środa, 8 kwietnia 2015

Świata postrzeganie... i muzykowanie

Muzyka pomaga przetrwać.
Tak samo jak pisanie wierszy czy dziennika, jak przebywanie z ludźmi, których się kocha. 


Kobieta grająca na fortepianie, Carl Wilhelm Holsoe

Wiolonczela jest najmilszym instrumentem, jaki wymyślił ból człowieka, który nie miał się przed kim wypłakać, więc płakać nauczył wiolonczelę. Nie bez powodu pan Makuszyński właśnie tak napisał.

Można wlewać żal w sonaty, w nokturny, w ballady. Można wyładować gniew w gromkich fortissimach, można śmiać się i szaleć w wesołej muzyce lekkiej. Samotnie, bez nikogo.

Można też potraktować muzykę jako narzędzie do poznania kogoś, do rozmowy. Wspólnie muzykując uczymy się współpracować, wymagać od siebie nawzajem, a jednocześnie być wyrozumiałym. Czyż istnieje coś piękniejszego? W żadnej innej dziedzinie sztuki nie ma takiej możliwości. Muzyka jest pod tym względem po prostu wyjątkowa. I to nie jest mój muzykocentryzm - to prawda.


Kobieta z gitarą, Auguste Renoir

Tylko, żeby tak tę muzykę rozumieć, trzeba potrafić. I nie chodzi tu jedynie o umiejętność gry. Trzeba dostrzegać, że są na tym świecie są wartości ważniejsze, niż forsa i komercja.

Ciągle obserwuję  zaś coś innego.


Rodzice zapisują dzieci na lekcje gry, do szkół muzycznych. A tam wszystko kręci się tylko wokół jednego: kariery. Egzaminy, popisy, Carnegie Hall... Albo jakiś zespół czy filharmonia. Wiele osób często rezygnuje, mówiąc "a bo i tak Rubinsteinem nie będę". A po co ci być Rubinsteinem?! Póki świat światem nie braknie ani Rubinsteinów ani Paderewskich, ani Paganinich. Musisz być oklaskiwany i zarabiać krocie?

Niestety wielu ludzi rozumuje tylko tak  :-(
I potem - przykład autentyczny. Rodzina. Ojciec i dwoje dzieci po szkole muzycznej. Wszyscy potrafią grać na fortepianie. Czy chociaż raz zagrali coś razem, czy wspólnie bawią się przy klawiaturze, czy muzyka ich łączy?
Nie.
W naszym komercyjnym społeczeństwie wstyd się przyznać, że na czymś nie zarabiasz, że nie masz dyplomu z jakiejś tam dziedziny. Że nie jesteś fachowcem. Ty musisz zrobić karierę. Być podziwianym. Występować. Musisz mieć z tego jakieś pieniądze.
Granie bez nadziei na płynący z tego zarobek jest w rozumieniu większości  po prostu bezsensowne.

Cadenza ad libitum
I ja oczywiście nie ujmuję wielkości wszystkim wielkim wirtuozom, którzy grają wspaniale i czerpią ze swej działalność dochody.
Jednak ludzie, którzy nie grają dla trzosu, lecz z potrzeby serca, ludzie,  którzy kochają muzykę i potrafią tą miłością zarazić innych, imponują mi bardziej. Nawet, jeżeli że nie grają jak profesjonaliści.
Ale trudno obecnie takich spotkać. Pasjonaci i autentyki są tępieni, bo przecież liczy się efekt. Po za tym są mass media, serwujące ludziom papkę, po której nic się już nie chce.

 Artykuł pesymistyczny? Nie sądzę :-)

Jakby jednak ktoś poczuł się smutno, to polecam by posłuchał przepięknego Adagio Cantabile z Sonaty Patetycznej Ludwika van Beethovena. Ta piękna melodia potrafi obudzić nadzieję w każdym sercu. A jeśli uronicie łzy wzruszenia, to tym lepiej, bo autorowi właśnie oto chodziło...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...