wtorek, 28 kwietnia 2015

Kochany grab


Grab to drzewo wyjątkowe. Nie traci liści na zimę, można robić z niego piękne żywopłoty. Ale przede wszystkim ma bardzo twarde i wytrzymałe drewno, z którego robi się m.in młoteczki do fortepianu.

Nie daleko mnie rośnie kilka grabów, to niskie drzewa, teraz równiutko przycięte. Gdy ostatnio się z nimi spotkałam, słuchałam akurat Koncertu potrójnego Beethovena. Wiecie, tego napisanego na skrzypce, wiolonczelę i fortepian, z towarzyszeniem orkiestry. I właśnie wtedy przypomniałam sobie o tych grabowych młoteczkach. I chciałam za to te drzewa wyściskać!

Gdyby nie one, nie byłoby ani fortepianu, ani tych wszystkich pięknych utworów. Np. właśnie Koncertu potrójnego. Posłuchajcie chociażby trzeciej części, Ronda Alla Polacca. Dźwięki fortepianu są tam takie klarowne, subtelne, piękne... To całkiem niezły polonez, naprawdę.



Wpis znowu taki trochę refleksyjny, no ale cóż, ja mam do grabów sentyment. Jeszcze z drugiej klasy podstawówki. Musieliśmy przygotować na lekcję informacje o różnych drzewach. I wszyscy dostali jakieś "normalne" rośliny, typu klon, dąb, sosna. A ja dostałam graba - który wydawał mi się nudny, dziwny i zapomniany. Oczywiście gdy potem - w gronie rodziny - zgłębiłam jego temat, to moje zdanie się zmieniło. Już nigdy nie zapomnę, co się robi z grabu. Oprócz młoteczków fortepianowych są to także pałeczki do perkusji, elementy narzędzi stolarskich, i - tu ciekawostka - chomąta.



A oto i Rondo Alla Polacca z Koncertu potrójnego  Beethovena:

Obrazy:
grab - Wikimedia Commons
młoteczki fortepianowe - imgbuddy.com

niedziela, 26 kwietnia 2015

Instrumenty na stole

Dziś nie mam czasu by się rozpisywać.  Dlatego zostawiam wam dwa obrazy.
Pierwszy to martwa natura pt. Instrumenty na stole. Namalował to Evaristo Baschenis, włoski malarz barokowy, w 1650 roku. W ogóle to malował super obrazy - bo pełno na nich instrumentów muzycznych.
Tutaj jest mandolina, gitara, skrzypce, lutnia, i viola da gamba (ten największy instrument), jeden z nielicznych smyczkowców z progami. Na stole porozrzucane są wstążki, nuty, zauważamy też cztery jabłka - dwie na gitarze i dwie za skrzypcami, pod violą.

A tu drugi obraz, także Evarista.
Malarz przedstawił tu siebie  - to ten pan po lewej, gra na szpinecie. Towarzyszy mu Ottavio Agliardi grający na arcylutni. Nie wiem kto to był, ale mniejsza oto.Jak widać, mężczyźni muzykują w podobnej scenerii jak ta ukazana wyżej. Takie same instrumenty (plus szpinet), takie same wstążki, zeszyt z nutami przewieszony przez violę... Nie ma za to jabłek - ale na szpinecie leży gruszka.

To tyle.
Następnym razem postaram się o coś więcej, ale niestety nie dziś...

piątek, 24 kwietnia 2015

Allegretto z siódmej


Okładka partytury siódmej symfonii, wyd. Breitkopf i Härtel.
VII symfonia Beethovena uważana jest za jedno z najlepszych jego dzieł. Jest rytmiczna i wesoła: Wagner nazwał ją z tego powodu „apoteozą tańca”; a sam Beethoven mówił, że geneza utworu tkwi w bachanaliach. Że to muzyka do upijania się.

Ja się tym nie upijam. Jak dla mnie to całość jest – jakby to ująć – za bardzo roziskrzona i niezbyt mi się podoba. Jednak jest w tej symfonii coś niezwykłego. Pewien wspaniały fragment.

To część druga, Allegretto. Kontrastuje z resztą symfonii. Wzruszające, poważne, smutne, zmuszające do refleksji, a przy tym miejscami pogodne. Pełne napięcia - i spokoju. Ujęło mnie od pierwszego posłuchania. 



Wysłuchajcie tego dziesięciominutowego arcydzieła, naprawdę warto.



Znacie jakieś inne podobne fragmenty? Albo może istnieją utwory, które w całości wam się nie podobają i lubicie tylko ich część?

środa, 22 kwietnia 2015

Muzyczna apoteoza wsi

Beethoven - twórca wybitny i wspaniały - jest otoczony (żeby nie powiedzieć obklejony) całą masą legend, sensacyj, historii... z których tak naprawdę nie wiadomo co jest prawdziwe, a co nie. Talent - to fakt. Głuchota i komponowanie mimo tego - to też fakt. Potarganie partytury Eroiki, po dowiedzeniu się, że Napoleon obwołał się cesarzem - też fakt... no ale tu już wkraczamy na ścieżkę, która nazywa się psychika i poglądy... Zaraz obok tego są uczucia - czytaj: ukochane - i wszędzie pełno mitów, legend, plotek, sensacji... Aż się ma tego dość.

No dobra, teraz - po wstępie - pora na Beethovena bez ściemniania. Na kawałek naprawdę pięknej muzyki.

Symfonia Pastoralna


 To szósta symfonia w dorobku Beethovena, utwór romantyczny, bo programowy; taki prawie poemat symfoniczny. Zaczyna się Obudzeniem się radosnych uczuć po przybyciu na wieś, następnie mamy Scenę nad strumykiem i Wesołą zabawę wieśniaków... którą przerywa nagła burza - jedna z najlepszych muzycznych burz, doprawdy.Wstrząsająca i straszna... No a po niej - wszystko cichnie, pastuszek śpiewa radosną piosenkę.

To moja ulubiona symfonia Beethovena.
Mamy tu pełną apoteozę wsi - tylko tam, na łonie natury, człowiek może czuć się szczęśliwy. I żyć naprawdę, pełną piersią. Odnaleźć siebie, posłuchać co mu w duszy gra. W zabieganym mieście, gdzie jest pełno ludzi, pełno samochodów i pełno hałasu -  to jest niestety niemożliwe.




Preludia

Następne dzieło to poemat symfoniczny Preludia  Franciszka Liszta - kolejnego "obrośniętego legendami" artysty. Wybrałam ten utwór, gdyż ma w swoim programie wiele wspólnego z Pastoralną. Tylko że u Beethovena to jest właściwie jednorazowe wydarzenie - to, co wydarzyło się po przybyciu na wieś, a u Liszta - to całe życie.  A zresztą niech autor sam się wytłumaczy:

Czyż życie nie jest szeregiem preludiów do owej nieznanej pieśni, której pierwszą wzniosłą nutę intonuje śmierć? Miłość jest świetlistą jest świetlaną jutrzenką każdego serca. Lecz komuż dane było uniknąć zniszczenia pierwszych rozkoszy szczęścia przez huczącą burzę, która zimnym oddechem rozpędza jego piękne iluzje i śmiertelnym gromem niszczy jego ołtarz nadziei a któraż najgłębiej zraniona dusza nie chciałaby po takich wstrząsach pieścić swych wspomnień w miłym zaciszu wiejskiego życia? Ale mąż nie zniesie długo przyjemnego spokoju wśród kojących nastrojów przyrody i gdy zabrzmi bojowy sygnał surm, pospieszy na niebezpieczny posterunek, by w zgiełku zyskać pełną świadomość siebie samego i swojej siły.

To literacki wstęp do tego dzieła. I wszystko co w nim jest, zostaje odzwierciedlone w utworze. Mamy więc i momenty liryczne, i triumfalne, i burzę oczywiście.

Beethoven, Symfonia Pastoralna:

Liszt, Preludia

*
Mazurki Chopina niestety do dzisiejszego tematu się nie nadawały, gdyż to stylizacje ludowych tańców - a to muzyka i kultura wsi, ale nie jej apoteoza...





Obrazy: 
Beethoven w trakcie pisania Pastoralnej, litografia z 1834 roku
Józef Chełmoński, Żurawie


A Wy znacie jakieś utwory muzyczne, które byłyby apoteozą wsi albo przyrody?

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Anioł gra na skrzypcach

Wpis z serii Muzyka w malarstwie.
***
Caravaggio, Odpoczynek w czasie ucieczki do Egiptu, 1597,olej na płótnie, 135,5 × 166,5 cm, Galleria Doria Pamphilj

Powstały w 1597 roku obraz Caravaggia diametralnie różni się od ucieczki do Egiptu pojawiającej się na obrazach innych artystów. Po pierwsze: ukazał on moment, gdy Święta Rodzina odpoczywa, po drugie: postacie są przedstawione z bliska, a po trzecie: jest na tym płótnie ktoś jeszcze. Anioł, który w dodatku gra na skrzypcach!

I to nie sam - wyraźnie widzimy kooperację ze świętym Józefem, który trzyma przed grającym otwarty zeszyt z nutami.

Jest wiele obrazów, które przedstawiają instrumenty, muzyków i muzykowanie; także w twórczości Caravaggia (patrz Muzykanci, Lutnista czy Amor zwycięski). Jednak tu mamy do czynienia z czymś innym: anioł gra, a święty trzyma mu nuty! Scena po prostu wyjątkowa. Nie ma drugiej takiej ucieczki do Egiptu, ani drugiego takiego portretu muzyka.

To mój ulubiony obraz Caravaggia i w ogóle jeden z najulubieńszych "obrazów muzycznych" - nawet jeśli są muzyczne tylko trochę...

A Wy jakie znacie obrazy o tematyce muzycznej?

sobota, 18 kwietnia 2015

Czerwony pas, za pasem broń...


Czerwony pas, za pasem broń
I topór, co błyska z dala,
Wesoła myśl, swobodna dłoń:
To strój, to życie górala.

Tam szum Prutu, Czeremoszu
Hucułom przygrywa,
A ochocza kołomyjka
Do tańca porywa.
Dla Hucuła nie ma życia,
Jak na połoninie,
Gdy go losy w doły rzucą,
Wnet z tęsknoty ginie.
 
Wszyscy znamy tę piosenkę. Ale kto i dlaczego ją napisał i kto jest kompozytorem melodii - mało kto wie. A tego ostatniego - to chyba nikt...


Tekst

Tekst jest autorstwa Józefa Korzeniowskiego (nie mylić z Josephem Conradem), wybitnego polskiego pisarza i dramaturga, o którym w szkole cicho-sza i który w ogóle w wieku dwudziestym został w dużej mierze zapomniany. A przecież to jeden z najlepszych polskich dramaturgów epoki romantyzmu i komediopisarz równy talentem Fredrze. Pisał także powieści, z których najbardziej znane to Spekulant i Kollokacja
Jego najwybitniejsze i najbardziej znane dzieło to dramat Karpaccy górale, wydany w roku 1840. Sztuka jest oparta na kanwie wydarzeń prawdziwych i zawiera wiele motywów zaczerpniętych z twórczości Waltera Scotta i Fryderyka Schillera. Wiecie, chodzi o "szlachetnych zbójców", walczących z ciemiężcami i mszczących się.

Góral huculski w podróży, litografia 1872
W Karpackich góralach takim bohaterem jest Antoś Rewizorczuk, bezprawnie wzięty do wojska przez mandatariusza Prokopa, który był paskudną kanalią i wyrządził jego rodzinie  wiele zła. Młodzieniec buntuje się, ucieka, zabija Prokopa, staje na czele bandy zbójców, a następnie zostaje schwytany i stracony.  Do tego dochodzą inne tragedie - matka umiera z rozpaczy po jego stracie, a narzeczona Prakseda traci zmysły i zostaje z litości utopiona przez swojego wuja Maksyma Tychończuka.
Okropne - i prawdziwe.

Sztuka ta była czymś wyjątkowym w literaturze polskiej. Ukazanie bezlitosnego systemu, który panował w Austrii, prawych, odważnych bohaterów, a wszystko osadzone w huculskich realiach... To wszystko spowodowało, że dzieło było bardzo popularne i chętnie wystawiane.Także w zaborze austriackim - ale dopiero po "sprawdzeniu"  przez cenzurę w 1844 roku. Tłumaczono je także na białoruski, ukraiński, czeski, rosyjski i niemiecki. W 1915 roku nawet nakręcono na podstawie dramatu film - ale do naszych czasów niestety się nie zachował.
Nawet jeszcze w latach 30. sztukę bardzo chętnie wystawiano, i to w kręgach amatorskich. Świadczą o tym zachowane fotografie.


No ale po co ja o tym piszę?
Otóż, to właśnie z tego dramatu, z Karpackich górali, pochodzi piosenka Czerwony pas, którą dzisiaj tu przytoczyłam. Pojawia się w pierwszym akcie i śpiewa ją Maksym:

Czerwony płaszcz, za pasem broń, 
I topór, co błyska zdała, 
Wesoła myśl, swobodna dłoń,
To strój , to życie górala ! 


Gdy świeży liść okryje buk, 

I czarna góra sczernieje,
Niech dzwoni flet, niech ryczy róg — 

Odżyły nasze nadzieje !

Pękł rzeki grzbiet, popłynął lód, 

Czeremosz szimii po skale;
Nuż w dobry czas, kędziory trzód 

Weseli kąpcie górale !

Połonin step na szczytach gór;
Tam trawa w pas się podnosi. 

Tam ciasnych miedz nie ciągnie sznur,
Tam żaden pan ich nie kosi.

Dla waszych trzód tam paszy dość,
Tam niech się mnożą bogato,
Tam rimom ich pozwólcie rość, 

Tam idźcie na całe lato.

A, gdy już mróz posrebrzy las, 

Ładujcie ostrożne konie;
Wy z plonem swym witajcie nas, 

My z czarką podamy dłonie. 

Tekst jest trochę inny niż go znamy. Narzuca się to już w pierwszej linijce, gdzie zamiast słowa "pas" jest słowo "płaszcz". Występują także wyrazy gwarowe np. "szimii" zamiast "szumi". Nie ma także refrenu, którego tekst jest pochodzenia ludowego i który został do pieśni dołączony później, gdy już "żyła własnym życiem".


O melodii

Wg. informacji, które otrzymałam jako pierwsze, autorem melodii jest Karol Kurpiński (1785-1857), kompozytor tworzący na pograniczu klasycyzmu i romantyzmu, jeden z najwybitniejszych polskich twórców epoki przedchopinowskiej.
W notce o nim na Wikipedii jednak pieśń ta nie jest wspomniana, a na Bibliotece Polskiej Piosenki piszą, że melodia Czerwonego pasa jest i "ludowa z Huculszczyzny", i Karola Kurpińskiego. Dwojewierie? Nie. Chodzi o to, że zwrotkę skomponował Kurpiński, a refren jest ludowy, zresztą tak samo jest z tekstem - zwrotki ze sztuki Korzeniowskiego, a refren - wiadomo.
Ale natrafiłam na jeszcze inną ciekawą rzecz - ilustrację muzyczną do Karpackich górali napisał Stanisław Moniuszko.
Czyli to może on jest autorem  melodii Czerwonego pasa? A nie Kurpiński? A może po prostu jest ludowa, anonimowa, nieznanego huculskiego autora?
Wiemy, że Moniuszko znał się z Korzeniowskim i pisał operę do jego libretta, pt. Rokiczana, ale nie ukończył jej. Fragmentem tego niedokończonego dzieła jest Ballada o Florianie Szarym, napisana na baryton i pierwszy raz wykonana publicznie 16 grudnia 1860 roku w Warszawie.
A muzyka do Karpackich Górali? Autografy zachowały się, trzeba by zajrzeć... Szkoda też, że nie jest wiadomy - lub podany do publicznej wiadomości - czas, gdy Moniuszko to komponował.

No więc Kurpiński, Moniuszko czy anonimowy Hucuł? Nie wiem, czy się w ogóle kiedyś dowiemy.
Ale tak na mój nos - to najbardziej prawdopodobna jest ostatnia opcja.
W didaskaliach na początku sztuki czytamy:

 Przy otwarciu kortyny słychać nutę znanej kołomyjki przy akompaniamencie fletu.




No właśnie...

***
Ciekawy temat do poszukiwań i do śledztwa. Tak to jest. Jak z górą lodową. Bierzesz piosenkę, myślisz coś tam o niej skrobnę - a tu okazuje się, że im więcej wiedzy i czytania, tym więcej nasuwa się pytań i wątpliwości... i nie da się tak po prostu o niej "skrobnąć".
:-)

Obrazy:
Hucuł w podróży - Wikimedia Commons
Nuty - a-pesni.org/polsk/czerwonypas.htm

czwartek, 16 kwietnia 2015

13 nut, gitara i dzwonek Nokii

Jeszcze niedawno, gdziekolwiek pojawiała się jakaś Nokia, słychać było tę melodię. Wystarczyło, że ktoś zadzwonił - a już rozbrzmiewała krótka, lekka fraza, trochę irytująca - bo wszechobecna. I zmuszająca do odebrania telefonu.
Te dźwięki, dostarczane użytkownikom w coraz to nowych aranżacjach, to nie jest jakieś nie wiadomo co. To fragment konkretnego utworu muzycznego. Gran Vals - miniatury na gitarę skomponowanej przez Francisca Tarregę.

Krótko o "autorze dzwonka" ;)

Francisco Tarrega (1852-1909) to wirtuoz gitary i kompozytor hiszpański, przedstawiciel romantyzmu. Podobno jego ojciec grywał na gitarze flamenco - i Francisco, już jako mały chłopiec, też trochę na ojcowskim instrumencie pobrzękiwał.
Francisco Tarrega.jpg
Francisco Tarrega
Jako małe dziecko wpadł do kanału irygacyjnego i zranił sobie oczy. Przez to wydarzenie jego rodzina przeniosła się do Castellon de la Plana, gdzie Francisco został zapisany na lekcje muzyki. Jego ojciec obawiał się po prostu, że syn może zupełnie stracić wzrok - a będąc muzykiem można z tą dysfunkcją jakoś zarabiać na życie. Co ciekawe, dwaj pierwsi nauczyciele muzyki młodego Tarregi, Eugeni Ruiz i Manuel Gonzalez, byli niewidomi.

Przez krótki czas w 1862 roku uczył go gry Julián Arcas - znany koncertujący gitarzysta, będący na tournee w Castellon de la Plana. Po jego wyjeździe Francisco - jako dziesięciolatek -  uciekł z domu i "rozwijał na własną rękę swoją gitarową karierę" -  grał w kawiarniach i restauracjach w Barcelonie. Został jednak szybko odnaleziony przez ojca i sprowadzony do domu.
Trzy lata później znowu uciekł. Do Walencji. I przyłączył się do cygańskiego gangu. Tata znowu go znalazł i sprowadził do pionu, ale nie na długo. Bo potem syn po raz kolejny zwiał do tej Walencji...
Tam grał przez jakiś czas w restauracjach, aż w końcu - sprawę przemyślawszy - postanowił wrócić do rodziny.

Danza Mora - okładka nut na gitarę
Od 1874 uczył się w madryckim konserwatorium - kompozycji i fortepianu oczywiście. Wiecie - to był wtedy ostatni krzyk mody, Instrument przez duże I. A gitara - uważana była jedynie za przedmiot służący do akompaniowania przy śpiewie, a nie solowej gry wirtuozerskiej.
Tarrega postanowił to zmienić. I udało mu się. Skomponował mnóstwo utworów gitarowych, takich jak np.Wspomnienia z Alhambry, Kaprys arabski, czy właśnie Gran Vals,  a także dokonał wielu transkrypcji na ten instrument dzieł Chopina, Beethovena, Mendelssohna i innych kompozytorów. Nazywa się go czasem "Sarasatem gitary". A ja sądzę, że był też trochę "gitarowym Lisztem". Bo Liszt też ciągle opracowywał i aranżował kompozycje rożnych twórców - tylko, że na fortepian.

I gdy dziś słyszymy jakiegoś gitarzystę klasycznego - to powinniśmy sobie przypomnieć Tarregę, bo bez niego najprawdopodobniej tego dzisiaj by nie było. Nie mówiąc już o tym, że gdy słyszymy Nokię, też powinniśmy sobie go przypomnieć...

Kariera czterech taktów
Fraza z jego Gran Vals - owe trzynaście dźwięków i cztery takty -  została wybrana na dzwonek w nokiowym telefonie przez dyrektorów Nokii Anssiego Vanjokiego i Lauriego Kivinenego w 1993 roku. Czemu akurat ten utwór - nie wiem.
Prawda jest taka, że Gran Vals to domena publiczna - prawa autorskie do tego utworu wygasły już dawno.Co innego oczywiście nokiowy dzwonek, zastrzeżony w niektórych państwach jako znak towarowy. ;)

Wideo do lekcji - Gran Vals Francisca Tarregi - naprawdę piękna kompozycja.



niedziela, 12 kwietnia 2015

Rulon polski - niesamowite dzieło sztuki

Dzisiaj wpis wyjątkowo nie o muzyce, a o dziele sztuki z zupełnie innej beczki.

Słyszeliście kiedyś o rulonie polskim, zwanym  także rolką sztokholmską czy rolką wazowską? To wyjątkowe dzieło, mające 27 cm szerokości i ... 16,09 m długości. Przedstawia tryumfalny jazd do Krakowa polskiego króla Zygmunta III Wazy, jego świeżo poślubionej drugiej żony Konstancji Habsburżanki i całego ich długiego orszaku, w dniu 4 grudnia 1605 roku.
Namalowany został w pierwszej dekadzie XVII wieku w technice gwaszu, przez anonimowego artystę, którego niektórzy historycy utożsamiają z nadwornym malarzem Wazów, Baltazarem Gebhardem.

Tutaj link do całego dzieła - znalezionego oczywiście w kopalni Wikimedia Commons. Proszę oglądać powoli... KLIK

Kogo przedstawia?
Jest na nim przedstawiony cały dwór, rodzina królowej, szlachta polska (w tym chorąży wielki koronny  Sebastian Sobieski czy wojewoda poznański Hieronim Gostomski), dyplomaci, (np. moskiewski poseł Afanasij Własiew, nuncjusz papieski Claudio Rangoni), i armia polska - w tym husarze. Mają oni skrzydła - co chyba powinno ostudzić zapały wszystkich tych, którzy uważają, że to wymysł "epoki romantyzmu".
Hussars 1604.jpg
Husarze

Great Chorąży of the Polish Crown.jpg
Sebastian Sobieski, chorąży wielki koronny

Kareta z Konstancją Habsburżanką. Panna młoda siedzi po prawej stronie, ma największą kryzę.


Król Zygmunt III Waza
Orkiestra :-)
Kradzież
Rulon znajdował się w prywatnej kolekcji u polskiego króla. Ale niestety podczas potopu szwedzkiego, w dniu 30 sierpnia 1650 roku, został ukradziony, przez specjalnie oddelegowany do rabunku oddział Szwedów.
W Szwecji przez setki lat leżał potem, zrolowany i zapomniany, w królewskim archiwum, a następnie - od 1902 roku - w królewskiej zbrojowni Livrustkammaren.
W 1961 roku polscy badacze wystąpili z inicjatywą wydania tego dzieła - jako wspólnej , polsko-szwedzkiej pamiątki -  w formie książki. Do publikacji jednak nie doszło - mimo zaangażowania po stronie szwedzkiej samego kustosza zbrojowni królewskiej w Sztokholmie, dr Brynolfa Hellnera.

Powrót do Polski
W roku 1974 roku, po 319 latach, Szwedzi postanowili nam tę rolkę oddać.Szef rządu Szwecji Olof Palme przekazał ją na ręce premiera Piotra Jaroszewicza. Dziś na stałe dzieło znajduje się w Zamku Królewskim w Warszawie - jednak obecnie zostało pożyczone na wystawę Treasures form Chopin's Country, która odbywa się w Chinach, w Pekinie; od 6 lutego do 10 maja bieżącego roku. Oprócz tego pojechał tam też Batory pod Pskowem, Bal w Hotelu Lambert oraz inne obrazy, autorstwa Malczewskiego, Chełmońskiego, Matejki... Szerzej o tym można poczytać tutaj: KLIK

Tekst przygotowałam w oparciu o dane z polskiej Wikipedii, a także strony culture.pl.

Prawda, że ciekawa ta rolka??
I oczywiście w szkole o niej nic nigdy nie słyszałam, a jest taka wyjątkowa!

A Wy, czy słyszeliście o niej? A może znacie jakieś inne, niesamowite, a jednak trochę zapomniane dzieła sztuki?

środa, 8 kwietnia 2015

Świata postrzeganie... i muzykowanie

Muzyka pomaga przetrwać.
Tak samo jak pisanie wierszy czy dziennika, jak przebywanie z ludźmi, których się kocha. 


Kobieta grająca na fortepianie, Carl Wilhelm Holsoe

Wiolonczela jest najmilszym instrumentem, jaki wymyślił ból człowieka, który nie miał się przed kim wypłakać, więc płakać nauczył wiolonczelę. Nie bez powodu pan Makuszyński właśnie tak napisał.

Można wlewać żal w sonaty, w nokturny, w ballady. Można wyładować gniew w gromkich fortissimach, można śmiać się i szaleć w wesołej muzyce lekkiej. Samotnie, bez nikogo.

Można też potraktować muzykę jako narzędzie do poznania kogoś, do rozmowy. Wspólnie muzykując uczymy się współpracować, wymagać od siebie nawzajem, a jednocześnie być wyrozumiałym. Czyż istnieje coś piękniejszego? W żadnej innej dziedzinie sztuki nie ma takiej możliwości. Muzyka jest pod tym względem po prostu wyjątkowa. I to nie jest mój muzykocentryzm - to prawda.


Kobieta z gitarą, Auguste Renoir

Tylko, żeby tak tę muzykę rozumieć, trzeba potrafić. I nie chodzi tu jedynie o umiejętność gry. Trzeba dostrzegać, że są na tym świecie są wartości ważniejsze, niż forsa i komercja.

Ciągle obserwuję  zaś coś innego.


Rodzice zapisują dzieci na lekcje gry, do szkół muzycznych. A tam wszystko kręci się tylko wokół jednego: kariery. Egzaminy, popisy, Carnegie Hall... Albo jakiś zespół czy filharmonia. Wiele osób często rezygnuje, mówiąc "a bo i tak Rubinsteinem nie będę". A po co ci być Rubinsteinem?! Póki świat światem nie braknie ani Rubinsteinów ani Paderewskich, ani Paganinich. Musisz być oklaskiwany i zarabiać krocie?

Niestety wielu ludzi rozumuje tylko tak  :-(
I potem - przykład autentyczny. Rodzina. Ojciec i dwoje dzieci po szkole muzycznej. Wszyscy potrafią grać na fortepianie. Czy chociaż raz zagrali coś razem, czy wspólnie bawią się przy klawiaturze, czy muzyka ich łączy?
Nie.
W naszym komercyjnym społeczeństwie wstyd się przyznać, że na czymś nie zarabiasz, że nie masz dyplomu z jakiejś tam dziedziny. Że nie jesteś fachowcem. Ty musisz zrobić karierę. Być podziwianym. Występować. Musisz mieć z tego jakieś pieniądze.
Granie bez nadziei na płynący z tego zarobek jest w rozumieniu większości  po prostu bezsensowne.

Cadenza ad libitum
I ja oczywiście nie ujmuję wielkości wszystkim wielkim wirtuozom, którzy grają wspaniale i czerpią ze swej działalność dochody.
Jednak ludzie, którzy nie grają dla trzosu, lecz z potrzeby serca, ludzie,  którzy kochają muzykę i potrafią tą miłością zarazić innych, imponują mi bardziej. Nawet, jeżeli że nie grają jak profesjonaliści.
Ale trudno obecnie takich spotkać. Pasjonaci i autentyki są tępieni, bo przecież liczy się efekt. Po za tym są mass media, serwujące ludziom papkę, po której nic się już nie chce.

 Artykuł pesymistyczny? Nie sądzę :-)

Jakby jednak ktoś poczuł się smutno, to polecam by posłuchał przepięknego Adagio Cantabile z Sonaty Patetycznej Ludwika van Beethovena. Ta piękna melodia potrafi obudzić nadzieję w każdym sercu. A jeśli uronicie łzy wzruszenia, to tym lepiej, bo autorowi właśnie oto chodziło...



poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Zwycięzca śmierci

Spośród wszystkich polskich pieśni wielkanocnych (których wcale -  w porównaniu do kolęd -  nie jest jakoś dużo) najpiękniejszą i najpopularniejszą jest Zwycięzca śmierci. Znana we wszystkich regionach Polski, o prostej, a jednocześnie dostojnej i genialnej melodii, wykonywana jest często również na pogrzebach.
Nie wiemy dokładnie, kiedy powstała, ale pierwszy raz tekst i nuty zostały opublikowane w Śpiewniku Kościelnym ks. Michała Mioduszewskiego.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/33/%C5%9Apiewnik_ko%C5%9Bcielny_czyli_pie%C5%9Bni_nabo%C5%BCne_z_melodyjami_w_ko%C5%9Bciele_katolickim_u%C5%BCywane_%28Mioduszewski%29.djvu/page7-250px-%C5%9Apiewnik_ko%C5%9Bcielny_czyli_pie%C5%9Bni_nabo%C5%BCne_z_melodyjami_w_ko%C5%9Bciele_katolickim_u%C5%BCywane_%28Mioduszewski%29.djvu.jpg
Strona tytułowa Śpiewnika
Ksiądz Mioduszewski (1787-1868), członek Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo, całe życie poświęcił zbieraniu, zapisywaniu i publikowaniu polskich pieśni religijnych. Zbiór zatytułowany Śpiewnik kościelny: czyli pieśni nabożne z melodyjami w kościele katolickim używane został wydany w 1838 roku i zawiera mnóstwo pieśni na wszystkie okazje - Adwent, Boże Narodzenie, Wielki Post, Wielkanoc, Zielone Świątki... a także teksty litanii, koronek, mszy itp. W 1843 roku ukazał się zaś zbiór polskich pastorałek i kolęd.


Dzięki Mioduszewskiemu wiele pieśni zostało ocalonych od zapomnienia. Jego śpiewniki miały trafić pod strzechy, być przydatną pomocą dla pragnących śpiewać wiernych. Korzystał z nich także badacz polskiego folkloru Oskar Kolberg, a także kompozytorzy tacy jak Stanisław Moniuszko czy Witold Lutosławski. Ks. Mioduszewski także był kompozytorem i autorem tekstów pieśni religijnych.

No, a teraz wróćmy do tematu , czyli do pieśni Zwycięzca śmierci - a raczej Zwyciężca śmierci. U Mioduszewskiego jest 10 zwrotek tekstu, a obecnie zazwyczaj śpiewa się tylko 3.
Tutaj tekst z Wiki Źródeł: KLIK
Nuty i cztery pierwsze zwrotki pieśni ze "Śpiewnika Kościelnego" Mioduszewskiego z 1838.Melodia zapisana w kluczu tenorowym.


Kiedy powstała? Cóż, tekst trochę archaiczny, ale zrozumiały. Myślę, że spokojnie możemy datować go na wiek osiemnasty. A melodia?

No i patrzcie - mamy tego całego osiemnastowiecznego Bacha, Haydna, Mozarta czy Stefaniego i do dziś zachwycamy się ich utworami. A kto skomponował najpopularniejszą polską wielkanocną pieśń, to nie wiadomo. Zaginął w mroku dziejów. Czas zatarł jego nazwisko.
Ale kiedyś dowiemy się kto to był, prawda?...

Obrazy:
pierwsza strona Śpiewnika - Wiki Source
tekst i nuty - własna fabryka, z pierwszego wydania Śpiewnika, dostępnego na szczęście w sieci i zdigitalizowanego :-) KLIK


piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkopiątkowo

File:El Greco 011.jpgDziś jest Wielki Piątek. Na ten dzień mam dla Was taką propozycję. Posłuchajcie pięknej, wielkopiątkowej pieśni Crux fidelis. I to najlepiej w dwóch wersjach - średniowiecznej (chorał gregoriański) i barokowej.
Tekst to pieśń Pange lingua gloriosi proelium certaminis św. Wenancjusza Fortunata z VI wieku naszej ery.
Muzykę zaś (do wersji barokowej) napisał Jan IV Szczęśliwy, król Portugalii w wieku XVI.
Kto zaś skomponował chorał gregoriański, nie wiemy, gdyż twórca zwyczajnie nie podpisał się. W średniowieczu bowiem często tak robiono. I dlatego wiele utworów muzycznych i innych dzieł sztuki do dziś pozostaje anonimowa.

 Tu wersja chorałowa, średniowieczna:



A tu - kompozycja króla Jana IV Szczęśliwego. Barokowa - ale nie w pełni polifoniczna. W pewnym momencie śpiewacy śpiewają jednym głosem - tak, jak w średniowieczu.



Obraz: El Greco, Chrystus na krzyżu, z Wikimedia Commons



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...