sobota, 26 grudnia 2015

Na drugi dzień Świąt

 Pierwsze danie -  kolęda Bóg się rodzi - dumne, wzniosłe, piękne i na wskroś polskie. Słowa napisał poeta Franciszek Karpiński (1741-1825). Pierwszy raz opublikowane zostały w 1792 roku, tuż przed drugim rozbiorem Polski... Stąd w trzeciej zwrotce śpiewamy:
Podnieś rękę, Boże Dziecię!
Błogosław ojczyznę miłą!
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj jej siłę Swą siłą!
Dom nasz i majętność całą
I wszystkie wioski z miastami!
A Słowo Ciałem się stało
I mieszkało między nami 


Melodia - wspaniały polonez - jest natomiast pochodzenia ludowego, anonimowa.
 Śpiewa Piotr Beczała z towarzyszeniem wiedeńskich chórów i ORF Radio-Symphonieorchester Wien pod batutą Saschy Goetzela.





niedziela, 20 grudnia 2015

Polski klasycyzm świąteczny...

We wszystkich domach pewnie przygotowania do świąt...

Więc żeby nie zajmować za dużo czasu, dzisiaj coś krótkiego (10 minut) i przyjemnego.

Polska Symphonia de Navitate (Symfonia na Narodzenie)  skomponowana około 1759 roku, przez bliżej nieokreślonego kompozytora. Jej rekonstrukcji, z zachowanych fragmentów znalezionych w Bibliotece Seminarium Duchownego w Sandomierzu, dokonał w 1967 roku Tadeusz Paciorkiewicz. Jak piszą na stronie paciorkiewicz.pl:
(...)kompozytor stworzył w rzeczywistości zupełnie nowy utwór, ale utrzymany w stylu i w duchu epoki.
Zatem z osiemnastego wieku tak naprawdę zostało niewiele?
Hmm...
______________
Symfonia napisana jest na orkiestrę smyczkową, i brzmi naprawdę po polsku, co słyszalne jest zwłaszcza w części drugiej. A w trzeciej pojawia się fragment kolędy Przybieżeli do Betlejem, w jej osiemnastowiecznej wersji...

Tak czy siak, warto posłuchać, zwłaszcza że święta już coraz bliżej...

A biorąc pod uwagę, że to najprawdopodobniej ostatni wpis przed 24 grudnia (chociaż kto to wie?), życzę wszystkim wesołych, spokojnych świąt! :)

niedziela, 13 grudnia 2015

Salve Regina

Salve Regina to katolicka antyfona śpiewana w okresie od Trójcy Świętej do Adwentu. Teraz jest Adwent, więc niezgodnie z rokiem liturgicznym...
Zawsze lubiłam słuchać utworów, które inspirowane były tą samą treścią, lub powstały do tych samych tekstów. Więc dzisiaj Salve Regina - średniowieczne i współczesne. Średniowieczne to chorał gregoriański,a współczesne - oczywiście Arvo Pärt. :)


______________________________________________________




Przepraszam, że tak krótko, ale czas to nie guma... i niestety nie rozciągnie się...

niedziela, 6 grudnia 2015

Edward Elgar na Mikołajki

Ostatnio było tu o dwojgu jakichś dziwnych Amerykanów, dlatego teraz będzie o trochę mniej dziwnym Angliku...
Dawno temu samo stwierdzenie "angielski kompozytor" wydawało mi się dziwne... W XIX wieku w Wielkiej Brytanii mało kto bowiem komponował. Brytyjczycy właściwie tylko słuchali i grali,     i to głównie muzykę niemiecką - Schumanna, Mendelssohna... Chopin pojechał do Anglii pod koniec życia i nie wzbudził za bardzo pozytywnych reakcji, gazety (np. Times) raczej go krytykowały...

No ale  XIX wiek się skończył i wreszcie pojawili się jacyś ciekawi angielscy kompozytorzy.

Jednym z nich jest Edward Elgar (1857-1934).
Edward Elgar/Wikimedia Commons

Na początku był niedoceniany, jak podaje Wiki uważano go za prowincjonalnego kompozytora i samouka niewartego zainteresowania. Po za tym czerpał inspirację z muzyki Europy kontynentalnej, a nie angielskiej (no bo... raczej nie było tam z czego czerpać).

Dopiero w 1899 roku, gdy skomponował wariacje Enigma, zaczął być doceniany. Krytycy uznali ten utwór za arcydzieło. W 1910 roku Gustav Mahler dyrygował nim w Nowym Jorku i w dużej mierze przyczynił się do jego międzynarodowej sławy. W sumie, te wariacje brzmią nawet trochę mahlerowo... :)

Oprócz tego Elgar ma swoim koncie marsze, koncerty skrzypcowy i wiolonczelowy i dwie symfonie. Jednakże jego najsłynniejszy utwór to miniaturka skrzypcowa Salut d'amour, napisana w 1888 roku. Wtedy to Edward zakochał się w swojej przyszłej żonie, Caroline Alice Roberts, starszej od niego o 9 lat... Jej inicjały są użyte w temacie do wariacji Enigma. Kiedy zmarła w 1920 roku, podobno stracił zupełnie ochotę do komponowania...

_____________________________________________

Salut d'amour

Wariacje Enigma - najpopularniejsza część, czyli Nimrod. Ale oczywiście polecam wysłuchanie całości.

Koncert wiolonczelowy


To tak na Mikołajki :)
Pozdrawiam!



niedziela, 22 listopada 2015

Słuchajmy Karłowicza!



Mieczysław Karłowicz
O Karłowiczu miałam tu napisać już od dawna. To chyba najwybitniejszy kompozytor naszego neoromantyzmu. Człowiek, który wprowadził polską muzykę na nowe, światowe tory. A przynajmniej zaczął to robić… bo los był dla niego okrutny…

Mieczysław Karłowicz (1876-1909) był synem wybitnego etnografa Jana Aleksandra Karłowicza. Dzięki temu, że pochodził z bogatej rodziny, mógł zapoznać się z najwybitniejszymi  osiągnięciami ówczesnej muzyki – twórczością Ryszarda Straussa oraz Piotra Czajkowskiego. Uczył się dyrygentury, gry na skrzypcach oraz kompozycji u najwybitniejszych pedagogów epoki.
Był także wybitnym fotografem i taternikiem. Po polskich Tatrach nie da się chodzić bez niego - do dzisiaj korzystamy ze szlaków, które sam osobiście wyznaczał.
I niestety – te góry stały się przyczyną jego przedwczesnej śmierci…   

Jego muzyka nie była na początku dobrze przyjmowana w  Polsce. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że inspirował się muzyką krajów zaborczych, po drugie - w Polsce nie było żadnych wyższych uczelni muzycznych (zostały pozamykane w większości przez zaborców) i polska publiczność nie była przygotowana na taką - w tamtych czasach nowoczesną - muzykę. Rozwijały się u nas orkiestry i zespoły amatorskie, kontynuowano tradycje chopinowskie i moniuszkowskie - ale o "byciu na czasie" nie było mowy. To normalne, gdy jest się podzielonym krajem.Sztuka zeszła na dalszy plan, myślano głównie o tym, jak odzyskać niepodległość. Po za tym, gdy w 1901 otworzono filharmonię w Warszawie, to jej zawistny  kierownik (także kompozytor) był Karłowiczowi bardzo nieprzychylny...

Jego utwory zdobywały więc Wiedeń, Berlin, ale Polski niestety nie. 

Jednakże, w roku 1909 coś zaczęło się zmieniać. 22 stycznia w Warszawie odbył się koncert, na którym wykonano poemat symfoniczny Smutna opowieść - i był to prawdziwy sukces kompozytora. Nareszcie pojawiły się pozytywne recenzje. Szczęśliwy Karłowicz pojechał z tej okazji do Zakopanego, pochwalić się swojej matce. Zabrał ze sobą nowy, kupiony w Warszawie aparat fotograficzny. 8 lutego poszedł w góry go wypróbować. I niestety... tam ściął nartą nasyp i przysypała go lawina. Miał 33 lata...

Dzisiaj tam gdzie znaleziono jego ciało stoi kamień pamiątkowy, zwany kamieniem Karłowicza.
Kamień Karłowicza. Znajduje się na nim swastyka, bo Karłowicz takim właśnie znakiem oznaczał wyznaczone przez siebie znaki w górach. Pamiętajmy, że to było jeszcze przed zawłaszczeniem tego znaku przez narodowy socjalizm.

Był niewątpliwie wielkim człowiekiem. Ileż zawdzięczamy mu jako naród! Jego przedwczesna śmierć to jedna z największych tragedii w historii polskiej sztuki. Ktoś kiedyś powiedział, że właściwie możemy tylko domyślać się, co by było, gdyby żył choć trochę dłużej, gdyby napisał inne dzieła. Muzyka mogłaby pójść  w zupełnie innym kierunku!

 ---------

Jaka jest spuścizna Karłowicza? Formą którą szczególnie rozwinął, był poemat symfoniczny
Jego poematy to Powracające fale, Rapsodia litewska, Odwieczne pieśni, Stanisław i Anna Oświecimowie, Smutna opowieść i Epizod na maskaradzie (dokończony przez Grzegorza Fitelberga). Jest autorem także symfonii e-moll Odrodzenie, kilkunastu pieśni (w większości do słów Kazimierza Przerwy-Tetmajera), Serenady na orkiestrę smyczkową i fenomenalnego koncertu skrzypcowego A-dur.

Mój ulubiony poemat symfoniczny Mieczysława to Stanisław i Anna Oświecimowie

Rapsodia litewska - także polecam :)

A tu coś lżejszego - Serenada na smyczki.



Ilustracje:Wikimedia Commons, gory.info

sobota, 14 listopada 2015

Menuet Paderewskiego

O Ignacym Janie Paderewskim mówi się w naszym kraju najczęściej w kontekście jego wirtuozerskiej i/lub politycznej kariery. A przecież był on także kompozytorem!
Jego dzieła to m.in opera Manru, koncert fortepianowy a-moll i szereg Humoresek koncertowych, z których najpopularniejszym utworem jest Menuet G-dur.

Powstał on w roku 1886, w Warszawie. Paderewski, który był wtedy młodym i mało znanym pianistą, często odwiedzał tam Tytusa Chałubińskiego - przyrodnika, miłośnika Tatr... i muzyki oczywiście.Kiedyś gościł u niego także literat, Aleksander Świętochowski.Obaj poprosili Paderewskiego, by grał im Mozarta. Zachwycali się i mówili, że szkoda, że nigdy nie będzie już takiego geniusza jak Mozart...
Wtedy Paderewski pomyślał, że.. wytnie im numer. Przyszedłszy do domu zaimprowizował menueta w stylu mozartowskim, i kiedy grał przed nimi kolejny raz, powiedział, że teraz zagra im taki utwór Mozarta, którego jeszcze nie słyszeli. I zagrał... I znów słuchacze w zachwyty "jaki boski ten Mozart, już takiego nie będzie". Wtedy Ignacy przyznał się, że to jego dzieło... czym wywołał oczywiście szok :D

***
Menuet G-dur zdobył wielką popularność na całym świecie. Szczególnie zaś w Stanach Zjednoczonych, gdzie Paderewski grał go zawsze na bis...

Mnie bardzo się ten utwór podoba, a szczególnie jego druga, mollowa część. Melodia jest tam taka klarowna... i czuć w niej jakąś polską rzewność...


Paderewski plays Paderewski ;)
Z filmu pt. Sonata księżycowa, z roku 1937.

niedziela, 1 listopada 2015

Na Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny...

Z racji tego, że dzisiaj jest Wszystkich Świętych, a jutro Dzień Zaduszny, polecam wysłuchać Requiem d-moll op.48 francuskiego kompozytora Gabriela Faurego. Kompozycja powstała w latach 1887-1890.

Requiem to msza żałobna. Jako gatunek jest praktykowana już od czasów średniowiecza. Pierwsze requiem nie były pisane wg. obrządku rzymskiego.

***
Dlaczego dzisiaj akurat Faure? Powodów jest kilka. Pierwszy, czysto logistyczny, to czas trwania. Msza trwa ok. 35 minut, podczas gdy większość innych znanych requiem jest znacznie dłuższa. Przykładowo: Verdi - requiem znakomite, ale półtorej godziny... W naszych zabieganych czasach...? Odsłuchuje się burzliwe Dies Irae... i tyle... kogo stać na więcej, ech...

Właśnie - Dies Irae - czyli dzień sądu. To najbardziej dramatyczna i straszna część mszy żałobnej - w końcu ma obrazować koniec świata. I tu haczyk - requiem Faurego nie zawiera Dies Irae!...

Drugi powód, dla którego polecam tę kompozycję, to właśnie spokojna, wyciszająca atmosfera... Ktoś podobno nazwał ten utwór "kołysanką śmierci" . Sam Faure mówił, że jego requiem nie wyraża strachu przed śmiercią, bo dla niego samego śmierć to wyzwolenie. Tak czy siak, mamy 35 minut przepięknego śpiewu, czujemy, że otacza nas świętość... A harmonika utworu, organy i łacina... Już widzę wnętrza jakiejś olbrzymiej katedry.

Więc podsumowując - jest kompozycja bardzo dobra na nasze czasy. Po pierwsze - niedługa, a po drugie wyciszająca. Bo współcześni ludzie nie mają czasu, a przy tym są strasznie rozkojarzeni...

Każdemu jednak potrzebna jest choć chwila skupienia, zamyślenia...

Wspomnijmy tych, których nie ma już z nami... I tych, dzięki którym tu dzisiaj jesteśmy...


sobota, 24 października 2015

Nie tylko Ravel...

To już nie news, że konkurs chopinowski się zakończył i wygrał go Seong-Jin Cho.
Winszujemy!

***
Pierwsza strona kompozycji.

Ponieważ kiedyś już był tu artykuł Nie tylko "Bolero" i opowiadał o twórczości Ravela, to dzisiaj robimy machniom i piszemy Nie tylko Ravel...

Fryderyk Chopin też skomponował kiedyś bolero. Pierwszy raz opublikowano je w Paryżu w roku 1834.

Jest inspirowane muzyką hiszpańską, czemu dziwią się niektórzy muzykologowie, bo Chopin nie znał jeszcze wtedy Hiszpanii. Tak naprawdę nie wiadomo, co było bezpośrednią inspiracją do powstania tego dzieła.
Niektórzy krytycy i chopinolodzy, np. James Huneker czy Fryderyk Nicks pisali jednak, że to raczej polskie niż hiszpańskie. Nicks postulował nawet o zmianę tytułu na Bolero à la Polonaise. Zdzisław Jachimecki był za to innego zdania - pisał że "w sposób zgoła zadziwiający Chopin wżył się w charakter narodowej muzyki hiszpańskiej.".

I bolero, i polonez mają to samo metrum - 3/4... i moim zdaniem kompozycja Chopina jest połączeniem hiszpańskości z polskością.

Bolero a-moll op. 19 jest cudowne i szkoda, że tak rzadko się je gra. W tegorocznej edycji konkursu chopinowskiego pojawiło się w II etapie, grała je Japonka Rina Sudo.

Ja polecam Wam dzisiaj inne wykonanie - austriackiego pianisty Ingolfa Wundera, laureata drugiego miejsca w konkursie chopinowskim w 2010 roku.

wtorek, 20 października 2015

Finałowym spacerkiem po klawiszach...

Od 18 października koncert fortepianowy e-moll op.11 Fryderyka Chopina usłyszałam siedmiokrotnie... I nigdy nie wydawał mi się nudny. Każde wykonanie niosło ze sobą coś innego. Jedni grali bardziej lirycznie, sentymentalnie, inni z większą brawurą, energią...

Nie jestem żadnym chopinologiem czy krytykiem... tak naprawdę nie wiem na co jury zwraca uwagę przy przesłuchaniach.
Finałowy występ Kate Liu

Trochę obawiałam się (co tu kryć) interpretacji Osokinsa. Jednakże... nie było się czego bać! Bardzo mi się spodobała. Łotysz pokazał swą indywidualność, ale nie zepchnął chopinowskiego sentymentalizmu na drugi plan i całość wyszła mu bardzo dobrze.

Która z siedmiu interpretacji podobała mi się najbardziej - nie wiem. Seong-Jin Cho, Aimi Kobayashi, Kate Liu i Eric Lu zagrali przepięknie, lirycznie. Aljoša Jurinić i Szymon Nehring  grali natomiast moim zdaniem bardzo energicznie i dramatycznie.

Dzisiaj jedyny raz podczas tego konkursu dane nam będzie usłyszeć koncert f-moll op.21. Zagra go Charles Richard-Hamelin, Kanadyjczyk. Już się nie mogę doczekać, wreszcie będzie jakaś odmiana! A po nim, Rosjanin Dymitr Szyszkin i drugi reprezentant Kanady, szesnastolatek Tony Yike Yang po raz kolejny zagrają koncert e-moll.

To zaczyna się już o osiemnastej...

Późnym wieczorem dowiemy się zaś kto wygrał...

No - zobaczymy dla kogo ten spacerek po klawiszach okaże się zwycięski...

sobota, 17 października 2015

Konkurs chopinowski...

Od konkursu chopinowskiego nie można, a nawet nie wypada uciekać.
A my znamy już uczestników finału... :)

1. Seong-Jin Cho (Korea Południowa)
2. Aljoša Jurinić (Chorwacja)
3. Aimi Kobayashi (Japonia)
4. Kate Liu (Stany Zjednoczone)
5. Eric Lu (Stany Zjednoczone)
6. Szymon Nehring (Polska)
7. Georgijs Osokins (Łotwa)
8. Charles Richard-Hamelin (Kanada)
9. Dmitry Shishkin (Rosja)
10. Yike (Tony) Yang (Kanada)

Jakimś znawcą tematu nie jestem... Nie mam pojęcia, kto wygra, nawet nie śmiem podejrzewać...
Czyżby któreś z reprezentantów Ameryki? O nich w tym roku chyba najgłośniej... No i o Osokinsie...

Przekonamy się 20 października...

Jutro o osiemnastej  zaczynają się finałowe przesłuchania. Artyści wykonają jeden z koncertów fortepianowych Frycka - e-moll op.11 lub f-moll op.21.
.....
A ja, jak zwykle, proponuję Wam coś "od czapy" - dwugłosową fugę a-moll... Chopina, napisaną przez niego około roku 1840, a opublikowaną dopiero w 1898, ponad pół wieku po jego śmierci...

 To Chopin zupełnie inny, taki "nie-chopinowski"...


niedziela, 4 października 2015

10 najfajniejszych koncertów skrzypcowych

Oczywiście moim zdaniem  :-)
Lista od końca, jak to zwykle (chyba?) bywa w notowaniach...

Edit 18 grudnia 2016
TO JA TĘ LISTĘ ROBIŁAM!?
No nie no... teraz bym ją zupełnie inaczej zrobiła. 

 ***

10.Erich Wolfgang Korngold  - Koncert skrzypcowy D-dur (1945) 
Korngold był kompozytorem austriackim, który większą część swojego dorosłego życia spędził w USA, pisząc muzykę dla Hollywood. Jego koncert skrzypcowy tchnie trochę takim "filmowym" duchem, ale mimo to jest naprawdę niezwykły i warto go znać.



9.Max Bruch - I koncert skrzypcowy g-moll (1866) 
Romantyczny i inspirowany po trochu muzyką żydowską koncert. Podoba mi się w nim najbardziej jego śpiewność, melodie wbijające się w głowę tak głęboko, że nie sposób się ich pozbyć :)



8.Jan Sibelius - Koncert skrzypcowy d -moll (1904) 
Jedyny koncert skrzypcowy Fina. Barwny, melodyjny, wirtuozerski.



7.Mieczysław Karłowicz  - Koncert skrzypcowy A-dur (1902) 
Jedyny koncert Karłowicza. Słychać wyraźne inspiracje Czajkowskim, który był jednym z mistrzów młodego Mieczysława. Pierwszą liryczną część wszyscy muszą znać obowiązkowo!



6.Sergiusz Prokofiew - II koncert skrzypcowy g-moll (1935) 
Mniej znany od jego I koncertu D-dur - ale moim zdaniem fajniejszy.



5.Karol Szymanowski - II koncert skrzypcowy (1933) 
Drugi koncert Szymanowskiego jest dziełem naprawdę wyjątkowym. Wg. ekspertów jest niepodobny do żadnego innego utworu... Spodobał mi się bardziej od pierwszego koncertu Karola: najbardziej urzekła mnie ta fantastyczna atmosfera.


4.Alban Berg - Koncert pamięci Anioła (1935) 
Najbardziej znany utwór Berga i jeden z najbardziej znanych utworów dodekafonicznych. Tak, jest atonalny... ale to jedno słowo na a nie może spowodować, że go nie posłuchacie. Jest naprawdę fantastyczny.



3.Dymitr Szostakowicz - I koncert skrzypcowy a-moll (1947) 
Koncert skrzypcowy a-moll to dzieło zarówno smutne i pełne sarkazmu. Szostakowicz był tego prawdziwym mistrzem. Dźwięki DSCH, nawiązanie do  beethovenowskiego "motywu losu", wirtuozeria i groteska...Czy można chcieć czegoś więcej?



2. Bela Bartók - II koncert skrzypcowy (1938) 
Ten koncert zawiera wszystko to, za co można lubić Bartóka. Znaczy się perkusyjność, zawadiackość... ogólnie pojętą "bartokowatość" :) Nie brakuje oczywiście elementów ludowych czy nostalgii (szczególnie w części drugiej, gdzie pojawia się skala góralska). 



I na pierwszej pozycji - Piotr Czajkowski - Koncert skrzypcowy D - dur (1879)

Odkąd go poznałam jest na samym szczycie mojej listy. Jest to jedyny koncert skrzypcowy napisany przez Czajkowskiego, jeden z najbardziej znanych i najtrudniejszych  technicznie utworów gatunku.Najbardziej podobała mi się zawsze pierwsza część. Melodia kroczy z taką gracją... Od samego początku budowane jest napięcie. I ten genialny, romantyczny temat  w rytmie poloneza!...


***
Na mojej liście przeważali raczej kompozytorzy dwudziestowieczni - jednak pierwsze miejsce należy do romantyka. Sama nie wiem czemu...

 Edit: 24.10.2016 r
Jak dzisiaj patrzę na tę listę, to widzę, że gust mi się trochę zmienił. Inaczej by ta lista wyglądała. Zamiast Prokofiewa byłby Wieniawski na przykład. Nie dlatego że był konkurs ostatnio, tylko dlatego, że naprawdę ten koncert polubiłam. :)

niedziela, 13 września 2015

Z okazji urodzin Arnolda

Dzisiaj są urodziny Arnolda Schönberga. Jest to wspaniały moment by napisać tu coś o dodekafonii, czyli rzeczy, z której Arnold jest sławny.

Nazwisko "Schönberg" czy dziwaczny termin "dodekafonia" wśród wielu ludzi budzi popłoch. I nie ma w tym moim zdaniem nic dziwnego...
Arnold przy robocie, tłumaczy pewnie swoim uczniom jak pisać dodekę.
Dawno temu czytałam różne książki o muzyce  i wszędzie, gdzie było o dodekafonii czy Schönbergu, padały takie określenia jak "burzenie harmonii", "ostateczny cios zadany systemowi dur-moll", albo "seria"... To zniechęciło mnie na tyle, że puszczenie sobie jakiegoś utworu Schönberga czy któregoś z jego uczniów uważałam za niemożliwe czy z góry wykluczone. W ogóle Schönberg był dla mnie wcieleniem zła, człowiekiem, który zniszczył wszystko.Tak samo zresztą Berg i Webern. Zapoznanie się z ich kompozycjami? Cóż by to była za krzywda dla moich uszu... Czytając te teksty nabrałam ogromnych uprzedzeń i dodekafonia - choć nie znałam jej bezpośrednio - była dla mnie synonimem jakiegoś muzycznego syfu.

No ale czas płynął,  słuchałam coraz więcej muzyki różnych autorów i pewnego wakacyjnego dnia postanowiłam jednak zacisnąć zęby - i zapoznać się z dodekafonią...

Naprawdę nie wiem, czego się po niej spodziewałam. Że to mnie zabije? Nie brzmiała wcale jakoś dziwnie ta Suita liryczna Berga, ten jego koncert skrzypcowy, Pięć utworów na fortepian Schönberga czy Ocalały z Warszawy.
Aż wstyd mi się zrobiło... wylałam na dodekafonię tyle pomyj, choć nawet jej nie spróbowałam. Do wszystkiego człowiek po prostu musi dojrzeć.

Myślę, że do mojej początkowej, bardzo radykalnej niechęci do tego były winne w dużej mierze te publikacje "popularyzatorskie", z których korzystałam. Miast oswajać - straszyły mnie: jakimś burzeniem systemu dur-moll, "dysonansami do niczego nie podobnymi", słowem "atonalność" co się kojarzy z "anormalność" lub "niemoralność" i jeszcze fotografią Schönberga, na której przypominał Maxa Schrecka w filmie Nosferatu. Symfonia grozy.
Dlatego mniej czytania, więcej słuchania. Muzyka to dźwięki i powinno się jej przede wszystkim SŁUCHAĆ, a nie tylko czytać o niej i nabierać uprzedzeń!

 ***
No po tym osobistym wstępie przechodzimy do naszego jubilata - Arnolda Schönberga (1874-1951). Nie będę przywoływać jakiejś jego szczegółowej biografii, każdy może znaleźć ją gdzie indziej.

Kilka ciekawostek: bał się liczby trzynaście. Nawet takty u niego nazywają się 12, 12A, 14. Zastanawiałam się, dlaczego tak jej nie lubił i wyszło mi, że to... z miłości do dwunastki.(gr. dodeko - dwanaście)

Malował obrazy. Mnie się one średnio podobają, ale podobno eksperci cenią je wysoko.

Sam uczył się grać na  skrzypcach (wirtuozem co prawda nie został). W teorii muzyki także był samoukiem.

Nie wszystkie jego utwory to dodekafonia. Początkowo tworzył w stylu późnego romantyzmu, pisał także "swobodne" utwory atonalne, ale nie dodekafoniczne. W ostatnich latach życia powracał czasem do porzuconego systemu dur-moll.

Radzę dzisiaj posłuchać sobie jego Verklärte Nacht. Napisał to w 1899. Typowo neoromantyczny poemat symfoniczny, zdradzający inspiracje Mahlerem i Straussem Rysiem. Tonalny jak najbardziej - tonacja d-moll.
___________________
No, to temat dodekafonii i ogólnie muzyki XX wieku ruszony. Aż dziwne, że tak mało na tym blogu o niej do tej pory napisałam.

poniedziałek, 7 września 2015

Banknoty muzyczne

Nie sposób ich tu wszystkich zamieścić, dlatego wybrałam 10 moim zdaniem najlepszych. Każdy z innego kraju. I oczywiście z innym kompozytorem.
____________

1.Polska 1990 - Stanisław Moniuszko - 100 000 złotych
Długo zastanawiałam się - czy dać tu Moniuszkę, Chopina, a może Paderewskiego?
Wybór w końcu padł na Stanisława. Wyszedł moim zdaniem najkorzystniej z całej trójki.


2.Węgry 1983 - Béla Bartók - 1000 forintów
 Jedyny węgierski kompozytor umieszczony na banknocie. Mam taki w domu :)


3.Norwegia 1994 - Edward Grieg - 500 koron
 Autor Peer Gynta na niebieskim tle.

 4.Francja 1978 - Hektor Berlioz - 10 franków
A oto przystojny autor Symfonii Fantastycznej. Twórcy banknotu sportretowali go w bardzo ekspresyjnej pozie, z batutą w ręku.


5.Szwajcaria 2000 - Artur Honegger - 20 franków
Artur Honegger, urodzony w Szwajcarii kompozytor francuski.Chyba największy wśród muzyków amator kolejnictwa, wiecie o tym na pewno gdy słuchaliście jego niesamowitego utworu pod tytułem Pacyfik 231.
Jest to jedyny z przedstawionych tu banknotów, którym obecnie można płacić.

6.Austria 1950 - Józef Haydn - 20 szylingów
Banknot z Haydnem. Najstarszy z tu przedstawianych.
Jeśli chodzi o Austrię, do wyboru był jeszcze Mozart, Strauss II i Bruckner i też długo zastanawiałam się który. I padło na Haydna, bo najbardziej klasyczny i z kwiatuszkami.


7.Włochy 1975 - Giuseppe Verdi - 1000 lirów
Geniusz opery i harfa. Skromna i jednocześnie bardzo elegancka forma banknotu.


8.Belgia 1956 - Orlando di Lasso - 20 franków
Orlando Lassus, bardziej znany jako Orlando di Lasso, jeden z najwybitniejszych kompozytorów późnego renesansu. I najpłodniejszych - ilość jego kompozycji szacowana jest na około 2000.


9.Niemcy (RFN) 1989 - Clara Schumann - 100 marek
 Jedyna kobieta w tym towarzystwie, utalentowana żona Roberta Schumanna.



10.Czechosłowacja 1985 - Bedřich Smetana - 1000 koron
Kompozytor czeski. Był jeszcze na banknocie z 1945, ale ten, wprowadzony do obiegu 40 lat później, jest moim zdaniem ładniejszy.

________________________
Źródło ilustracji:  spinnet.eu

sobota, 29 sierpnia 2015

Inspirujący kaprys

Kiedy Paganini w 1819 roku po raz pierwszy wydał swoje arcytrudne 24 Kaprysy na skrzypce solo, rozeszła się plotka, że nawet on ich zagrać nie potrafi... A on - pierwszy skrzypek świata - nie robił tego tylko dlatego, że uważał je za zwykłe etiudy ćwiczebne...

Paganini. Wielki talent i wielka sława. Symbol wirtuoza i szaleńca. Urodzony w 1782 roku w Genui skrzypek grał tak świetnie, że posądzano go o pakt z diabłem. Zdobył Europę po roku 1828, po występie w Wiedniu. W 1829 roku wystąpił w Poznaniu oraz Warszawie, gdzie zrobił wielkie wrażenie na młodym Chopinie.Wtedy też odbył się jego pojedynek z naszym wirtuozem - Karolem Lipińskim. Wynik? Nie rozstrzygnięto...

Hazardzista, kobieciarz. Żądał olbrzymich honorariów, zarabiał naprawdę dużo. Miał dobry PR. Był gwiazdą i celebrytą. Czyli... w sumie nic szczególnego...

No tak, ale był wybitnym skrzypkiem i kompozytorem. Czy wybitnym kompozytorem - to w sumie nie wiem, na pewno jego utwory są bardzo trudne technicznie.

Jeden z nich, o którym pragnę dziś napisać, to  24 kaprys a-moll. Najsławniejszy utwór cyklu, o wyjątkowo chwytliwej melodii, która okazała się być bardzo inspirująca dla innych kompozytorów. Już w czasach Paganiniego opracowywali ją Liszt i Schumann, następnie Brahms: natomiast w XX wieku na kanwie tego kaprysu powstały takie dzieła jak Rapsodia na temat Paganiniego  Sergiusza Rachmaninowa (1934) czy Wariacje na temat Paganiniego na dwa fortepiany Witolda Lutosławskiego (1941).

I te dwa ostatnie dzieła każdy znać musi! Kompozytorzy XX wieku nadali tej melodii zupełnie inny wymiar, zwłaszcza Lutosławski. To naprawdę fantastyczne, jak różnie można zinterpretować tę jedną krótką etiudę. Ile nowych znaczeń można odkryć.


Rachmaninow - Rapsodia na temat Paganiniego, wyk. Walentyna Lisica


Lutosławski - Wariacje na temat Paganiniego na dwa fortepiany, wyk. Martha Argerich, Nelson Freire.
 __________________________________________

ILUSTRACJA - ulotka z 1831 reklamująca koncert Paganiniego w Anglii, z Wikimedia Commons

sobota, 22 sierpnia 2015

Urodziny Debussy'ego

153 lata temu, 22 sierpnia 1862 we francuskim Saint-Germain-en-Laye przyszedł na świat Claude Debussy.
Z tej okazji słuchamy jego przepięknych Nokturnów.

Dwa lata temu Google celebrował jego urodziny specjalnym, animowanym logo.

 https://www.google.com/doodles/claude-debussys-151st-birthday

Ze Światłem księżyca, czyli najpopularniejszym utworem Debussy'ego. Warto obejrzeć jeszcze raz, szkoda tylko, że melodia urywa się w najlepszym momencie ...

Aha i na koniec ciekawostka, a raczej cytat:
Ja tam akurat lubię Pastoralną, ale doskonale rozumiem jego niechęć do Beethovena. To przecież "stara peruka" :P :)

środa, 19 sierpnia 2015

Nie tylko "Bolero"...



Maurycy Ravel (1875–1937) to kolejny kompozytor "skrzywdzony przez jedno dzieło". Chodzi oczywiście o "Bolero", ten - jak to ujął sam kompozytor "kwadrans na orkiestrę bez muzyki". Każdy z nas na pewno słyszał ten utwór, jest dość charakterystyczny. Składa się właściwie  z jednej melodii, która grana jest stopniowo przez coraz więcej instrumentów. Powstało to jako muzyka do widowiska baletowego tancerki Idy Rubinstein. Poprosiła ona Maurycego o coś "hiszpańskiego w wyrazie", no i Maurycy napisał. Scenariusz widowiska był taki, że dziewczyna tańczy w karczmie, z początku nikt nie interesuje się jej tańcem, ale stopniowo, stopniowo ludzie zaczynają się jej przyglądać, stopniowo pojawia się wokół niej coraz więcej obserwatorów. I stąd te przyłączające się instrumenty.

No ale od tamtego momentu minęło już ponad osiemdziesiąt lat, o pierwotnym przeznaczeniu Bolera nikt już nie pamięta i wszyscy myślą, że to kompozytor miał fioła na punkcie jednej melodii.Mało tego - powiedz "Ravel", a zrozumieją cię "Bolero". Niektórzy to już nawet myślą, że to się nazywa "Ravelo".

Jeden z najwybitniejszych, najbardziej oryginalnych i ciekawych kompozytorów dwudziestego wieku, a może nawet i wszech czasów, w oczach i uszach wielu jest tylko "Bolerem", tym jednostajnym rytmem na trzy czwarte, tym crescendem na orkiestrę, tym kwadransem bez muzyki !!!

A przecież wszystko inne co wyszło spod jego ręki jest znacznie ciekawsze.
Więc dziś
Pięć utworów Ravela, których trzeba posłuchać

Tylko pięć, żeby nie było, że zawalam Was linkami. Bo on oczywiście napisał tego więcej :)

Koncert fortepianowy D-dur - słynny koncert na lewą rękę, napisany dla Paula Wittgensteina, austriackiego pianisty, który stracił prawą dłoń  w czasie I wojny światowej. Jeden z moich ulubionych koncertów fortepianowych.

Gaspard de la nuit - trzy utwory na fortepian, w stylu impresjonistycznym. Jedna z moich ulubionych solówek fortepianowych. Szczególnie lubię Ondine, czyli Falę, jest po prostu fantastyczna. Więc jeśli lubicie marzycielską, niezwykłą muzykę, to jak najbardziej . ;)

Rapsodia hiszpańska - hiszpańskie rytmy, na orkiestrę.

Tzigane rapsodia w cygańskim stylu, na skrzypce i fortepian bądź skrzypce i orkiestrę.

Kwartet smyczkowy F-dur - jeden z najpiękniejszych kwartetów smyczkowych które dane mi było słyszeć. Prawdziwa perła gatunku.
---------

Ravel był - jak sam siebie określał - muzycznym zegarmistrzem. Ale nie dajmy się zwieść, jego muzyka wcale nie jest sztywna czy nieczuła. Nie nosi na sobie ciężkiego bagażu emocjonalnego, ale jest czarująca, pełna naprawdę zmysłowego piękna.

PS 
On kiedyś miał wąsy. I brodę.


środa, 12 sierpnia 2015

Wagner to nie tylko "Cwał walkirii"

Ryszard Wagner, karykatura z 1875
No właśnie. To jeszcze marsz weselny z Lohengrina...:)
-------
 Z najbardziej znanymi kompozytorami to właśnie często tak jest, że powszechnie kojarzy się tylko jeden ich utwór, albo nawet jedynie jego fragment. Np. Liszt - II Rapsodia węgierska, albo Ravel - Bolero. W jaźni wielu osób nazwisko zlewa się z tym jedynym utworem i to jest już wiedzą wystarczającą. Wagner - to Cwał walkirii z opery Walkiria, burzliwa melodia znana z filmów, bajek, gier komputerowych. I tyle.

Jeśli i Wy tak myśleliście,  to pora to zmienić.

Wagner ma w oczach wielu (w moich kiedyś też) przekichane. Głównie z tego powodu, że był ulubionym kompozytorem hitlerowców, którzy wyganiali lub uniemożliwiali pracę współczesnym kompozytorom (atonalny = zły), za to hołubili muzykę Wagnera i żyjącego jeszcze wtedy kontynuatora jego idei, Ryszarda Straussa. Po za tym źródła nie przedstawiają Wagnera jako człowieka sympatycznego. No ale my tu nie o tym.

Jeśli już ktoś kojarzy z nim coś innego niż Cwał walkirii, to zapewne jest to... śpiewaczka operowa z rogami na głowie. Mitologia germańska była główną tematyką jego oper, dlatego nie dziwmy się... Po za tym jak już pisałam, dobrze znany jest marsz weselny z opery Lohengrin, ozdoba wielu ślubów. Podobnie jak marsz weselny ze Snu nocy letniej Mendelssohna. Co ciekawe, za życia ci panowie nie za bardzo za sobą przepadali, Wagner miał o muzyce Feliksa raczej niepochlebną opinię - że jest płytka i powierzchowna.

Dobra, zatem co jeszcze każdy powinien usłyszeć, żeby przestać myśleć, że Wagner = Cwał walkirii i nic po za tym?

Na dobry początek radzę zapoznać się z tym:

Liebestod z opery Tristan i Izolda, jeden z najliryczniejszych, najbardziej romantycznych i wzruszających utworów jakie zna muzyka. I jednocześnie, bardzo smutnych - (Liebestod znaczy po niemiecku miłość śmierć), bo Izolda śpiewa to w finałowej scenie nad ciałem ukochanego. Polecam wersję orkiestrową.

Preludium z tej samej opery - to tu, w drugim takcie, pojawia się słynny akord tristanowski. Brzmi to nieziemsko, ale proszę, wysłuchajcie więcej niż tylko dwa takty!

Preludium do Parsifala - wg. muzykoterapeutów ma właściwości uspokajające. Potwierdzam :-)

Idylla Zygfryda - nie była pierwotnie częścią żadnej opery, Wagner skomponował to na urodziny dla swojej drugiej żony Cosimy 1869 roku, gdy urodziła syna Zygfryda. Piękne, melodyjne.

Uwertura i Wielki marsz z opery Tannhäuser  - Tannhäuser to pierwsza opera Wagnera, z którą zapoznała się polska publiczność. Marsz szczególnie powinien się Wam podobać, wpada w ucho...

Uwertura Polonia - Wagner zadedykował ją naszemu nieszczęsnemu narodowi po upadku powstania listopadowego. Warto poznać, zwłaszcza że pojawia się w niej melodia Mazurka 3 maja (Witaj, majowa jutrzenko) i Mazurka Dąbrowskiego.
---------------------------------------------------


Tyle na początek. Ja jakimś tam specjalnym znawcą Wagnera nie jestem, też go ciągle jeszcze poznaję (jak zresztą wielu innych kompozytorów). Post powstał głównie z powodu zdenerwowania faktem, że wiele osób uważa, że Rychu to tylko... no wiecie.

Obrazek: www.opera-intros.com

środa, 5 sierpnia 2015

Kilka dźwięków...

Arvo Pärt
Jeśli interesujecie się muzyką klasyczną, to na pewno musieliście spotkać z Arvo Pärtem. To współczesny kompozytor estoński, urodził się w 1935 roku. Jego najbardziej znany utwór to chyba Spiegel im Spiegel, czyli po polsku Lustro w lustrze. Pokazał w nim, że nawet mając do dyspozycji tylko kilka dźwięków można stworzyć naprawdę niesamowitą atmosferę.






Niby takie nic, a jednak napełnia łzami każde oczy...

Skomponował to w 1978 roku na skrzypce i fortepian. Jest to dzieło bardzo popularne, opracowywane na różne instrumenty i wykorzystane w wielu telewizyjnych reklamach oraz filmach.

Inne kompozycje Estończyka także wyróżniają się niczym niezmąconym spokojem, są delikatne, subtelne, ciche... Przez to niektórzy zaliczają jego twórczość do minimalizmu, ale czy ja wiem? Muzyka moim zdaniem wiele traci gdy się ją zaczyna szufladkować.
 
Tu Für Alina, na fortepian solo.


Niby takie nic, a zmusza do refleksji...

Debussy kiedyś powiedział, że muzyka to cisza pomiędzy nutami.

A Pärt?

Odkryłem, że wystarczy mi, gdy pięknie zagrana jest pojedyncza nuta. Ona sama, albo cichy rytm, albo moment ciszy – przynoszą mi wytchnienie.

Coś chyba w tym jest...

środa, 29 lipca 2015

Kurs na Finlandię

Dzisiaj dalej - kurs na Skandynawię. A konkretnie - Finlandię.
W programie dwa poematy symfoniczne.

Najpierw - Finlandia Jana Sibeliusa
Jan Sibelius w 1891. Ładna marynarka.
Jan Sibelius (1865-1957). Urodził się w rodzinie szwedzkojęzycznej, ale rodzice wysłali go do  fińskojęzycznej szkoły. Jest uważany za twórcę narodowego stylu fińskiego w muzyce. Jego dorobek to 7 symfonii, kilkanaście poematów symfonicznych, koncert skrzypcowy, liczne suity, muzyka kameralna i wiele innych.
Żył 92 lata, a to długo, zwłaszcza w przypadku kompozytorów... Dlatego dziwi mnie fakt, że w ostatnich trzydziestu latach swojego życia nic nie skomponował. Jego ostatnie skończone dzieło, poemat symfoniczny Tapiola ( także polecam) powstało w 1926 roku. Na serio, dziwne. Wielu kompozytorów umarło nie kończywszy swoich dzieł (wspomnijmy chociażby Mozarta, Mahlera, Prokofiewa, Berga, Schuberta...), a Sibelius? Naprawdę nie wiem, dlaczego zamilknął. Także pozostawił po sobie niedokończone dzieło - 8. symfonię, ale prace nad nią przerwał w 1938 roku, prawie 20 lat przed śmiercią.

Ale my dziś nie o tym, tylko o Finlandii - jednym z najpopularniejszych utworów Sibeliusa. Jest to poemat symfoniczny z roku 1899. Wiedzieć musimy, że Finlandia - podobnie jak Polska - znajdowała się wtedy pod rosyjskim zaborem. A ten poemat był dziełem patriotycznym - szybko stał się popularny wśród Finów i rozbudził ich narodowe uczucia. Co oczywiście nie podobało się carskiej cenzurze... Dlatego utwór był potem wykonywany pod zmienionymi tytułami.

Do wyłaniającej się z mroku groźnych akordów lirycznej melodii, w 1941 zostały dopisane słowa i odtąd jest to oficjalny hymn Finlandii.

Zachęcam do posłuchania, ok. 9 minut doskonałej muzyki nikomu nie zaszkodzi.

_______________________________________________________________________

A teraz kolejny poemat symfoniczny, także z Finlandii, tylko że współczesnej.
Nyx Esy-Pekki Salonena.

Esa-Pekka Salonen to urodzony w 1958 roku światowej sławy fiński dyrygent oraz kompozytor. Z jego ostatnich dzieł warto wymienić koncert fortepianowy z 2007 roku (szkoda, że o tym nie pomyślałam pisząc poprzedniego posta), koncert skrzypcowy (2009)  oraz właśnie poemat symfoniczny Nyx (2011).
Jeśli obawiacie się muzyki współczesnej - to muszę wam powiedzieć, że - przynajmniej w tym przypadku - nie ma się czego bać!
Poemat Salonena podpada stylistycznie trochę pod neoromantyzm, a to jedna z moich ulubionych epok. Inspirowany mitologią grecką (Nyks to bogini ciemności i uosobienie nocy), buduje niezwykły, tajemniczy klimat. Przenosi do pradawnych czasów, gdy po ziemi chodzili bogowie...

Genialne 20 minut.

czwartek, 23 lipca 2015

Dwa koncerty na ...upał

U Was też gorąco?
Mam coś orzeźwiającego...
Koncerty fortepianowe Skandynawów!

Dźwięk fortepianu jest chłodny, przyjemny, a towarzysząca instrumentowi orkiestra jeszcze bardziej to pogłębia. Aha, no i jeszcze geograficznie - północ...

***
Najpierw więc może bardziej znany, wybitny Norweg, Edward Grieg (1843-1907) -  i jego koncert fortepianowy a-moll.
Jest to jedyny koncert Griega. Powstał w roku 1868, podczas wizyty kompozytora w Danii. Pomimo tego, że słuchaczom (a nawet największemu guru w kwestii fortepianu w XIX wieku - czyli Lisztowi) koncert się podobał, autor nie był z niego zadowolony. Chyba ze trzy razy go poprawiał. Ostateczna, znana nam dzisiaj wersja pochodzi z roku 1907.

No to teraz... Szwed.
Kurt Magnus Atterberg (1887-1974) i jego wspaniały koncert fortepianowy b-moll op.37. Powstawał w latach 1927-36. Jest po prostu cudowny. To jeden z najlepszych koncertów fortepianowych, które słyszałam. Jest taki liryczny... Zakochałam się w nim od razu, od pierwszego posłuchania. Podoba mi się nawet bardziej od II koncertu c-moll Rachmaninowa - a myślałam już, że nic piękniejszego w kwestii fortepianu z orkiestrą nie powstało. Zresztą Atterberg inspirował się twórczością rosyjskich i niemieckich kompozytorów, a także czerpał dużo z ludowej muzyki szwedzkiej. Komponował balety, opery, symfonie, koncerty na różne instrumenty... Muszę go lepiej poznać. Jest rzeczą bardzo smutną i niesprawiedliwą, że jego dzieła pozostają nieznane dla większości słuchaczy, że są mało popularne. No ale cóż - jest pełno takich zapomnianych kompozytorów, w Polsce to np. Zarębski.

------
Jan Sibelius (Fin) niestety koncertu fortepianowego nie skomponował. Szkoda, byłby do kompletu. Zrobilibyśmy sobie Półwysep Skandynawski i północno-wschodnie wybrzeże Bałtyku... A tak - to niestety tylko półwysep...

Linki do utworów są oczywiście po kliknięciu na tytuł. Griega gra tam Artur Rubinstein, natomiast Atterberga szwedzki pianista Love Derwinger. Kolejny gość podobny do Oliviera Messiaena. Naprawdę, taka sama fryzura i okulary.

Ilustracje: 
Fiord to Geirangerfjorden w Norwegii, z Wikimedia Commons.

środa, 15 lipca 2015

Na 15 lipca - Bogurodzica

Cześć wszystkim. Nie wiem czy wiecie ale dzisiaj wcale nie ma rocznicy bitwy pod Grunwaldem!

Ha! Wtedy, w 1410 roku, obowiązywał kalendarz juliański, a nie gregoriański, jak obecnie. I ten nieszczęsny 15 lipca to data w juliańskim...

No ale to chyba nie jest powód by się do tego wydarzenia nie odnieść.
Wszyscy wiedzą, że pod Grunwaldem wojska polskie odśpiewały pewną pieśń - Bogurodzicę. Jest to najstarszy zachowany w języku polskim tekst poetycki (powstał na przełomie XIII i XIV wieku). Ale nas - a w każdym bądź razie mnie - bardziej interesuje melodia.

Tekst z neumami - rękopis z 1407 roku
Melodia - jest znana w Europie Zachodniej - ale nie jako utwór religijny. Tylko rycerska pieśń miłosna...
Zapisali ją benedyktyni, a z ich klasztoru w Sankt Gallen w Alpach trafiła do Polski (podaję za ciocią Wiki).


Melodia skomponowana jest w skali doryckiej kościelnej.
Skala dorycka kościelna
Pojawia się w niej jednak dźwięk c.

To dlatego że ambitus (czyli rozpiętość interwałów między najwyższym a najniższym danej melodii) zostaje przekroczony o ton poniżej pierwszego stopnia skali.

W średniowieczu w kościele najprawdopodobniej śpiewana była w kościele przez chór chłopięcy, gdyż duża ilość ozdobników (melizmatów - czyli "przeciągania" jednej sylaby na kilka dźwięków) jest dość trudna do wykonania przez niewyćwiczonych śpiewaków.

O tym, że była śpiewana pod Grunwaldem, informuje nas Jan Długosz.

wtorek, 7 lipca 2015

Gustav Mahler's Birthday :)

Dzisiaj są urodziny Gustava Mahlera!!! 

No to świętujemy. Zwłaszcza, że nie wiem czy ktoś jeszcze - w polskim Internecie - robi z tej okazji imprezę.

Kojarzycie Gustava? Jeśli macie "coś więcej niż trochę" wspólnego z muzyką klasyczną, to na pewno tak.
Jeśli nie, i słyszycie o nim pierwszy raz - cóż... przyznam szczerze - w przestrzeni publicznej trudno jest trafić na twórczość tego pana.

A warto ją znać. :)

"Przyspieszony kurs z Mahlera"? Nie jest moim zdaniem możliwy.
 Primo: jego symfonie są długie - standard to ponad godzina, secundo: są komponowane w stylu neoromantycznym - czyli z dość dużym bagażem emocjonalnym i filozoficznym. Każda wymaga, by zająć się nią, skupić na niej osobno i poważnie.

Aha... ale jak tu zacząć?

No - najlepiej od pierwszej symfonii.
Zwłaszcza, że jeden jej fragment znają wszyscy  i -  przy odrobinie zdolności - potrafią zanucić.
Chodzi o pewną starą piosenkę, śpiewaną już od czasów średniowiecza.

To "Panie Janie".

Pojawia się w trzeciej części symfonii, w molowej tonacji.


Więc jeśli wydaje się komuś, że nic zupełnie nie wie o Mahlerze, to możecie spokojnie wyprowadzić go z błędu. Właśnie tą melodią :). Jako ciekawostkę warto wiedzieć, że zmiana trybu (z dur na moll) wcale nie musiała być jego autorskim pomysłem - gdyż w dziewiętnastowiecznej Austrii  właśnie tak między innymi śpiewano ten kanon.

No, a żeby nie było, że tak zupełnie po swojemu zabieram się do "zaznajamiania publiki z Mahlerem", macie tu jeszcze romantyczne Adagietto z V Symfonii - jej najbardziej znaną część. Ja osobiście nie jestem jakąś fanką Adagietta, ale skoro wszyscy to zapodają, to ja też nie zrobię wyjątku.


A ode mnie macie tu jeszcze Marsz pogrzebowy - genialną pierwszą część V Symfonii i jej ostatnią, piątą część, czyli Rondo.Finale. Dyryguje Leonard Bernstein.


Oczywiście gorąco zachęcam do zapoznania się z całym dziełem - a raczej z dziełami, bo w Mahlerze nie ma co przebierać. :-)

środa, 1 lipca 2015

Wakacje z Igorem

Zaczęły się wakacje, dlatego dziś mniej poważnie (odkrywczo), a bardziej rozrywkowo.
Jak nie wiecie, jak spędzić wolny czas (który mam nadzieję macie), to tutaj taka propozycja.

WAKACJE Z IGOREM STRAWIŃSKIM
Przykładowy dzień.


1.Pierwsze co jest ci potrzebne, to dobre śniadanie. Bez tego z domu ani rusz.
.
2.Potem radzimy popływać. Ale najlepiej łodzią albo gondolą!



 3. Jak ci się nudzi, to możesz pobawić się jak chomik albo Charlie Chaplin.
4. Wizyta w zoo też nigdy nikomu nie zaszkodziła.


5. Potem możesz podyrygować... np. Symfonią Psalmów. Bo nic tak dobrze nie robi człowiekowi jak dobra muzyka wokalno instrumentalna.
 
6.Tylko nie próbuj przerabiać hymnu USA, bo cię zapuszkują.
7. A jeśli cię zamkną... to i tak w więzieniu zawsze można też poczytać...




No widzicie? Igor Strawiński, bohater dzisiejszego posta, robi tyle ciekawych rzeczy, a Wy? Macie coś ciekawego do zaproponowania?

Można posłuchać Pietruszki...


Fotki brałam w większości ze strony composersdoingnormalshit.tumblr.com (sorry, to nie ja wymyślałam tytuł). Ostatnie zdjęcie z The Guardian, a Strawiński w gondoli to vespers1610.com.

----
Dzisiejszy wpis taki widzicie, rozrywkowy. Zaczęły się wakacje, trzeba tego bloga jakoś rozruszać! Więc na początek na śmieszno, ok? Wybrałam akurat Strawińskiego, bo to jeden z moich ulubionych kompozytorów. I jest dużo jego fajnych fotek w Internecie. :)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...