalną grę na fortepianie powinieneś sobie odpuścić. Bo będziesz miał problemy z Lisztem, Chopinem, Rachmaninowem, Skriabinem...

Czy zauważyliście jakie małe rączki miał Skriabin? Wg. tego obrazka obejmował tylko oktawę, a przecież był zaliczany w poczet najwybitniejszych pianistów swej epoki. A Daniel Barenboim, jeden z współczesnych wirtuozów?

 Ja mam mniej więcej takie ręce jak Barenboim, więcej niż nonę nie złapię. Tylko oczywiście ja nie jestem profesjonalnym pianistą. ;D

 Duże łapki pomagają w grze na fortepianie, nie mówię że nie, ale mniejsze wcale nie są tragedią. Takich olbrzymich interwałów jak undecyma czy duodecyma, z tego co wiem, nie ma w większości utworów , a jak już się pojawią, można zawsze ratować się arpeggiem, czyli złamaniem akordu. Bardziej chyba chodzi o to, by mieć rozciągniętą dłoń... ale z tym nie wolno przesadzać. Schumann rozciągał i sobie coś zrobił...

 Po za tym, jak masz jesteś średniego wzrostu czy jesteś po prostu kobietą, to to normalne że nie masz takich dłoni jak Rachmaninow. Poza tym, jemu podobno ręce szybko mu się męczyły i musiał robić przerwy w graniu.

Wniosek: nie przejmujcie się stereotypami, że pianista musi mieć łapska jak widły, tylko zerknijcie sobie na fajną infografikę i idźcie coś pograć, albo posłuchać 🎶 🎼 🎹

***
 Jakie fajne preludia Reinholda Glièrego, kompozytora rosyjskiego o korzeniach polskich i niemieckich. Dopiero go poznaję i jak na razie jest super. :) 🎶

 Obrazek z classicfm.com

niedziela, 20 listopada 2016

10 koncertów fortepianowych, które trzeba znać

Koncert fortepianowy jest utworem na fortepian i orkiestrę. Najczęściej składa się z trzech części, które różnią się od siebie charakterem i formą... Środkowa zazwyczaj jest wolna, a skrajne mają szybsze tempo...

 A to jest lista 10 koncertów fortepianowych, które znać trzeba.

Najpierw parę małych uwag: 

- nie jest to lista moich faworytów! Nie chcę nikomu narzucać własnego gustu. Moi ulubieńcy, jeśli kogoś to ciekawi, są wypisani na dole. ⬇
 - moim targetem są w tym momencie osoby dopiero rozpoczynające przygodę z taką muzyką, które nie znają wielu utworów, a nie znudzeni standardami starzy wyjadacze, którzy szukają nowych utworów do posłuchania :D
- układ jest chronologiczny, bo taki tylko jest sprawiedliwy.

No to zaczynamy.

 1. Wolfgang Amadeusz Mozart -XXI Koncert fortepianowy C-dur KV467 (1785)
 Bardzo piękny koncert! Kto nie kocha tego prześlicznego Andante! Mozart, cwaniaku!!!

 2. Ludwig van Beethoven - V Koncert fortepianowy Es-dur Cesarski , op.73 (1811)
  Koncert Es-dur zwany Cesarskim to po prostu wulkan pozytywnej energii. Nie masz siły, znów nie chce ci się wziąć do roboty? Słuchawki na uszy i słuchać pierwszej części Cesarskiego! Ta muzyka jest niezwykle motywująca, optymistyczna, prosta, zawadiacka i przy tym piękna. Potrafi naładować na cały dzień, można jej słuchać rankiem :) Adagio zaś jest przepojone niezwykłym uczuciem, jest takie romantyczne... A radosna część trzecia... nie, ja nie mam słów, po prostu! :D

 3. Fryderyk Chopin - I Koncert fortepianowy e-moll, op.11 (1830)
 Jeden z dwóch koncertów Chopina. W czasie konkursu chopinowskiego możemy wysłuchać go nawet z 10 razy... Eksperci zarzucają Chopinowi, że orkiestracja jest nieciekawa. I co? I nikt się tym nieprzejmuje... Faktycznie, Fryderyk nie był objawieniem w dziedzinie muzyki orkiestrowej, ale za to jak nikt potrafił tworzyć przepiękne melodie!! Po za tym ja naprawdę uwielbiam to orkiestrowe tło... Więc jest must hear.

 4. Robert Schumann - Koncert fortepianowy a-moll, op.54 (1845) 
Koncert, który był w swych czasach skandalem, bo Schumann nie skomponował orkiestrowego wprowadzenia i  fortepian zaczyna grać od razu. Jako muzyczny rewolucjonista, napsuł tym krwi muzycznym konserwatystom. Chciał ponadto, żeby koncert był jednoczęściowy - ale tego było już za wiele, więc wziął się w garść i machnął jeszcze dwie części. I dobrze, bo dzięki temu mamy więcej pięknej muzyki. Powstał idealny romantyczny koncert, taki że aż ciary przechodzą i zaczynamy płakać...
Podobno Chopin tego dzieła Schumannowi zazdrościł...


5. Johannes Brahms - I Koncert fortepianowy d-moll, op.15 (1858)
 A to jeden z mych kochanych... Młodzieńcze dzieło Brahmsa, jego pierwszy utwór orkiestrowy, który został wykonany. Te emocje: gniew, smutek, powaga, nostalgia, radość i niezwykła energia, te kontrasty... Jak was nie wzruszy, to chyba macie serca z kamieni ;) W tym koncercie i orkiestra, i fortepian są potężne,oboje współpracują, są tak samo ważne.
Szkoda, że Schumann (który snuł wspaniałe prorocze wizje na temat muzyki orkiestrowej Brahmsa) nie zdążył już tego usłyszeć...


 6.Edward Grieg - Koncert fortepianowy a-moll, op.16 (1868) 
 Był Schumann, to Grieg być musi. Młody Norweg bardzo zainspirował się koncertem Roberta. Porównajmy sobie części pierwsze obu dzieł, czyż nie są podobne w formie? Bo przecież treść już inna... Jest to niekwestionowane arcydzieło romantyzmu i pierwszy koncert jakiego posłuchałam. Grieg się postarał, i to bardzo, nikt tak fajnie nie użył elementów ludowych jak on :) Poprawiał swój koncert kilkakrotnie, ostatni raz w 1907 roku.

7.Piotr Czajkowski - I Koncert fortepianowy b-moll, op.23 (1875)
Koncert b-moll Czajkowskiego to jeden z jego najpopularniejszych utworów. Kogo nie wzrusza liryczny początek pierwszej części? Każdy na pewno gdzieś już to słyszał, nawet jak o tym nie wie.
Melodia jest tak znana, że kiedyś przerabiano ją na foxtrota i tańczono :D

8. Sergiusz Rachmaninow - II Koncert fortepianowy c-moll, op.18 (1900)
Był pierwszym utworem, który zrobił na mnie takie piorunujące wrażenie. To było coś niesamowitego. Zima, żółtodziób i arcydzieło. I pierwsze takie wzruszenia...
Gdy Rachmaninow pisał ten koncert, wychodził z głębokiej depresji. Jego poprzednie utwory nie były dobrze przyjęte. I może właśnie dlatego ten koncert ma taką siłę, i już od prawie 120 lat zachwyca słuchaczy na całym świecie...

 9.Dymitr Szostakowicz - I Koncert fortepianowy, op.35
 Zbliżamy się do końca, więc pora na coś co nie jest romantyzmem. Koncert na fortepian, trąbkę i smyczki Szostakowicza to parę całkiem ładnych melodii, niektóre brzmią wręcz kreskówkowo i bardzo lekko. Orkiestracja też na poziomie. Ale moim zdaniem Szostakowicz nie dorasta romantykom do pięt... Nie przepadam za nim, niestety. Może kiedyś wyjaśnię dlaczego.


 10. Francis Poulenc - Koncert fortepianowy cis-moll,
FP 146 (1949)
Na koniec melodyjny francuski neoklasycyzm w postaci ostatniego koncertu instrumentalnego Francisa Poulenca, kompozytora z grupy Les Six. Już od pierwszych taktów urzeka niezwykle barwną, lśniącą instrumentacją. Ta muzyka żyje i pulsuje, genialnie nadawałaby się do jakiegoś filmu... takiego typowo francuskiego komediodramatu oczywiście...

***
Miało być obiektywnie, a wyszło jak zawsze. Romantyzm rządzi, a dwudziesty wiek po macoszemu traktowany. No cóż..

 Moja lista ulubionych to:
  •  Koncert b-moll Kurta Atterberga
  •  I Koncert d -moll  Johannesa Brahmsa
  •  II Koncert c-moll Sergiusza Rachmaninowa
Kocham też II koncert Brahmsa, chyba nawet bardziej niż I :) 

Po za tym oczywiście Cesarski Beethovena, cudowny koncert Schumanna, koncert fortepianowy Skriabina i jeszcze parę innych.

Mam jeszcze w planie listy o polskich arcydziełach oraz o zagranicznych mało znanych koncertach. Muszę ich poznać jeszcze więcej :)

Jakie są Wasze ulubione koncerty fortepianowe? Co polecilibyście początkującym?

Mały edit 21.11.2016 - wyrzuciłam Atterberga, i zamiast niego jest Czajkowski. Atterberg będzie miał swoje pięć minut na innej liście.

Zapraszam do komentowania i dyskusji :)
___________________________________________________
Ilustracja: Charles Edward Chambers Paderewski grający menueta

niedziela, 13 listopada 2016

Szeluto - zapomniany...

Dziś artykuł o gościu, o którym chyba nikt nie będzie chciał czytać. Jest zapomniany, nie gra się go w ogóle - co więcej, on chyba sam sobie na to zapracował. 

Apolinary Szeluto (1884-1966) - jeden z czterech kompozytorów wchodzących w skład grupy Młoda Polska.

Apolinary Szeluto
Nauczyciel Szeluty, Zygmunt Noskowski (lubię go) uważał, że Apolinary jest najzdolniejszym z jego uczniów i na pewno świat o nim usłyszy... 

Z zawodu był prawnikiem. W okresie międzywojennym pracował jako sędzia, notariusz, a oprócz tego oczywiście komponował i występował jako pianista.

Żył dłużej od Fitelberga, Szymanowskiego i Różyckiego i napisał znacznie więcej niż oni. Sonaty, koncerty, praktycznie wszystko i na każdy skład. Samych symfonii napisał 25 (choć niektórzy utrzymują że 28, 14 lub 17). Kapujecie? Tyle tego i to jeszcze większość powstała w czasie okupacji hitlerowskiej.

Po II wojnie światowej opowiedział się za socrealizmem w muzyce, nadal komponował sporo, ale podobno słabiutko. Był chory umysłowo. Ostatnie lata spędził w przytułku, zmarł w Chodzieży i pochowany jest w Słupcy.

Aha, jego rękopisy kupiła Biblioteka Narodowa i trzyma pod kluczem.

Czemu się go nie gra? Podobno nie umiał wykształcić własnego stylu i w jego utworach jest tyle zmian chromatycznych, że utwór staje się po prostu nudny. Po za tym, może nie umiał się się wkupić w łaski, albo - jak Borodin, Nietzsche czy Herschel - traktował muzykę jako hobby i komponował dla samej frajdy komponowania.

Parę nagrań:

Mazurek G-dur, op.52


pieśń Dwa słowa


i jedyny nagrany utwór orkiestrowy, poemat symfoniczny Cyrano de Bergerac.

Powiem, że okropnie jestem ciekawa jego symfonii. 

***
Jak zwykle, przepraszam za tytuł. Chciałabym, żeby ten gość się z czymś kojarzył,  a nie tylko był jakimś papierowym nieboszczykiem z encyklopedii.


EDIT 18.11.2016
Zmieniłam ten hańbiący tytuł.
Dowiedziałam się, że Apolinary naprawdę łatwo nie miał. W czasie II wojny światowej jego obaj synowie zginęli. Jerzego wykończyło NKWD, a Andrzej zginął od bomby już we wrześniu 1939.
Po wojnie Szeluto był sędzią, notariuszem, a nawet przewodniczącym Komitetu PPS w Słupcy. W 1947 zmarła mu żona, on sam ciężko zachorował, przeszedł na emeryturę. Żył jeszcze przez 19 lat. Towarzyszył mu tylko pies Ciapek. Dalej to już wiecie, umieszczono go w przytułku... i tak skończył. Żyją jeszcze chyba ludzie, którzy go znali.

Smutne to wszystko, i zawiłe...

niedziela, 6 listopada 2016

Goplana - moja recenzja

Obejrzałam dziś Goplanę i muszę powiedzieć, że mam mieszane uczucia.

Nie będę oceniać tu libretta pióra Ludomiła Germana, który powybierał z Balladyny Słowackiego pewne wątki i opisał je w sposób niezbyt wyszukany... W czasie zaborów opera do tekstu naszego wieszcza nie mogłaby być wystawiona, to dlatego... Poza tym wiele słynnych i naprawdę świetnych oper ma słabe libretta... :)

Goplana, Skierka, Chochlik i Grabiec nad Gopłem
Najpierw więc może to, co mi się podobało.
Soliści. Mój osobisty faworyt to Kostryn, piękny baryton i bardzo dobra gra aktorska. Już w czasie pierwszego spotkania orszaku Kirkora z wdową i jej córkami widać było, że Balladyna mu się podoba... Tak samo Grabiec (tenor) był świetny, komiczny i tragiczny zarazem. Kirkor to naprawdę szlachetny rycerz. Z postaci kobiecych najbardziej podobała mi się Wdowa oraz Balladyna - ale Alina, Skierka, Chochlik i Goplana też pięknie śpiewały i grały bardzo dramatycznie. Ze scen chóralnych genialnie brzmi pieśń wojskowa w pierwszym akcie. Sceny nad jeziorem, z mgłą i łódką, którą płynął Grabiec też bardzo udane. Scenografia - która była bardzo szczątkowa - bo właściwie były to tylko białe stoły i krzesła - też może być. Kostiumy nawet adekwatne - raziły mnie tylko plastikowe zbroje... Kirkora wyglądała jak ta biała z Gwiezdnych Wojen, a jego orszak miał czerwone i niebieskie. Ale na to da się przymknąć oko.

A co było w tej operze fatalne?
 Tłum! Pojawia się on już na początku, to postacie w strojach z różnych epok: mundurach galowych i polowych, habitach zakonnych, sukniach i płaszczach z dwudziestolecia międzywojennego, prawie nagie kaleki (weterani wojenni?); a nawet dwa ciała z żarówkami zamiast głów... Są tam też trzy kobiety wyglądające jak Matki Boskie, co ciekawe to one przywołują Goplanę na początku.
I ten dziwaczny tłum też dało by się znieść... gdyby nie jedna scena, która była po prostu okropna. Mowa o scenie uczty w pałacu. Wszyscy ci dziwacy siadają przy białych stołach i siedzą nieruchomo. Ale to jeszcze nic, orkiestra gra zdaje się mazura, i "taniec" też się odbywa... Obserwujemy coś w rodzaju drogi krzyżowej jakiegoś pomalowanego na żółto gościa, zgarbione dzieci z kolorowymi włosami i twarzami, idące za dziwną nauczycielką oraz kelnera w towarzystwie dam w dziwnych kieckach... Wszyscy oni chodzą i wiją się wokół białych stołów z nieruchomymi postaciami i wygląda to po prostu strasznie. I nie ma żadnego związku z treścią, tylko robi zamieszanie! Ta scena jest najgorszą w całej operze, to po prostu samobójstwo reżysera. Nie lepiej by było tam wstawić jakiś taniec czy coś, a nie jakieś chore i brzydkie wizje?
Brakuje też plamy i potem opaski na czole Balladyny - wszyscy przecież o niej śpiewają... Zakończenie opery też jest bardzo niejasne...

To ten koszmarny tłum...
***
 Mimo tego bilans wychodzi raczej na plus. Muzyka była przecież genialna, soliści świetni i orkiestra też. Warto na pewno obejrzeć, może doczekamy się kiedyś lepszych realizacji tej opery?

Obejrzeć można tu:  http://vod.teatrwielki.pl/stream/vod/goplana

GOPLANA 
premiera tej realizacji: 23 października 2016
muzyka: Władysław Żeleński
libretto:  Ludomił German według „Balladyny” Juliusza Słowackiego
reżyseria: Janusz Wiśniewski
dyrygent: Grzegorz Nowak
soliści: Wioletta Chodowicz (Balladyna), Edyta Piasecka (Goplana), Katarzyna Trylnik (Alina), Małgorzata Walewska (Wdowa) , Karolina Sołomin (Skierka), Anna Bernacka (Chochlik), Rafał Bartmiński (Grabiec), Mariusz Godlewski (Kostryn), Arnold Rutkowski (Kirkor), Jan Żądło (Wypatrujący Oczy)
Orkiestra i Chór Teatru Wielkiego-Opery Narodowej w Warszawie

wtorek, 1 listopada 2016

Na Wszystkich Świętych - Donizetti...

W dniu Wszystkich Świętych posłuchajmy requiem Gaetano Donizettiego. Msza mniej znana niż jego opery i niż inne requiem, a przecież tak poruszająca... Donizetti ofiarował ją pamięci kompozytora Vincenzo Belliniego, który zmarł przedwcześnie w wieku zaledwie 34 lat.

Tragizm, smutek, a przy tym niezwykła nadzieja i łagodność... Requiem urzeka już od pierwszych nut...

Kiedy tego słuchać jak nie dziś?

niedziela, 30 października 2016

Władysław Żeleński - ojciec Boya i Goplany...

W oczekiwaniu na transmisję wiadomo jakiej opery, poświęcimy dzisiaj chwilę na przypomnienie sobie postaci jej twórcy - Władysława Żeleńskiego.
Władysław Żeleński

Władysław Żeleński urodził się 6 lipca 1837 roku w Grodkowicach pod Krakowem. Gdy miał 9 lat, była rabacja galicyjska i jego rodzice, właściciele Grodkowic zostali zamordowani...

Już od dziecka przejawiał wielki talent muzyczny. W wieku 20 lat mógł się pochwalić już dwoma kwartetami smyczkowymi, triami i uwerturą. Studiuje w Krakowie, Pradze, Paryżu - kompozycję, fortepian, organy, kontrapunkt... W 1870 roku powraca do kraju, najpierw działa w Krakowie, a następnie w Warszawie, gdzie po śmierci Stanisława Moniuszki w 1871 roku przejmuje klasę harmonii i kontrapunktu w Konserwatorium Warszawskim.

Po dziesięciu latach wraca do Krakowa. To z jego inicjatywy zostało tam założone konserwatorium. Aż do śmierci w 1921 roku pełnił w nim funkcję dyrektora.

Jego pierwszą żoną była Wanda Grabowska, pisarka i tłumaczka (ślub w 1872). Miał z nią trzech synów - Edwarda, Stanisława i Tadeusza (to ten słynny Boy-Żeleński). Po śmierci Wandy ożenił się ponownie, z Anną Słonecką.

***

Twórczość Żeleńskiego to późny romantyzm, tradycyjny i konserwatywny. Pisał właściwie w każdym gatunku i na każdy skład. Muzyka kameralna (5 kwartetów smyczkowych, sekstet,    2 tria, kwartet fortepianowy, utwory na skrzypce i fortepian), orkiestrowa (2 symfonie, koncert fortepianowy, 2 uwertury), fortepianowa (2 sonaty i liczne miniatury) oraz pieśni, m.in do słów Narcyzy Żmichowskiej.

I cztery opery. Są to Konrad Wallenrod, Goplana, Janek i Stara Baśń.

I to z powodu Goplany tu dzisiaj jesteśmy :) Zanim obejrzymy operę , posłuchajmy innej muzyki.

Zatem...

 SŁUCHANIE

Pierwszą rzeczą będzie genialna uwertura koncertowa pt. W Tatrach. Dlaczego to nie jest tak znane jak Moja Ojczyzna Smetany?

A tu uroczy walc pt. Chwila karnawału. Przy fortepianie Józef Stompel.

Tutaj zaś koncert fortepianowy Es-dur. Ten utwór akurat podoba mi się najmniej, ale zamieszczam, a nuż się komuś spodoba... :)

Ilustrację zaczerpnęłam ze strony Teatru Wielkiego.Przepraszam za debilny tytuł. Kilka razy tu już pisałam, że talent do wymyślania tytułów to coś, czym mnie Opatrzność nie obdarzyła...

niedziela, 23 października 2016

Tchumburidze i Goplana, czyli Wieniawski i Żeleński

Wow! Rok temu ( no prawie, 24 października) pisałam tu o Seong-Jin Cho, który wygrał konkurs chopinowski. A dziś o wynikach konkursu im.Wieniawskiego. Wygrała Gruzinka z Turcji - Veriko Tchumburidze. Polska reprezentantka, Maria Włoszczowska jest na VI miejscu.

Skrzypce fajne. Wieniawski fajny. Konkurs też fajny i trochę na pewno Polskę w świecie promuje. Ja nie jestem osobiście fanem konkursów muzycznych - nie mam nic przeciwko, ale jednak nie podchodzę do nich bardzo entuzjastycznie...

***
A teraz trochę z innej beczki - właśnie teraz Opera Narodowa w Warszawie wystawia Goplanę Władysława Żeleńskiego!
Ostatni raz wystawiano ją w Operze Narodowej w 1949 roku. Libretto Ludomiła Germana jest oparte na sztuce Balladyna Juliusza Słowackiego. Super! Opera kontynuuje tradycje moniuszkowskie, wykorzystuje rytmy polskich tańców, oprócz tego orkiestracja jest zrobiona po wagnerowsku, z elementami impresjonistycznymi ;)

Gdy pierwszy raz wystawiono ją we Lwowie w 1897, publiczność była zachwycona.

Niestety, nie ma wydanej żadnej płyty z tą operą. Jedyne, co na razie znam, to fragment aktu I. Brzmi to niesamowicie...

Od 3 listopada będzie można obejrzeć Goplanę na https://vod.teatrwielki.pl oraz The Opera Platform. To dobra informacja dla wszystkich, którzy chcieli by się z tym zapoznać, a nie mogą jechać do Warszawy (ja na przykład ;D )

Dłuższy artykuł poświęcony tej operze już wkrótce...

wtorek, 18 października 2016

Wiosną... w jesień!

Zimno, jesień, masakra jakaś.

Mam utwór na pocieszenie. Odgłosy wiosny Christiana Sindinga (1856-1941), norweskiego kompozytora, kolegi Edwarda Griega.
Christian Sinding

Christian nietuzinkową postacią był. Parę swoich utworów, i to takich, które były już wykonywane, po prostu spalił. Dziwne to musi być uczucie. Grałeś z kolegami kwartet smyczkowy, a tu nagle okazuje się że już go nie ma? Bo pan artysta zniszczył ;-(

Choć pisał symfonie, dzieła kameralne, pieśni i miniatury, to tylko jeden jego utwór zdobył międzynarodowy rozgłos.To  właśnie Odgłosy wiosny z 1896 roku. Genialna miniatura. Z fantastycznymi harmoniami, to jest po prostu niesamowite!

Pierwszy raz zetknęłam się z tym w utworze Humoresque Rag Felixa Arndta. To ragtime posklejany z przebojów muzyki "klasycznej", pisałam o nim i jego autorze tutaj. Fragment z Odgłosów pojawia się w środku.Tylko, że wtedy myślałam, że to autorska melodia Arndta...

 Tutaj wersja orkiestrowa Odgłosów. Dyryguje Leif Segerstam, fiński dyrygent o aparycji św.Mikołaja, lub jak kto woli, Karola Marxa.


poniedziałek, 10 października 2016

Konkurs im.Wieniawskiego!

Mamy w Poznaniu XV Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im.Henryka Wieniawskiego! Impreza ta nie ma takiej klaki jak konkurs chopinowski, po za tym gra się tam utwory nie tylko Wieniawskiego...


 Ale czy to ważne? Ważne, że jest tam dobra muzyka!

Pierwszy raz konkurs odbył się w 1935 roku. A drugi dopiero w 1952, gdyż plany pokrzyżowała wojna. Od tamtego czasu impreza odbywa się regularnie co pięć lat. I goszczą na niej prawdziwe gwiazdy muzyki!

Henryk Wieniawski i tak zasługuje na osobną notkę na tym blogu. Lubię go bardzo :)

No zobaczymy, kto wygra... A na razie posłuchajmy sobie pięknej Legendy op.17. Tym utworem Henryk podobno przekonał swoich przyszłych teściów, że nadaje się na męża dla ich córki.


sobota, 8 października 2016

Antoni Stolpe...

Zdołować was? Znalazłam kolejnego wybitnego polskiego kompozytora, który zmarł zanim zaczął w ogóle coś znaczyć. Antoni Stolpe. Dwadzieścia jeden lat i nie ma go.

No nie: Krogulski - 27 lat, Zarębski - 31, Karłowicz - 33. A ten jeszcze młodszy. W XIX wieku prawie wszyscy mieli szkoły narodowe: Norwedzy, Czesi, Rosjanie... Myśmy mieli Chopina i go graliśmy... a większość innych talentów urodzonych po nim nie zdążyła zaistnieć, bo niestety "polska choroba" - gruźlica ich załatwiła. Oprócz Karłowicza - jego lawina zasypała...

Antoni Stolpe
Współcześni Stolpemu uważali, że jest największym talentem który pojawił się w Polsce po czasach Chopina.Urodził się 23 maja 1851 r. w Puławach. Jego rodzina miał korzenie szwedzkie.Uczył się w warszawskim Instytucie Muzycznym pod kierunkiem swojego ojca, Edwarda Stolpego oraz Karola Augusta Freyera i Stanisława Moniuszki. Zadebiutował jako pianista i kompozytor w wieku 16 lat, grając etiudę Chopina i własny mazurek na koncercie w Resursie Obywatelskiej w Warszawie.

W 1869 roku pojechał na studia do Berlina, gdzie uczył się u Fryderyka Kiela i Teodora Kullaka. Ale niestety. Był chory na gruźlicę. Kuracje na które wyjeżdżał okazywały się nieskuteczne. Zmarł 7 września 1872 roku we włoskim Merano, do którego udał się właśnie na leczenie...

Po jego śmierci Zygmunt Noskowski, jego przyjaciel, opublikował w Tygodniku Ilustrowanym piękne epitafium... z którego nota bene pochodzi chyba jedyna zachowana podobizna Stolpego (powyżej).

Praktycznie przez cały XX wiek nikt o nim nie pamiętał. Dopiero na początku naszego stulecia pokuszono się o nagranie pewnych dzieł z jego dorobku. Szacuje się, że Stolpe napisał ok.60 utworów. Nie opublikował za to żadnego z nich - wszystkie zostały w rękopisach, więc na IMSLP ich nie uświadczymy... A są to dzieła fortepianowe, orkiestrowe (symfonia, kilka uwertur), kameralne, chóralne...

Tutaj Sekstet fortepianowy e-moll napisany w przez niego w wieku 16 lat. Genialna, pełna pasji muzyka...


Nie chce mi się już myśleć co by było, gdyby... To zbyt bolesne...

wtorek, 4 października 2016

Luźny wpis...

No tak, weekend bez wpisu...

 Co tam słychać u mnie? Ostatnio... hmm, trochę sobie w wolnej chwili improwizuję na pianinie. To fajne, gdy ludzie z którymi mieszkasz nucą twoje melodie. Niefajne tylko gdy fałszują...

 Intermezzo A-dur Brahmsa śliczne, ale jeszcze nie umiem go perfekcyjnie. Książka Liszta o Chopinie leży odłożona, bo styl Liszta średnio mi leży... No wiecie, ta kwiecistość, te opisy polskich zwyczajów, słowiańskiej duszy, kobiet, ciągłe wspominanie o mało znanych dziś wierszach czy obrazach. Będę ją jeszcze czytać na pewno, ale nie teraz.

Ostatnio przezywa u mnie renesans Step Noskowskiego. Wspaniały poemat symfoniczny. Pisałam tu o nim już dawno. Ostatnio też skonstatowałam, że nie słuchałam tego... ponad rok... A przypomniałam sobie o nim, bo ktoś wrzucił na reddit jego kwartet fortepianowy. Nie znałam innych utworów Noskowskiego, więc wysłuchałam Morskiego Oka, Fantazji góralskiej, kwartetu i III Symfonii Od wiosny do wiosny. No tak, uchylę rąbka tajemnicy: będzie tu wpis o Noskowskim :)

 Nie zajmuję się tylko muzyką. Nawet gdybym mogła, tobym tego nie robiła. Stefan Kisielewski miał rację, muzyka... ogłupia. Jak każda monotematyczność.

Następny wpis już w weekend, przepraszam za zwłokę w poprzednim tygodniu... A teraz zostawiam was z bardzo pięknym utworem, którym jest Reverie (Marzenie) Henri'ego Vieuxtempsa...

Poświęćcie na to kilka minut w ten jesienny dzień...


niedziela, 25 września 2016

Teleskop i nuty Herschela

Kiedyś tu był artykuł pt.Nie wiedziałeś, że oni też komponowali. Były tam cztery osoby: Fryderyk Nietzsche, Charlie Chaplin, Borys Pasternak i Ernst Hanfstaengl. Tylko tyle, bo o Herschelu jeszcze nie wiedziałam. Znaczy się wiedziałam, że astronom... ale że kompozytor nie....
William Herschel i Uran na znaczku pocztowym z Wybrzeża Kości Słoniowej
William Herschel (1738-1822), z urodzenia Niemiec, mieszkający od 19 roku życia w Anglii, znany jest najbardziej z odkrycia planety Uran, dwóch księżyców Saturna i innych odkryć astronomicznych (obliczył np. wysokość gór na Księżycu). Był też konstruktorem teleskopów - zbudował ich ponad 400. Jest także uważany za odkrywcę promieniowania podczerwonego. Także jego siostra Karolina i syn John dokonali odkryć astronomicznych.

W młodości pełnił stanowisko dyrygenta i organisty. Potem w ogóle już zajmował się tylko nauką.

Napisał m.in.18 symfonii na małą orkiestrę, 6 symfonii na dużą, kilkanaście koncertów, utwory klawesynowe, skrzypcowe... wszystko w stylu klasycystycznym. Był w końcu współczesnym Haydna i Mozarta.

 Tutaj macie VIII Symfonię. Moim zdaniem jest bardzo fajna, i momentami dość nowatorsko brzmi.Szczególnie podoba mi się fragment od 0:30  0:35. To nawet brzmi tak neoklasycznie, XX-wiecznie nawet.

Ciekawostka: Herschel był pewien że znalazł dowody życia na Księżycu i że środek Słońca jest zamieszkały...

niedziela, 18 września 2016

Gwiazda Ludomira


Dzisiaj znów wpis urodzinowy, z okazji 133. rocznicy urodzin wybitnego polskiego kompozytora, Ludomira Różyckiego.Jeszcze tu chyba o nim nie było, nie licząc tego artykułu o jego Casanovie... ale tam było niepochlebnie...

Różycki to jeden z tych kompozytorów, którzy święcili triumfy za życia, natomiast po śmierci o nich zapomniano. Ze wszystkich swoich kolegów z grupy Młoda Polska (oprócz niego to Szymanowski, Fitelberg i Szeluto) osiągnął największe uznanie i komercyjny sukces.
 
Ludomir Różycki z gazetką, Lwów 1935
Urodził się w 1883 roku w Warszawie. Jego ojciec, Aleksander Różycki, był uznanym nauczycielem gry na fortepianie. Mały Ludomir bardzo lubił muzykę, to ojciec udzielał mu pierwszych lekcji gry na fortepianie. Kształcił się w konserwatorium warszawskim: kompozycji uczył go Zygmunt Noskowski (autor Stepu, pierwszego polskiego poematu symfonicznego i jednego z najfajniejszych utworów jakie znam).

Jego pierwszym ważnym utworem było scherzo symfoniczne Stańczyk, zainspirowane słynnym obrazem Jana Matejki. Pierwsze wykonanie odbyło się w 1904 roku, w Filharmonii Warszawskiej. Na sali obecny był Engelbert Humperdinck, autor słynnej opery Jaś i Małgosia. No i tak właściwie zaczęła się międzynarodowa kariera Ludomira. Pan Humperdinck zaproponował mu studia w Berlinie.

W tym samym roku ukończył konserwatorium warszawskie i ...poznał swoją przyszłą żonę, Stefanię, śpiewaczkę. Ich jedyne potomstwo to córka Krystyna (ur.1909).

W Niemczech Ludomir poznał Ryszarda Straussa, który polecił go swoim wydawcom i pokazał mu dobre kanały dystrybucji.  Pisze też tam poematy symfoniczne Bolesław Śmiały i Pan Twardowski, daje koncerty. W 1905 roku, wraz z Szelutą, Szymanowskim i Fitelbergiem, dzięki poparciu ks.Lubomirskiego, zakłada Spółkę Nakładową Młodych Kompozytorów Polskich - która przez następne lata będzie wydawała ich dzieła.

 
Od lewej: Apolinary Szeluto, Karol Szymanowski, książę Władysław Lubomirski, Grzegorz Fitelberg i Ludomir Różycki. Wiedeń 1910
Kolejne lata Różyccy spędzają we Lwowie, gdzie Ludomir dyryguje i uczy, a także pisze kolejne poematy i operę pt. Meduza, o Leonardzie da Vinci. Oczywiście dzieło było wielkim sukcesem. W latach 1913-18 Ludomir znów mieszka w Dojczlandzie, gdzie pisze swoją kolejną operę Eros i Psyche, na podstawie sztuki Jerzego Żuławskiego, balet Pan Twardowski, który do dzisiaj jest często wystawiany i operę Casanova, jego największy przebój w tamtych latach. To on skomponował też muzykę do pierwszego polskiego filmu dźwiękowego pt. Moralność Pani Dulskiej.

W czasie II wojny Niemcy proponowali mu podpisanie volkslisty, ale nie ugiął się. Wtedy zaginęło wiele jego rękopisów, mieszkanie spłonęło, a córkę wywieziono na roboty w głąb Niemiec (na szczęście znalazła się po wojnie). Utrzymywał się z udzielania lekcji i grania na konspiracyjnych koncertach.
 
Ludomir, który wiele Niemcom zawdzięczał i uwielbiał ich muzykę, teraz, zresztą jak wszyscy Polacy, doznał od nich wielkiej krzywdy. Sam mówił o tym tak:
Gdy wspominam owe koszmarne lata, jest mi wstyd, że wśród Niemców, znakomitych artystów, miałem przyjaciół... Wielu z nich żyje, ale z żadnym nie nawiązuję nawet kontaktów korespondencyjnych.


Po wojnie komuniści postanowili zagospodarować przedwojennych artystów, w tym i Ludomira. Dostał od państwa willę w Zachełmiu, na Ziemiach Odzyskanych. On i jego żona przyjęli posady w wyższych szkołach muzycznych w Katowicach i Gliwicach: Ludomir uczył kompozycji, a Stefania śpiewu.

W 1949 Ludomir przeszedł na emeryturę. Rok później władze Polski Ludowej postanowiły uczcić jubileusz 50-lecia pracy twórczej Ludomira. Zorganizowano wielką fetę, mnóstwo koncertów, wykładów, pierwszą powojenną inscenizację baletu Pan Twardowski... oczywiście podkreślając, że muzyka pana Różyckiego ma wyjątkowo socrealistyczny wydźwięk, i to sami robotnicy chcą go uhonorować...

W Nowy Rok 1953 roku kompozytor niespodziewanie zmarł, na atak serca. Miał niewiele ponad 69 lat. Śmierć przyszła do niego, gdy miał jeszcze plany kompozytorskie i rekonstruował zaginione w czasie wojny partytury.

Już w kilka lat po jego śmierci jego muzyka bardzo straciła na popularności. Opery grano coraz rzadziej, nie mówiąc o innych utworach. A dziś jest to kompozytor praktycznie nie znany. To Szymanowski ma teraz stale powiększające się grono fanów.
 
Scena z baletu "Pan Twardowski", Opera Nova w Bydgoszczy
***
Pozostawił po sobie opery, początkowo pisane pod wpływem Wagnera, a następnie skręcające stylistycznie w kierunku Pucciniego. Uważane są za najlepsze - zaraz po dokonaniach Moniuszki - opery polskie. W jego dorobku są też poematy symfoniczne, dwa koncerty fortepianowe i skrzypcowy (skończony dopiero po jego śmierci), pieśni, utwory kameralne i fortepianowe. Nie są one nowatorskie, wszystkie utrzymane w stylu późnego romantyzmu, z elementami impresjonistycznymi.

Jego oper nie znam, bo nie ma ich nigdzie nagranych. Poematy symfoniczne fajne, najbardziej lubię Stańczyka. Z pieśni znam tylko (bo tylko to jest dostępne) Orfan napisany do mrocznych tekstów Cezarego Jellenty. I to jest mistrzowskie. Całkiem podoba mi się też jego I koncert fortepianowy i sonata wiolonczelowa. Nie porywają mnie zbytnio, ale są napisane z kunsztem i talentem.  Myślę, że istnieją ludzie którzy spokojnie mogliby się w nich zakochać :) A na pewno warto o tym twórcy pamiętać.

Teraz więc słuchanie:

Stańczyk, op.1 (1900)

Mona Lisa Gioconda, op.29 (1911) - preludium symfoniczne, inspirowane obrazem Leonarda da Vinci

Orfan, op.12 (1906)

I koncert fortepianowy g-moll, op.43 (1918)

Przepraszam, że takie długie...

Większość informacji wzięłam stąd.

Ilustracje: culture.pl, szeluto.pl, kulturaonline.pl

wtorek, 13 września 2016

Najlepszego, Clara!

Rok temu zrobiliśmy tu na blogu małą imprezkę z okazji urodzin Arnolda Schoenberga, tfurcy dodekafonii, burzyciela harmonii itd. (kliknij TUTAJ by to sobie przypomnieć). Dzisiaj świętujemy z okazji urodzin kogo innego.

Clara Schumann (1819-96), de domo Wieck, też urodziła się 13 września, tylko że trochę wcześniej. Warto sobie o niej przypomnieć. Była nie tylko wybitną pianistką i towarzyszką życia Roberta Schumanna, ale także kompozytorką. Po śmierci swojego męża (przeżyła go 40 lat), wraz z bohaterem poprzedniego wpisu, Brahmsem, zajmowała się propagowaniem twórczości Roberta.

Clara Schumann
Pisałam tu dawno temu, we wpisie o Schumannie, że ojciec Clary był przeciwny ich małżeństwu. Uważał, że taki świr artysta jak Robert nie będzie dobrym mężem. Ale była sprawa w sądzie, i zakochani wygrali. Szkoda, że pan Schumann nie był zupełnie zdrowy psychicznie...

Ale my tu przecież nie o nim, tylko o jego żonie :D

To nie mit, że za ich życia ona była sławniejsza. Miała międzynarodową sławę, bo była znakomitą pianistką. A Schumann, z uszkodzoną dłonią, piszący ciągle jakieś miniaturki, nie za bardzo :) Podobno kiedyś po koncercie Clary, jakiś ważny jegomość spytał się go: Czy pan też jest muzykalny, panie Schumann?

:D

Zapraszam do zapoznania się z jej koncertem fortepianowym a-moll. (1833-35). Napisała to jak miała 16 lat.

sobota, 10 września 2016

Ten nudziarz Brahms

Brahms uchodzi za nudziarza - faceta, który specjalnie wydłużał swoje utwory żeby były nudne. Wagner nazywał go drewnianym.Tak drewnianym, że drzazgi sobie można wbić. Wielu ludzi na samo słowo Brahms puszcza sobie jego Kołysankę i idzie spać. Jeszcze inni bardzo się cieszą, przypominają sobie pewną znaną, pełną temperamentu cygańską melodię... z której komponowaniem Brahms nie miał jednak nic wspólnego. Większość ludzkości na szczęście i tak Brahmsa nie kojarzy i żyje sobie spokojnie bez deliberowania nad jego osobą...
Zacznijmy od tego, że to jest okropnie smutne, że właściwie żadna kompozycja Brahmsa nie jest przebojem, czymś na miarę Eine Kleine Nachtmusik, czy Lotu trzmiela. Jego Tańca węgierskiego nr 5 nie liczę bowiem, pisałam już, że to jest pozszywane z węgierskich melodii... Zupełnie niereprezentatywne dla jego twórczości. Kołysankę napisał zupełnie sam - jednak to nie przyczynia się do jego dobrej sławy. Ktoś rzuci "nudny Brahms", zaraz przypominamy sobie Kołysankę i aha, no jasne, sam sobie napisał melodyjkę, żeby mu się lepiej spało na własnym koncercie.
Młody Brahms, zanim brodę zapuścił.Nie wyglądał nudno :)

Jego koncerty, symfonie, muzyka chóralna, kameralna i fortepianowa - a nawet tylko jej fragmenty - są po za zasięgiem większości ludzi. I to jest smutne.

Ja przez pewien czas też uważałam, że Brahms był nudny, bo w internetach mnie nim straszyli. Wzięłam się do jego dwóch pierwszych symfonii i one mi się nie spodobały. Do tego stopnia że w ogóle go zignorowałam, i nawet sobie myślałam, że dobrze, że opracował te Tańce węgierskie, bo by w ogóle się niczym nie przysłużył. Tak samo nie podobało mi się Niemieckie Requiem.

Czas jednak mijał... posłuchałam jego genialnego kwintetu fortepianowego i sama byłam zdziwiona - to jest Brahms? Potem usłyszałam intermezzo A-dur, i przypomniałam sobie, że kiedyś już tego słuchałam... Jaki to wspaniały i wzruszający utwór... Potem postanowiłam wreszcie posłuchać jego I koncertu fortepianowego d-moll... i naprawdę zakochałam się w tym utworze!

A do posłuchania dziś to intermezzo A-dur op.118 nr 2, gra Henryk Neuhaus. Jakość nagrania nie powala, bo już trochę stare... ale interpretacja jest po prostu niesamowita. Ja też uczę się tego grać i umiem całkiem sporo :)

A tu intermezzo Es-dur op.117 nr 1, w wykonaniu Glenna Goulda. Jak widać, dobrze grał nie tylko Bacha.

 No to tyle, cześć!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...