sobota, 26 grudnia 2015

Trzy propozycje na drugi dzień Świąt

 W mojej świątecznej karcie dań dzisiaj taki zestaw:

 Pierwsze danie -  kolęda Bóg się rodzi - dumne, wzniosłe, piękne i na wskroś polskie. Słowa napisał poeta Franciszek Karpiński (1741-1825). Pierwszy raz opublikowane zostały w 1792 roku, tuż przed drugim rozbiorem Polski... Stąd w trzeciej zwrotce śpiewamy:

Podnieś rękę, Boże Dziecię!
Błogosław ojczyznę miłą!
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj jej siłę Swą siłą!
Dom nasz i majętność całą
I wszystkie wioski z miastami!
A Słowo Ciałem się stało
I mieszkało między nami 


Melodia - wspaniały polonez - jest natomiast pochodzenia ludowego, anonimowa.
 Śpiewa Piotr Beczała z towarzyszeniem wiedeńskich chórów i ORF Radio-Symphonieorchester Wien pod batutą Saschy Goetzela.
____________________
Drugie danie - Świąteczna kołysanka Arvo Pärta. Utwór w typowo pärtowskim stylu, nic dodać, nic ująć...
____________________
Deser (trochę na ostro) - Cicha noc Alfreda Schnittke.
Cicha noc to najpopularniejsza kolęda świata, napisana w Austrii w 1818 roku. Alfred Schnittke (1934-1998), rosyjski kompozytor pochodzenia niemiecko-żydowskiego i jeden z największych parodystów w dziejach, przygotował własną wersję...





niedziela, 20 grudnia 2015

Polski klasycyzm świąteczny...

We wszystkich domach pewnie przygotowania do świąt...

Więc żeby nie zajmować za dużo czasu, dzisiaj coś krótkiego (10 minut) i przyjemnego.

Polska Symphonia de Navitate (Symfonia na Narodzenie)  skomponowana około 1759 roku, przez bliżej nieokreślonego kompozytora. Jej rekonstrukcji, z zachowanych fragmentów znalezionych w Bibliotece Seminarium Duchownego w Sandomierzu, dokonał w 1967 roku Tadeusz Paciorkiewicz. Jak piszą na stronie paciorkiewicz.pl:
(...)kompozytor stworzył w rzeczywistości zupełnie nowy utwór, ale utrzymany w stylu i w duchu epoki.
Zatem z osiemnastego wieku tak naprawdę zostało niewiele?
Hmm...
______________
Symfonia napisana jest na orkiestrę smyczkową, i brzmi naprawdę po polsku, co słyszalne jest zwłaszcza w części drugiej. A w trzeciej pojawia się fragment kolędy Przybieżeli do Betlejem, w jej osiemnastowiecznej wersji...

Tak czy siak, warto posłuchać, zwłaszcza że święta już coraz bliżej...

A biorąc pod uwagę, że to najprawdopodobniej ostatni wpis przed 24 grudnia (chociaż kto to wie?), życzę wszystkim wesołych, spokojnych świąt! :)

niedziela, 13 grudnia 2015

Salve Regina

Salve Regina to katolicka antyfona śpiewana w okresie od Trójcy Świętej do Adwentu. Teraz jest Adwent, więc niezgodnie z rokiem liturgicznym...
Zawsze lubiłam słuchać utworów, które inspirowane były tą samą treścią, lub powstały do tych samych tekstów. Więc dzisiaj Salve Regina - średniowieczne i współczesne. Średniowieczne to chorał gregoriański,a współczesne - oczywiście Arvo Pärt. :)


______________________________________________________




Przepraszam, że tak krótko, ale czas to nie guma... i niestety nie rozciągnie się...

niedziela, 6 grudnia 2015

Edward Elgar na Mikołajki

Ostatnio było tu o dwojgu jakichś dziwnych Amerykanów, dlatego teraz będzie o trochę mniej dziwnym Angliku...
Dawno temu samo stwierdzenie "angielski kompozytor" wydawało mi się dziwne... W XIX wieku w Wielkiej Brytanii mało kto bowiem komponował. Brytyjczycy właściwie tylko słuchali i grali,     i to głównie muzykę niemiecką - Schumanna, Mendelssohna... Chopin pojechał do Anglii pod koniec życia i nie wzbudził za bardzo pozytywnych reakcji, gazety (np. Times) raczej go krytykowały...

No ale  XIX wiek się skończył i wreszcie pojawili się jacyś ciekawi angielscy kompozytorzy.

Jednym z nich jest Edward Elgar (1857-1934).
Edward Elgar/Wikimedia Commons

Na początku był niedoceniany, jak podaje Wiki uważano go za prowincjonalnego kompozytora i samouka niewartego zainteresowania. Po za tym czerpał inspirację z muzyki Europy kontynentalnej, a nie angielskiej (no bo... raczej nie było tam z czego czerpać).

Dopiero w 1899 roku, gdy skomponował wariacje Enigma, zaczął być doceniany. Krytycy uznali ten utwór za arcydzieło. W 1910 roku Gustav Mahler dyrygował nim w Nowym Jorku i w dużej mierze przyczynił się do jego międzynarodowej sławy. W sumie, te wariacje brzmią nawet trochę mahlerowo... :)

Oprócz tego Elgar ma swoim koncie marsze, koncerty skrzypcowy i wiolonczelowy i dwie symfonie. Jednakże jego najsłynniejszy utwór to miniaturka skrzypcowa Salut d'amour, napisana w 1888 roku. Wtedy to Edward zakochał się w swojej przyszłej żonie, Caroline Alice Roberts, starszej od niego o 9 lat... Jej inicjały są użyte w temacie do wariacji Enigma. Kiedy zmarła w 1920 roku, podobno stracił zupełnie ochotę do komponowania...

_____________________________________________

Salut d'amour

Wariacje Enigma - najpopularniejsza część, czyli Nimrod. Ale oczywiście polecam wysłuchanie całości.

Koncert wiolonczelowy


To tak na Mikołajki :)
Pozdrawiam!



niedziela, 29 listopada 2015

Narcyz... w saloonie


Okładka nut do tego utworu
Ethelbert Nevin (1862-1901)był kompozytorem amerykańskim piszącym piosenki i utwory fortepianowe. Trafiłam na niego czytając wspomnienia Isadory Duncan (1877-1927), słynnej tancerki. Jako młoda dziewczyna, tańczyła do niektórych jego utworów, między innymi do Narcyza. On, dowiedziawszy się o tym, podobno bardzo się zdenerwował : "jak to, do tego nie wolno tańczyć!". Jednak kiedy pokazała mu co potrafi, to już nie protestował... tylko się rozpłakał i nazwał ją aniołem...

Więc -  utwór pod tytułem Narcyz. Jak wynika z treści książki, jest inspirowany mitem greckim o pięknym młodzieńcu, który zakochał się we własnym odbiciu i z tej miłości umarł, a potem zamienił się w kwiat. Czas powstania utworu to przełom XIX i XX wieku, kiedy w neoromantycznej Europie zaczęły pojawiać się nowe nurty, takie jak na przykład impresjonizm - reprezentowany głównie przez Debussy'ego i Ravela. Ci panowie też chętnie sięgali po inspirację do mitologii greckiej.

Po Narcyzie Nevina spodziewałam więc się czegoś w stylu... no powiedzmy Dafnis i Chloe, tylko że na fortepian... albo Mitów Szymanowskiego.

Gdy sobie to puściłam ...to myślałam, że zwątpię!!!

Zamiast delikatnej, tchnącej niezwykłością i antycznym klimatem kompozycji - jakaś pijana melodyjka z knajpianej pianoli!!!

Dosłownie, takie miałam skojarzenia! Utwór ten w sam raz  pasowałby do konsumpcji kotleta i whisky w saloonie, albo jakiegoś niemego, prostego filmu. Gdzie Grecja, gdzie historia o Narcyzie? Ja nie znajduję…

Zapomniałam po prostu, że muzyka amerykańska nie jest europejską... A ten  Narcyz to do dzisiaj popularna w Stanach śmieszna melodyjka...

Tylko jak Isadora do tego tańczyła? Serio potrafiła przy takiej muzyce odegrać mit o Narcyzie?
To musiała rzeczywiście być niezła!

___________________
Ilustracja: robinsonlibary.com

niedziela, 22 listopada 2015

Słuchajmy Karłowicza!



Mieczysław Karłowicz
O Karłowiczu miałam tu napisać już od dawna. To chyba najwybitniejszy kompozytor naszego neoromantyzmu. Człowiek, który wprowadził polską muzykę na nowe, światowe tory. A przynajmniej zaczął to robić… bo los był dla niego okrutny…

Mieczysław Karłowicz (1876-1909) był synem wybitnego etnografa Jana Aleksandra Karłowicza. Dzięki temu, że pochodził z bogatej rodziny, mógł zapoznać się z najwybitniejszymi  osiągnięciami ówczesnej muzyki – twórczością Ryszarda Straussa oraz Piotra Czajkowskiego. Uczył się dyrygentury, gry na skrzypcach oraz kompozycji u najwybitniejszych pedagogów epoki.
Był także wybitnym fotografem i taternikiem. Po polskich Tatrach nie da się chodzić bez niego - do dzisiaj korzystamy ze szlaków, które sam osobiście wyznaczał.
I niestety – te góry stały się przyczyną jego przedwczesnej śmierci…   

Jego muzyka nie była na początku dobrze przyjmowana w  Polsce. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że inspirował się muzyką krajów zaborczych, po drugie - w Polsce nie było żadnych wyższych uczelni muzycznych (zostały pozamykane w większości przez zaborców) i polska publiczność nie była przygotowana na taką - w tamtych czasach nowoczesną - muzykę. Rozwijały się u nas orkiestry i zespoły amatorskie, kontynuowano tradycje chopinowskie i moniuszkowskie - ale o "byciu na czasie" nie było mowy. To normalne, gdy jest się podzielonym krajem.Sztuka zeszła na dalszy plan, myślano głównie o tym, jak odzyskać niepodległość. Po za tym, gdy w 1901 otworzono filharmonię w Warszawie, to jej zawistny  kierownik (także kompozytor) był Karłowiczowi bardzo nieprzychylny...

Jego utwory zdobywały więc Wiedeń, Berlin, ale Polski niestety nie. 

Jednakże, w roku 1909 coś zaczęło się zmieniać. 22 stycznia w Warszawie odbył się koncert, na którym wykonano poemat symfoniczny Smutna opowieść - i był to prawdziwy sukces kompozytora. Nareszcie pojawiły się pozytywne recenzje. Szczęśliwy Karłowicz pojechał z tej okazji do Zakopanego, pochwalić się swojej matce. Zabrał ze sobą nowy, kupiony w Warszawie aparat fotograficzny. 8 lutego poszedł w góry go wypróbować. I niestety... tam ściął nartą nasyp i przysypała go lawina. Miał 33 lata...

Dzisiaj tam gdzie znaleziono jego ciało stoi kamień pamiątkowy, zwany kamieniem Karłowicza.

Kamień Karłowicza. Znajduje się na nim swastyka, bo Karłowicz takim właśnie znakiem oznaczał wyznaczone przez siebie znaki w górach. Pamiętajmy, że to było jeszcze przed zawłaszczeniem tego znaku przez narodowy socjalizm.
Był niewątpliwie wielkim człowiekiem. Ileż zawdzięczamy mu jako naród! Jego przedwczesna śmierć to jedna z największych tragedii w historii polskiej sztuki. Ktoś kiedyś powiedział, że właściwie możemy tylko domyślać się, co by było, gdyby żył choć trochę dłużej, gdyby napisał inne dzieła. Muzyka mogłaby pójść  w zupełnie innym kierunku!

 ---------

Jaka jest spuścizna Karłowicza? Formą którą szczególnie rozwinął, był poemat symfoniczny
Jego poematy to Powracające fale, Rapsodia litewska, Odwieczne pieśni, Stanisław i Anna Oświecimowie, Smutna opowieść i Epizod na maskaradzie (dokończony przez Grzegorza Fitelberga). Jest autorem także symfonii e-moll Odrodzenie, kilkunastu pieśni (w większości do słów Kazimierza Przerwy-Tetmajera), Serenady na orkiestrę smyczkową i fenomenalnego koncertu skrzypcowego A-dur.

Mój ulubiony poemat symfoniczny Mieczysława to Stanisław i Anna Oświecimowie

Rapsodia litewska - także polecam :)

A tu coś lżejszego - Serenada na smyczki.



Ilustracje:Wikimedia Commons, gory.info

sobota, 14 listopada 2015

Menuet Paderewskiego

O Ignacym Janie Paderewskim mówi się w naszym kraju najczęściej w kontekście jego wirtuozerskiej i/lub politycznej kariery. A przecież był on także kompozytorem!
Jego dzieła to m.in opera Manru, koncert fortepianowy a-moll i szereg Humoresek koncertowych, z których najpopularniejszym utworem jest Menuet G-dur.

Powstał on w roku 1886, w Warszawie. Paderewski, który był wtedy młodym i mało znanym pianistą, często odwiedzał tam Tytusa Chałubińskiego - przyrodnika, miłośnika Tatr... i muzyki oczywiście.Kiedyś gościł u niego także literat, Aleksander Świętochowski.Obaj poprosili Paderewskiego, by grał im Mozarta. Zachwycali się i mówili, że szkoda, że nigdy nie będzie już takiego geniusza jak Mozart...
Wtedy Paderewski pomyślał, że.. wytnie im numer. Przyszedłszy do domu zaimprowizował menueta w stylu mozartowskim, i kiedy grał przed nimi kolejny raz, powiedział, że teraz zagra im taki utwór Mozarta, którego jeszcze nie słyszeli. I zagrał... I znów słuchacze w zachwyty "jaki boski ten Mozart, już takiego nie będzie". Wtedy Ignacy przyznał się, że to jego dzieło... czym wywołał oczywiście szok :D

***
Menuet G-dur zdobył wielką popularność na całym świecie. Szczególnie zaś w Stanach Zjednoczonych, gdzie Paderewski grał go zawsze na bis...

Mnie bardzo się ten utwór podoba, a szczególnie jego druga, mollowa część. Melodia jest tam taka klarowna... i czuć w niej jakąś polską rzewność...


Paderewski plays Paderewski ;)
Z filmu pt. Sonata księżycowa, z roku 1937.

niedziela, 1 listopada 2015

Na Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny...

Z racji tego, że dzisiaj jest Wszystkich Świętych, a jutro Dzień Zaduszny, polecam wysłuchać Requiem d-moll op.48 francuskiego kompozytora Gabriela Faurego. Kompozycja powstała w latach 1887-1890.

Requiem to msza żałobna. Jako gatunek jest praktykowana już od czasów średniowiecza. Pierwsze requiem nie były pisane wg. obrządku rzymskiego.

***
Dlaczego dzisiaj akurat Faure? Powodów jest kilka. Pierwszy, czysto logistyczny, to czas trwania. Msza trwa ok. 35 minut, podczas gdy większość innych znanych requiem jest znacznie dłuższa. Przykładowo: Verdi - requiem znakomite, ale półtorej godziny... W naszych zabieganych czasach...? Odsłuchuje się burzliwe Dies Irae... i tyle... kogo stać na więcej, ech...

Właśnie - Dies Irae - czyli dzień sądu. To najbardziej dramatyczna i straszna część mszy żałobnej - w końcu ma obrazować koniec świata. I tu haczyk - requiem Faurego nie zawiera Dies Irae!...

Drugi powód, dla którego polecam tę kompozycję, to właśnie spokojna, wyciszająca atmosfera... Ktoś podobno nazwał ten utwór "kołysanką śmierci" . Sam Faure mówił, że jego requiem nie wyraża strachu przed śmiercią, bo dla niego samego śmierć to wyzwolenie. Tak czy siak, mamy 35 minut przepięknego śpiewu, czujemy, że otacza nas świętość... A harmonika utworu, organy i łacina... Już widzę wnętrza jakiejś olbrzymiej katedry.

Więc podsumowując - jest kompozycja bardzo dobra na nasze czasy. Po pierwsze - niedługa, a po drugie wyciszająca. Bo współcześni ludzie nie mają czasu, a przy tym są strasznie rozkojarzeni...

Każdemu jednak potrzebna jest choć chwila skupienia, zamyślenia...

Wspomnijmy tych, których nie ma już z nami... I tych, dzięki którym tu dzisiaj jesteśmy...


sobota, 24 października 2015

Nie tylko Ravel...

To już nie news, że konkurs chopinowski się zakończył i wygrał go Seong-Jin Cho.
Winszujemy!

***
Pierwsza strona kompozycji.

Ponieważ kiedyś już był tu artykuł Nie tylko "Bolero" i opowiadał o twórczości Ravela, to dzisiaj robimy machniom i piszemy Nie tylko Ravel...

Fryderyk Chopin też skomponował kiedyś bolero. Pierwszy raz opublikowano je w Paryżu w roku 1834.

Jest inspirowane muzyką hiszpańską, czemu dziwią się niektórzy muzykologowie, bo Chopin nie znał jeszcze wtedy Hiszpanii. Tak naprawdę nie wiadomo, co było bezpośrednią inspiracją do powstania tego dzieła.
Niektórzy krytycy i chopinolodzy, np. James Huneker czy Fryderyk Nicks pisali jednak, że to raczej polskie niż hiszpańskie. Nicks postulował nawet o zmianę tytułu na Bolero à la Polonaise. Zdzisław Jachimecki był za to innego zdania - pisał że "w sposób zgoła zadziwiający Chopin wżył się w charakter narodowej muzyki hiszpańskiej.".

I bolero, i polonez mają to samo metrum - 3/4... i moim zdaniem kompozycja Chopina jest połączeniem hiszpańskości z polskością.

Bolero a-moll op. 19 jest cudowne i szkoda, że tak rzadko się je gra. W tegorocznej edycji konkursu chopinowskiego pojawiło się w II etapie, grała je Japonka Rina Sudo.

Ja polecam Wam dzisiaj inne wykonanie - austriackiego pianisty Ingolfa Wundera, laureata drugiego miejsca w konkursie chopinowskim w 2010 roku.

wtorek, 20 października 2015

Finałowym spacerkiem po klawiszach...

Od 18 października koncert fortepianowy e-moll op.11 Fryderyka Chopina usłyszałam siedmiokrotnie... I nigdy nie wydawał mi się nudny. Każde wykonanie niosło ze sobą coś innego. Jedni grali bardziej lirycznie, sentymentalnie, inni z większą brawurą, energią...

Nie jestem żadnym chopinologiem czy krytykiem... tak naprawdę nie wiem na co jury zwraca uwagę przy przesłuchaniach. Do mnie muzyka przemawia raczej obrazami. I za każdym razem podczas ostatnich dwóch dni były to inne obrazy. I każdy z nich był ciekawy.
Finałowy występ Kate Liu

Trochę obawiałam się (co tu kryć) interpretacji Osokinsa. Jednakże... nie było się czego bać! Bardzo mi się spodobała. Łotysz pokazał swą indywidualność, ale nie zepchnął chopinowskiego sentymentalizmu na drugi plan i całość wyszła mu bardzo dobrze.

Która z siedmiu interpretacji podobała mi się najbardziej - nie wiem. Seong-Jin Cho, Aimi Kobayashi, Kate Liu i Eric Lu zagrali przepięknie, lirycznie. Aljoša Jurinić i Szymon Nehring  grali natomiast moim zdaniem bardzo energicznie i dramatycznie.

Dzisiaj jedyny raz podczas tego konkursu dane nam będzie usłyszeć koncert f-moll op.21. Zagra go Charles Richard-Hamelin, Kanadyjczyk. Już się nie mogę doczekać, wreszcie będzie jakaś odmiana! A po nim, Rosjanin Dymitr Szyszkin i drugi reprezentant Kanady, szesnastolatek Tony Yike Yang po raz kolejny zagrają koncert e-moll.

To zaczyna się już o osiemnastej...

Późnym wieczorem dowiemy się zaś kto wygrał...

No - zobaczymy dla kogo ten spacerek po klawiszach okaże się zwycięski...

sobota, 17 października 2015

Konkurs chopinowski...

Od konkursu chopinowskiego nie można, a nawet nie wypada uciekać.
A my znamy już uczestników finału... :)

1. Seong-Jin Cho (Korea Południowa)
2. Aljoša Jurinić (Chorwacja)
3. Aimi Kobayashi (Japonia)
4. Kate Liu (Stany Zjednoczone)
5. Eric Lu (Stany Zjednoczone)
6. Szymon Nehring (Polska)
7. Georgijs Osokins (Łotwa)
8. Charles Richard-Hamelin (Kanada)
9. Dmitry Shishkin (Rosja)
10. Yike (Tony) Yang (Kanada)

Jakimś znawcą tematu nie jestem... Nie mam pojęcia, kto wygra, nawet nie śmiem podejrzewać...
Czyżby któreś z reprezentantów Ameryki? O nich w tym roku chyba najgłośniej... No i o Osokinsie...

Przekonamy się 20 października...

Jutro o osiemnastej  zaczynają się finałowe przesłuchania. Artyści wykonają jeden z koncertów fortepianowych Frycka - e-moll op.11 lub f-moll op.21.
.....
A ja, jak zwykle, proponuję Wam coś "od czapy" - dwugłosową fugę a-moll... Chopina, napisaną przez niego około roku 1840, a opublikowaną dopiero w 1898, ponad pół wieku po jego śmierci...

 To Chopin zupełnie inny, taki "nie-chopinowski"...


sobota, 10 października 2015

Dwa kwartety...

Dwa ostatnie kwartety Beethovena...
Słuchaliście ich już?
Ja dzisiaj sobie je odświeżyłam...
Teraz niestety brak czasu, by się o nich rozpisać, ale jeśli Wy macie czas, to zapraszam do posłuchania.


Gra Alban Berg Quartett. Oni są w tym dobrzy. ;) 

To jedne z ostatnich dzieł Beethovena. Pisząc je, był już zupełnie głuchy, miał też świadomość swojego bliskiego końca... są więc one na pewno opowieścią o cierpieniu i przemijaniu... Zastanawia część ostatnia kwartetu szesnastego, ostatniego ukończonego dzieła Beethovena:

"Der schwer gefaßte Entschluß" (Trudna decyzja). Grave, ma non troppo tratto (Muss es sein?/Czy tak musi być?) – Allegro (Es muss sein!/Tak musi być!)

Co może wynikać z tych notatek w rękopisie?

Miotanie - a potem pogodzenie się z losem??

niedziela, 4 października 2015

10 najfajniejszych koncertów skrzypcowych

Oczywiście moim zdaniem  :-)
Lista od końca, jak to zwykle (chyba?) bywa w notowaniach...

Edit 18 grudnia 2016
To ja tę listę robiłam?
No nie no... teraz bym ją zupełnie inaczej zrobiła. 

 ***

10.Erich Wolfgang Korngold  - Koncert skrzypcowy D-dur (1945) 
Korngold był kompozytorem austriackim, który większą część swojego dorosłego życia spędził w USA, pisząc muzykę dla Hollywood. Jego koncert skrzypcowy tchnie trochę takim "filmowym" duchem, ale mimo to jest naprawdę niezwykły i warto go znać.



9.Max Bruch - I koncert skrzypcowy g-moll (1866) 
Romantyczny i inspirowany po trochu muzyką żydowską koncert. Podoba mi się w nim najbardziej jego śpiewność, melodie wbijające się w głowę tak głęboko, że nie sposób się ich pozbyć :)



8.Jan Sibelius - Koncert skrzypcowy d -moll (1904) 
Jedyny koncert skrzypcowy Fina. Barwny, melodyjny, wirtuozerski.



7.Mieczysław Karłowicz  - Koncert skrzypcowy A-dur (1902) 
Jedyny koncert Karłowicza. Słychać wyraźne inspiracje Czajkowskim, który był jednym z mistrzów młodego Mieczysława. Pierwszą liryczną część wszyscy muszą znać obowiązkowo!



6.Sergiusz Prokofiew - II koncert skrzypcowy g-moll (1935) 
Mniej znany od jego I koncertu D-dur - ale moim zdaniem fajniejszy.



5.Karol Szymanowski - II koncert skrzypcowy (1933) 
Drugi koncert Szymanowskiego jest dziełem naprawdę wyjątkowym. Wg. ekspertów jest niepodobny do żadnego innego utworu... Spodobał mi się bardziej od pierwszego koncertu Karola: najbardziej urzekła mnie ta fantastyczna atmosfera.


4.Alban Berg - Koncert pamięci Anioła (1935) 
Najbardziej znany utwór Berga i jeden z najbardziej znanych utworów dodekafonicznych. Tak, jest atonalny... ale to jedno słowo na a nie może spowodować, że go nie posłuchacie. Jest naprawdę fantastyczny.



3.Dymitr Szostakowicz - I koncert skrzypcowy a-moll (1947) 
Koncert skrzypcowy a-moll to dzieło zarówno smutne i pełne sarkazmu. Szostakowicz był tego prawdziwym mistrzem. Dźwięki DSCH, nawiązanie do  beethovenowskiego "motywu losu", wirtuozeria i groteska...Czy można chcieć czegoś więcej?



2. Bela Bartók - II koncert skrzypcowy (1938) 
Ten koncert zawiera wszystko to, za co można lubić Bartóka. Znaczy się perkusyjność, zawadiackość... ogólnie pojętą "bartokowatość" :) Nie brakuje oczywiście elementów ludowych czy nostalgii (szczególnie w części drugiej, gdzie pojawia się skala góralska). 



I na pierwszej pozycji - Piotr Czajkowski - Koncert skrzypcowy D - dur (1879)

Odkąd go poznałam jest na samym szczycie mojej listy. Jest to jedyny koncert skrzypcowy napisany przez Czajkowskiego, jeden z najbardziej znanych i najtrudniejszych  technicznie utworów gatunku.Najbardziej podobała mi się zawsze pierwsza część. Melodia kroczy z taką gracją... Od samego początku budowane jest napięcie. I ten genialny, romantyczny temat  w rytmie poloneza!...


***
Na mojej liście przeważali raczej kompozytorzy dwudziestowieczni - jednak pierwsze miejsce należy do romantyka. Sama nie wiem czemu... Zwłaszcza, że za innymi koncertami skrzypcowymi epoki romantyzmu (Brahms, Mendelssohn) jakoś nie przepadam. Także koncert skrzypcowy Beethovena (klasycyzm) nie jest z mojej bajki... Cóż, splatają się u mnie naprawdę różne gusta...

 Edit: 24.10.2016 r
Jak dzisiaj patrzę na tę listę, to widzę, że gust mi się trochę zmienił. Inaczej by ta lista wyglądała. Zamiast Prokofiewa byłby Wieniawski na przykład. Nie dlatego że był konkurs ostatnio, tylko dlatego, że naprawdę ten koncert polubiłam. :)

niedziela, 13 września 2015

Z okazji urodzin Arnolda

Dzisiaj są urodziny Arnolda Schönberga. Jest to wspaniały moment by napisać tu coś o dodekafonii, czyli rzeczy, z której Arnold jest sławny.

Nazwisko "Schönberg" czy dziwaczny termin "dodekafonia" wśród wielu ludzi budzi popłoch. I nie ma w tym moim zdaniem nic dziwnego...
Arnold przy robocie, tłumaczy pewnie swoim uczniom jak pisać dodekę.
Dawno temu czytałam różne książki o muzyce  i wszędzie, gdzie było o dodekafonii czy Schönbergu, padały takie określenia jak "burzenie harmonii", "ostateczny cios zadany systemowi dur-moll", albo "seria"... To zniechęciło mnie na tyle, że puszczenie sobie jakiegoś utworu Schönberga czy któregoś z jego uczniów uważałam za niemożliwe czy z góry wykluczone. W ogóle Schönberg był dla mnie wcieleniem zła, człowiekiem, który zniszczył wszystko.Tak samo zresztą Berg i Webern. Zapoznanie się z ich kompozycjami? Cóż by to była za krzywda dla moich uszu... Czytając te teksty nabrałam ogromnych uprzedzeń i dodekafonia - choć nie znałam jej bezpośrednio - była dla mnie synonimem jakiegoś muzycznego syfu.

No ale czas płynął,  słuchałam coraz więcej muzyki różnych autorów i pewnego wakacyjnego dnia postanowiłam jednak zacisnąć zęby - i zapoznać się z dodekafonią...

Naprawdę nie wiem, czego się po niej spodziewałam. Że to mnie zabije? Nie brzmiała wcale jakoś dziwnie ta Suita liryczna Berga, ten jego koncert skrzypcowy, Pięć utworów na fortepian Schönberga czy Ocalały z Warszawy.
Aż wstyd mi się zrobiło... wylałam na dodekafonię tyle pomyj, choć nawet jej nie spróbowałam. Do wszystkiego człowiek po prostu musi dojrzeć.

Myślę, że do mojej początkowej, bardzo radykalnej niechęci do tego były winne w dużej mierze te publikacje "popularyzatorskie", z których korzystałam. Miast oswajać - straszyły mnie: jakimś burzeniem systemu dur-moll, "dysonansami do niczego nie podobnymi", słowem "atonalność" co się kojarzy z "anormalność" lub "niemoralność" i jeszcze fotografią Schönberga, na której przypominał Maxa Schrecka w filmie Nosferatu. Symfonia grozy.
Dlatego mniej czytania, więcej słuchania. Muzyka to dźwięki i powinno się jej przede wszystkim SŁUCHAĆ, a nie tylko czytać o niej i nabierać uprzedzeń!

 ***
No po tym osobistym wstępie przechodzimy do naszego jubilata - Arnolda Schönberga (1874-1951). Nie będę przywoływać jakiejś jego szczegółowej biografii, każdy może znaleźć ją gdzie indziej.

Kilka ciekawostek: bał się liczby trzynaście. Nawet takty u niego nazywają się 12, 12A, 14. Zastanawiałam się, dlaczego tak jej nie lubił i wyszło mi, że to... z miłości do dwunastki.(gr. dodeko - dwanaście)

Malował obrazy. Mnie się one średnio podobają, ale podobno eksperci cenią je wysoko.

Sam uczył się grać na  skrzypcach (wirtuozem co prawda nie został). W teorii muzyki także był samoukiem.

Nie wszystkie jego utwory to dodekafonia. Początkowo tworzył w stylu późnego romantyzmu, pisał także "swobodne" utwory atonalne, ale nie dodekafoniczne. W ostatnich latach życia powracał czasem do porzuconego systemu dur-moll.

Radzę dzisiaj posłuchać sobie jego Verklärte Nacht. Napisał to w 1899. Typowo neoromantyczny poemat symfoniczny, zdradzający inspiracje Mahlerem i Straussem Rysiem. Tonalny jak najbardziej - tonacja d-moll.
___________________
No, to temat dodekafonii i ogólnie muzyki XX wieku ruszony. Aż dziwne, że tak mało na tym blogu o niej do tej pory napisałam. W ogóle miałam zacząć pisanie o dodece od Albana Berga, ale trafiły się akurat urodziny Arnolda. I bardzo dobrze. Z Albanem poczekamy do lutego. No a w grudniu są urodziny Antona, to znaczy Weberna. Ha, co za zbieg okoliczności, że oni wszyscy mają imiona na a... :)

poniedziałek, 7 września 2015

Banknoty muzyczne

Nie sposób ich tu wszystkich zamieścić, dlatego wybrałam 10 moim zdaniem najlepszych. Każdy z innego kraju. I oczywiście z innym kompozytorem.
____________

1.Polska 1990 - Stanisław Moniuszko - 100 000 złotych
Długo zastanawiałam się - czy dać tu Moniuszkę, Chopina, a może Paderewskiego?
Wybór w końcu padł na Stanisława. Wyszedł moim zdaniem najkorzystniej z całej trójki.


2.Węgry 1983 - Béla Bartók - 1000 forintów
 Jedyny węgierski kompozytor umieszczony na banknocie. Mam taki w domu :)


3.Norwegia 1994 - Edward Grieg - 500 koron
 Autor Peer Gynta na niebieskim tle.

 4.Francja 1978 - Hektor Berlioz - 10 franków
A oto przystojny autor Symfonii Fantastycznej. Twórcy banknotu sportretowali go w bardzo ekspresyjnej pozie, z batutą w ręku.


5.Szwajcaria 2000 - Artur Honegger - 20 franków
Artur Honegger, urodzony w Szwajcarii kompozytor francuski.Chyba największy wśród muzyków amator kolejnictwa, wiecie o tym na pewno gdy słuchaliście jego niesamowitego utworu pod tytułem Pacyfik 231.
Jest to jedyny z przedstawionych tu banknotów, którym obecnie można płacić.

6.Austria 1950 - Józef Haydn - 20 szylingów
Banknot z Haydnem. Najstarszy z tu przedstawianych.
Jeśli chodzi o Austrię, do wyboru był jeszcze Mozart, Strauss II i Bruckner i też długo zastanawiałam się który. I padło na Haydna, bo najbardziej klasyczny i z kwiatuszkami.


7.Włochy 1975 - Giuseppe Verdi - 1000 lirów
Geniusz opery i harfa. Skromna i jednocześnie bardzo elegancka forma banknotu.


8.Belgia 1956 - Orlando di Lasso - 20 franków
Orlando Lassus, bardziej znany jako Orlando di Lasso, jeden z najwybitniejszych kompozytorów późnego renesansu. I najpłodniejszych - ilość jego kompozycji szacowana jest na około 2000.


9.Niemcy (RFN) 1989 - Clara Schumann - 100 marek
 Jedyna kobieta w tym towarzystwie, utalentowana żona Roberta Schumanna.



10.Czechosłowacja 1985 - Bedřich Smetana - 1000 koron
Kompozytor czeski. Był jeszcze na banknocie z 1945, ale ten, wprowadzony do obiegu 40 lat później, jest moim zdaniem ładniejszy.

________________________
Źródło ilustracji:  spinnet.eu

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...