niedziela, 13 września 2015

Z okazji urodzin Arnolda

Dzisiaj są urodziny Arnolda Schönberga. Jest to wspaniały moment by napisać tu coś o dodekafonii, czyli rzeczy, z której Arnold jest sławny.

Nazwisko "Schönberg" czy dziwaczny termin "dodekafonia" wśród wielu ludzi budzi popłoch. I nie ma w tym moim zdaniem nic dziwnego...
Arnold przy robocie, tłumaczy pewnie swoim uczniom jak pisać dodekę.
Dawno temu czytałam różne książki o muzyce  i wszędzie, gdzie było o dodekafonii czy Schönbergu, padały takie określenia jak "burzenie harmonii", "ostateczny cios zadany systemowi dur-moll", albo "seria"... To zniechęciło mnie na tyle, że puszczenie sobie jakiegoś utworu Schönberga czy któregoś z jego uczniów uważałam za niemożliwe czy z góry wykluczone. W ogóle Schönberg był dla mnie wcieleniem zła, człowiekiem, który zniszczył wszystko.Tak samo zresztą Berg i Webern. Zapoznanie się z ich kompozycjami? Cóż by to była za krzywda dla moich uszu... Czytając te teksty nabrałam ogromnych uprzedzeń i dodekafonia - choć nie znałam jej bezpośrednio - była dla mnie synonimem jakiegoś muzycznego syfu.

No ale czas płynął,  słuchałam coraz więcej muzyki różnych autorów i pewnego wakacyjnego dnia postanowiłam jednak zacisnąć zęby - i zapoznać się z dodekafonią...

Naprawdę nie wiem, czego się po niej spodziewałam. Że to mnie zabije? Nie brzmiała wcale jakoś dziwnie ta Suita liryczna Berga, ten jego koncert skrzypcowy, Pięć utworów na fortepian Schönberga czy Ocalały z Warszawy.
Aż wstyd mi się zrobiło... wylałam na dodekafonię tyle pomyj, choć nawet jej nie spróbowałam. Do wszystkiego człowiek po prostu musi dojrzeć.

Myślę, że do mojej początkowej, bardzo radykalnej niechęci do tego były winne w dużej mierze te publikacje "popularyzatorskie", z których korzystałam. Miast oswajać - straszyły mnie: jakimś burzeniem systemu dur-moll, "dysonansami do niczego nie podobnymi", słowem "atonalność" co się kojarzy z "anormalność" lub "niemoralność" i jeszcze fotografią Schönberga, na której przypominał Maxa Schrecka w filmie Nosferatu. Symfonia grozy.
Dlatego mniej czytania, więcej słuchania. Muzyka to dźwięki i powinno się jej przede wszystkim SŁUCHAĆ, a nie tylko czytać o niej i nabierać uprzedzeń!

 ***
No po tym osobistym wstępie przechodzimy do naszego jubilata - Arnolda Schönberga (1874-1951). Nie będę przywoływać jakiejś jego szczegółowej biografii, każdy może znaleźć ją gdzie indziej.

Kilka ciekawostek: bał się liczby trzynaście. Nawet takty u niego nazywają się 12, 12A, 14. Zastanawiałam się, dlaczego tak jej nie lubił i wyszło mi, że to... z miłości do dwunastki.(gr. dodeko - dwanaście)

Malował obrazy. Mnie się one średnio podobają, ale podobno eksperci cenią je wysoko.

Sam uczył się grać na  skrzypcach (wirtuozem co prawda nie został). W teorii muzyki także był samoukiem.

Nie wszystkie jego utwory to dodekafonia. Początkowo tworzył w stylu późnego romantyzmu, pisał także "swobodne" utwory atonalne, ale nie dodekafoniczne. W ostatnich latach życia powracał czasem do porzuconego systemu dur-moll.

Radzę dzisiaj posłuchać sobie jego Verklärte Nacht. Napisał to w 1899. Typowo neoromantyczny poemat symfoniczny, zdradzający inspiracje Mahlerem i Straussem Rysiem. Tonalny jak najbardziej - tonacja d-moll.
___________________
No, to temat dodekafonii i ogólnie muzyki XX wieku ruszony. Aż dziwne, że tak mało na tym blogu o niej do tej pory napisałam. W ogóle miałam zacząć pisanie o dodece od Albana Berga, ale trafiły się akurat urodziny Arnolda. I bardzo dobrze. Z Albanem poczekamy do lutego. No a w grudniu są urodziny Antona, to znaczy Weberna. Ha, co za zbieg okoliczności, że oni wszyscy mają imiona na a... :)

4 komentarze:

  1. Straszyła, straszyła, a całkiem nieźle to brzmi ;p jak muzyka ilustracyjna z czarno-białego filmu ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mowa o "Verklärte Nacht"?
      Mistrzowska, straszna muzyka ilustracyjna także jest w "Ocalałym z Warszawy" :)

      Usuń
  2. U mnie z poznawaniem dodekafonii było dokładnie tak samo jak u Ciebie :) Pozdrawiam
    Ps. Arnold był kiedyś pacjentem słynnego psychoanalityka Zygmunta Freuda
    Ps(1). Verklärte Nacht kręci się dookoła akordu d-moll :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się w takim razie, że nie jestem sama w tym podejściu do dodeki:) Do wszystkiego po prostu się dojrzewa :)
      "Verklärte Nacht" zaczyna się w d-moll, a kończy w D-dur, po drodze są jeszcze inne tonacje... czyli krótko mówiąc, stopień rozwalania systemu dur-moll już bardzo zaawansowany :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...